czwartek, 13 lutego 2020

Rozdział VII: Katastrofa w Smoleńsku wydarzyła się o ósmej. Blaszane ptaki

Jest 10 kwietnia 2010 roku. Zbliża się godzina 12:00 czasu polskiego. Dziennikarz Marek Pyza stoi na tle głównej bramy lotniska i czeka. Ma za chwilę wejść na wizję. Jest zaledwie kilka metrów przed kordonem rosyjskiej milicji, wojska, OMONu i służb specjalnych. Szczelny pierścień funkcjonariuszy ma za zadanie nie dopuścić nikogo z dziennikarzy, czy cywilów do miejsca, w którym miało dojść do katastrofy polskiego Tupolewa. W telewizyjnych „Wiadomościach" transmitowany jest w tej chwili materiał sfilmowany przez Sławomira Wiśniewskiego w zakazanej obecnie strefie. Gdy wyświetli się ostatni kadr filmu montażysty, na wizji pojawi się wysoka postać Pyzy.



- Przede wszystkim zdjęcia, które państwo przed chwilą widzieli, to pierwsze zdjęcia z tego miejsca zrobione przez jednego z pracowników TVP. Wszystko się wydarzyło około dwustu metrów stąd za tymi drzewami. Tam runął samolot z prezydentem Lechem Kaczyńskim na pokładzie, około godziny dziesiątej (1) - rozpoczyna swoją transmisję na żywo dziennikarz telewizji polskiej. 


Godzina 10:00 czasu rosyjskiego, o której mówi Pyza to 8:00 czasu polskiego. Przewija się ona nieustannie podczas pierwszych relacji jako „godzina katastrofy". Jak to możliwe? Przecież Tupolew wylatujący o godzinie siódmej dwadzieścia (2) może być o ósmej nie dalej niż na wysokości białoruskiego Mińska?


Obok przy bramie, niewidoczny dla kamery TVP kłębi się niewielki tłum rozgorączkowanych ludzi, którzy chcieliby podzielić się z kimś swą wiedzą i emocjami. Wśród nich znajduje się Norbert Nowotnik z Polskiej Agencji Prasowej. Z ogromnym przejęciem opowiada młodej kobiecie, ubranej w krótką czerwoną kurteczkę trzymającej mikrofon, że ze Smoleńska do Katynia wyruszył jednym z autokarów około 7:30 czasu polskiego. - Ale już około ósmej, gdy ze swoim redakcyjnym kolegą ustalałem ostatnie szczegóły dotyczące uroczystości, niespodziewanie pojawiła się ta informacja, że... że coś niedobrego się dzieje z samolotem (3) - w jego głosie daje się wyczuć pewne napięcie.

Jakaś starsza kobieta opowiada po polsku, lecz z wyraźnym kresowym zaśpiewem, że o ósmej, zaraz kiedy tylko pojawiła się mgła, w okolicy szosy słychać było wybuch i ludzie zaczęli biec w tamtym kierunku. - Pobiegłam razem z nimi. Gdy po kilku minutach dotarłam na miejsce, stał już tam zwarty kordon bojówek OMONu, który dalej nie przepuszczał już nikogo (4) - mówi.

Lekarz pogotowia ratunkowego, Nikołaj Jakowlewicz Bodin, bardziej przysłuchuje się temu, o czym opowiadają inni, niż sam relacjonuje. Jakby to, co widział wolał zachować dla siebie. Nagabywany mówi jednak w końcu, że był w tym dniu na swojej działce. Około 8:0o (5) pojawiła się tak wielka mgła, że zdecydował się wracać do domu. Gdy podszedł do zaparkowanego samochodu, zauważył, jak nad sterczącymi niczym antyczne kolumny pniami, których korony wchłonęła mgła, przemkną potężny skrzydlaty cień. Wydech turbin samolotu rzucił go o ziemię. Kątem oka zobaczył jak przecięta skrzydłem maszyny górna część brzozy padła obok niego. Świadek słyszał też stuki, szelesty i pacnięcia - jakby na rosnące wokół drzewa; dach szopy na jego działce; i dosłownie wszędzie wokoło - padały z nieba ciężkie blaszane ptaki, którym nagle pod skrzydłami zabrakło powietrza (6). Pobiegł w stronę oddalającego się samolotu. Po drodze potykał się o metalowe części i kawałki stali, widział przerwaną linię trakcji i skrzydło samolotu. W końcu dotarł do wraku maszyny (7).

Tych relacji miejscowych ludzi, mówiących o tym, że katastrofa wydarzyła się o ósmej jest pełno. Nic więc dziwnego, że bazująca na nich, miejscowa, smoleńska gazeta „Raboczij put" w najbliższym wydaniu poinformuje, że „samolot polskiego Prezydenta, około godziny 8:00 rano spadł kilkaset metrów przed lotniskiem Smoleńsk - Siewiernyj"(8).

Trzeba także, dodać, że nawet sam raport Millera w rozdziale noszącym tytuł: „Pora dnia, oświetlenie" - mówi wyraźnie, iż „wypadek zdarzył się w porze dziennej, około trzech godzin po wschodzie słońca (9)". Czyli około 8:00, gdyż wschód słońca w tym dniu, miał w Smoleńsku miejsce dokładnie o godzinie 5:00 czasu polskiego.



Zarówno „świadkowie mgły", jak i „świadkowie zdarzenia" - którzy o godzinie 8:00 znajdują się na wschód, północ i południe od lotniska – mówią jednym głosem, że obydwa zjawiska: mgła i przelot gubiącego coś samolotu, mają miejsce około godziny 8:00 czasu polskiego. Tymczasem my już wiemy, że właśnie w tym czasie, a dokładnie o 7:55 miało miejsce drugie podejście Iła. I że po nim pojawiła się mgła. Najpierw w okolicy ulic Gubienki i Kutuzowa, a potem na lotnisku.



Dziennikarz Jan Mróz (10) przed godziną 9:19 zadzwonił do swojej macierzystej stacji, z informacją że spotkał człowieka, który był na miejscu katastrofy i sfilmował szczątki samolotu (11). Tym człowiekiem był Sławomir Wiśniewski.

Montażysta TVP opowiada. że około godziny ósmej (12) usłyszał huk (13), a przez okno hotelu zobaczył skrzydło samolotu skierowane w dół (14). W prześwicie mgły nad szosą Kutuzowa zauważył fragment maszyny (15) i jej oznaczenia. Biegnąc w tamtym kierunku był przekonany, że spadł jakiś niewielki (co jest dziwne, bo równocześnie mówi on, że widziane przez niego skrzydło miało co najmniej 15 metrów długości (16)) rosyjski wojskowy statek powietrzny (17). W ciągu sześciu minut był na miejscu. Widział formującą się za swymi plecmi blokadę milicyjną i wojskową. Zaczął filmować szczątki. W pewnej chwili ze zdziwieniem stwierdził, że na sterowniku samolotu są polskie barwy (18). Po około dziesięciu, minutach nagrywania został zatrzymany, sprawdzony i przesłuchany przez FSB. Godzinę (19) był przetrzymywany przez służby w rosyjskich samochodach (20). W końcu puszczono go i mógł porozmawiać z polskimi dziennikarzami. Jednym z nich był nim właśnie Jan Mróz.



Wygląda więc na to, że zarówno Bodin, jak i Wiśniewski znaleźli się na „miejscu katastrofy” jako pierwsi, mniej więcej w tym samym czasie, czyli około godziny ósmej. Jeszcze przed zamknięciem strefy przez milicję i OMON. Pierwszy z nich pojawił się na jego wschodnim, a montażysta biegnąc z południa, na zachodnim krańcu. Łączy ich jeszcze jedno. W ich relacjach pojawia się jako jeden z ważniejszych elementów opowiadanej historii - skrzydło samolotu. Detal, który w pierwszych dniach po tragedii stanie się symbolem zdarzenia.



No dobrze, tylko jak to wszystko logicznie połączyć z oficjalną „godziną katastrofy", która miała mieć, według urzędowych dokumentów miejsce, początkowo o 8:56, a następnie skorygowano jej czas na 8:41? Jak to wszystko wyjaśnić, skoro o godzinie ósmej, kiedy miało dojść do katastrofy, PLF-101 znajduje się dopiero nad Białorusią?



W gałęziach drzew, nad dachami domów, świergoczą stada blaszanych ptaków. Opadają chmarą na dymiącą ziemię. Miarowo stukoczą jak deszcz, dziobiąc zimne bagno. Wypływają z mgły. Światło wlewa się w leśne przecinki. Pobłyskują w nim. Krzepną. 

.......................................................................................................... 

(1) Wiadomości TVP program 1, "Wiadomości" (pod redakcją Mateusza Hładkiego) z godziny 12:00 10 kwietnia 2010 roku.
(2) Michał Grodzki Pracownik Kancelarii Prezydenckiej (http://niedziela.pl/artykul/117668/nd/Ludzie-Prezydenta): Rankiem 10 kwietnia 2010 r. Michał Grodzki odprowadzał delegację Prezydenta RP na wojskowe Okęcie. Samolot wystartował ok. 7.20.
(3) Norbert Nowotnik. Dziennikarz PAP (http://www.tvp.pl/publicystyka/magazyny-reporterskie/magazyn-ekspresu- reporterow/wideo/11042010-smolensk-wydanie-specjalne/1654384 16'40'' materiału): "Autokarami wybraliśmy się ze Smoleńska do Katynia koło 9.30. Po godzinie 10-tej (ósmej czasu polskiego) gdy ustalaliśmy z moim redakcyjnym kolegą te ostatnie szczegóły dotyczące uroczystości nagle pojawiła się ta informacja. Ona przyszła, nie wiem, ktoś z obsługi sejmu bądź senatu, być może jakiś dziennikarz podał informację, że coś się dzieje. Zaczął panować pewien chaos informacyjny. To było bardzo trudne doświadczenie, dlatego że część osób twierdziła, że to tylko awaria samolotu, że jakiś pożar, że ludzie".
(4)"Nasz Dziennik" z grudnia 2010 roku (http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20101222): "Zdaniem kobiety, około godziny 10.00 wiadomo było, że coś złego się dzieje, ludzie, usłyszawszy wybuch, zaczęli biec w kierunku szosy. Kobieta ruszyła za nimi. Kiedy wszyscy dobiegli do szosy, co nastąpiło zaledwie kilkanaście minut od upadku polskiej maszyny, stał tam już kordon funkcjonariuszy OMON, którzy nikogo na miejsce katastrofy nie dopuszczali".
(5) Nikołaj Jakowlewicz Bodin: http://www.bibula.com/?p=28057 : Nikołaj Bodin, lekarz pogotowia ratunkowego, ma działkę obok garaży przylegających do lotniska Siewiernyj. Jak wynika z jego zeznań, z którymi zapoznali się nasi rozmówcy, w sobotę rano przyjechał na działkę „z zamiarem rozpoczęcia kopania ziemi”. Około 10.00 (8:00 czasu polskiego – przyp.nasz) zebrał się, by wracać do domu. Poszedł do zaparkowanego przy furtce samochodu. – Panowała gęsta mgła, a widoczność wynosiła w linii prostej około 30 m
(6) Nikołaj Bodin. Lekarz pogotowia. ( http://niezalezna.pl/37661-24-swiadkow-potwierdza-wybuch): "Rosyjski lekarz Nikołaj Bodin – właściciel działki położonej obok garaży przylegających do lotniska Siewiernyj, na której stoi brzoza odpowiedzialna jakoby za zniszczenie skrzydła samolotu – mówi w filmie „Anatomia upadku”, że to on przyniósł pod brzozę fragmenty samolotu, które znalazł. Bodin twierdzi: Małych elementów było dużo, leżały też na drodze. Pobiegłem w kierunku miejsca katastrofy. Gdy wracałem, zebrałem leżące tu części i przeniosłem pod brzozę”.
(7) Nikołaj Jakowlewicz Bodin (http://www.bibula.com/?p=28057): "(…) Lekarz pobiegł natychmiast, jak zeznał, za znikającym we mgle samolotem. Za asfaltową drogą przy garażach zobaczył wiszące na drzewie skrzydło samolotu. Skrzydło miało wymalowany biało-czerwony znak. Spostrzegł też przerwane przewody. Obok drzewa stał już mężczyzna w skórzanej kurtce i robił zdjęcia ze swego telefonu komórkowego. Bodin pobiegł dalej. Wkrótce zobaczył przewrócony, zniekształcony kadłub samolotu. Nie widział płomieni. – Nie zbliżałem się do wraku, bo zrozumiałem, że nie było tam nikogo, komu by można było udzielić pierwszej pomocy – zeznał. ".
(8) Lokalna gazeta smoleńska " Raboczij put' " (http://www.rabochy- put.ru/incidents/9682-podrobnosti-o-krushenii-samoleta.htm): "10 апреля 2010 Самолет польского президента Леха Качиньскогоразбился около 10 утра, не долетев несколько сотен метров до аэродрома «Северный» под Смоленском." / 10 kwietnia 2010 – Samolot polskiego prezydenta Lecha Kaczyńskiego około godziny 10 rano (ósmej polskiego czasu – przyp. autora) spadł - nie doleciawszy - kilkaset metrów, do lotniska „Siewiernyj” pod Smoleńskiem.
(9) Raport Millera: "1.7.6. Pora dnia, oświetlenie Wschód słońca w Smoleńsku w dniu wypadku był o godz. 03:02 (czasu UCT, to jest o 05:02 czasu polskiego - przyp. autora). Wypadek zdarzył się w porze dziennej, około trzech godzin po wschodzie słońca".
(10) Film „Poranek” prod. TVN  (http://www.youtube.com/watch?v=ceJMLIa3pwk&feature=related)
(11) Dziennikarz TVN Jan Mróz (http://www.youtube.com/watch?v=ceJMLIa3pwk&feature=related 6'28'') "To był Sławomir Wiśniewski, montażysta z TVP, który w bardzo krótkim czasie po katastrofie zjawił się pod bramą lotniska. (…) Powiedział mi, że ma nagranie z naszego wraku, że widział leżące pomarańczowe czarne skrzynki w błocie.. ”
(12) Sławomir Wiśniewski zwany Lolkiem, montażysta Telewizji Polskiej - (https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1671202,1,tajemnica-operatora-ze-smolenska.read) Około godziny ósmej Lolek musiał wyłączyć sprzęt, bo za jego oknem robotnicy zaczęli remonty. Usłyszał nienaturalny huk, aż ziemia lekko zadrżała, zobaczył 30-metrowy słup ognia, oniemiał, nerwowo zaczął szukać baterii, karty pamięci do aparatu. Pobiec w stronę lotniska czy nie pobiec? Na rosyjskim wojskowym terenie nie można swobodnie się przemieszczać. Pobiegł, po około 5–6 minutach był już na miejscu.
(13) Sławomir Wiśniewski: „Słychać było huk, bo miałem otwarte okno” (https://youtu.be/QYkvChdhT_U?t=57)
(14) Sławomir Wiśniewski przed KP: „Dlatego widziałem zarys skrzydła i fragment kadłuba” (https://youtu.be/QYkvChdhT_U?t=38)
(15) Sławomir Wiśniewski (https://www.rp.pl/artykul/460798-Widzialem--spadajacy-samolot.html) : „ Całej sylwetki samolotu, od dzioba do ogona, nie widziałem. Tylko lewe skrzydło orzące ziemię oraz fragment kadłuba. Jakiś znak rozpoznawczy na nim.”
(16) Sławomir Wiśniewski przed KP: „Skrzydło było porównywalne z wysokością drzew, a drzewo ma jakoś 10-12 metrów (...). Minimum 15 metrów. (https://youtu.be/QYkvChdhT_U?t=38)
(17) Sławomir Wiśniewski przed KP: (https://youtu.be/QYkvChdhT_U?t=125) „ Biegłem z przekonaniem, że jest to wojskowy samolot, albo jakiś niewielki
(18) Sławomir Wiśniewski przed KP (https://youtu.be/QYkvChdhT_U?t=146): Dopiero, co tam było słychać, na miejscu zauważyłem, że to jest polski samolot.
(19) Polityka 2016 - (https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1671202,1,tajemnica-operatora-ze-smolenska.read) „Rosyjscy funkcjonariusze zabrali mu kasetę (oddał inne nagranie), zatrzymali go na godzinę w samochodzie przy bramie lotniska”.
(20) Sławomir Wiśniewski (https://www.rp.pl/artykul/460798-Widzialem--spadajacy-samolot.html) : „Gdy już nieco opadły emocje i siedziałem w jednym z rosyjskich samochodów.” W innym wywiadzie mówi, że najpierw siedział w jednym, a potem drugim samochodzie FSB.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz