niedziela, 1 maja 2016

Koniec "smoleńskiego śledztwa" - podsumowanie

czy warto zatem snuć teorie / spierać się ze złością / za bazę kłótni przyjmując najbardziej odpowiadającą mi / tak zwaną prawdę / czy nie powinienem raczej / wziąć się za zbieranie faktów / notować słowa / ... / słuchać i pamiętać / spisywać /"   
-pisałem sześć lat temu, rozpoczynając swoje prywatne "śledztwo smoleńskie" gromadzeniem materiałów na temat 10 kwietnia. Dziś je kończę. Nie dlatego, że od dawna nie pojawiają się żadne nowe materiały na ten temat (bo moim zdaniem i tak w najbliższym czasie się nie pojawią). Jestem zwyczajnie "chocholim tańcem" wokół tej fundamentalnej kwestii po prostu zniesmaczony i zmęczony. Po co konstruować tunele aerodynamiczne, zatrudniać komisje i podkomisje, rekonstruować Tupolewa, skoro aby poznać prawdę wystarczyłoby tylko upublicznić materiał archiwalny Polskiego Radia program 1 (PR1) i TVP info z 10 kwietnia 2010 roku. Ewentualnie jeszcze dosłuchać kilku polskich świadków i upublicznić fotografie jakie w swoich domowych czy redakcyjnych archiwach mają dziennikarze. Nie mam także ochoty bić (ani toczyć) blogerskiej piany, gdyż smoleńska studnia jest tak głęboka, że na najgłośniejsze nawet wołanie nie odpowiada z jej głębin nawet echo, Stąd moja decyzja. Wprawdzie zapadła ona już trzy tygodnie temu, ale bloger "Propatrian" przekonał mnie abym nie kończył pisania o Smoleńsku bez sformułowania całościowej i linearnej  hipotezy. Więc oto ona: 

Zamykając moje nieoficjalne śledztwo, w 12 krótkich punktach (tekst wytłuszczony) przedstawiam to, co moim zdaniem wydarzyło się w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku.
 

1. Godzina 7:25 – ląduje Jak-40 / 044 z dziennikarzami (widzialność jest według kierownika lotów, oraz pilotów w granicach 1500 – 2000 metrów, niebo zachmurzone - warunki do lądowania zgodne z poziomem wyszkolenia załogi)

Edmund Klich (przewodniczący KBWLLP, akredytowany przy rosyjskiej komisji badającej zdarzenie z 10.04.2010 w liście do Donalda Tuska z 15.04.2010 - za "Moja czarna skrzynka. Dokumenty" - str. 11): O godz. 9.26 są następujące (warunki meteo - RM): zachmurzenie pełne 10/10 - stratus, podstawa 100m, widzialność 1 km. W tym czasie 9.26 ląduje Jak-40. 

Artur Wosztyl (dowódca Jaka-40/044): Lądowanie w Smoleńsku odbyło się o godz. 7.25 czasu polskiego. Według czasu rosyjskiego była to godzina 9.25. (zeznanie z dnia 10.04.2010 z godz.19:17 – RM) 

Artur Wosztyl: (...) podczas lotu mam cały czas zegar przed oczyma. Co chwila na niego patrzę, żeby wiedzieć czy lot odbywa się zgodnie z planem. Poza tym - dodał - zaraz po lądowaniu dowódca statku musi wypełnić i podpisać druk rozkazu. Tam trzeba wpisać dokładną godzinę startu i lądowania. 


2. Godzina 7:40 - Pierwsze podejście Iła-76 Frołowa 

Remigiusz Muś: (…) z zaciekawieniem oglądaliśmy dwa nieudane lądowania samolotu Ił 76 Federacji Rosyjskiej. (…) Próby lądowania tego Iła miały miejsce około po 15 i 30 minutach od naszego wylądowania. 

Artur Wosztyl: - W międzyczasie nad lotniskiem pojawił się rosyjski Ił-76...
- Tak, jakieś 15 min po nas.  Dwa razy podchodził do lądowania (...)  



3. Godzina 7:45 – Załoga Jaka-40 / 044 informuje DKL Okęcie o lądowaniu swojego samolotu, ale nie wspomina nic o pogodzie, gdyż warunki atmosferyczne towarzyszące podejściu i lądowaniu „dziennikarskiego” Jaka są "zgodne z poziomem wyszkolenia" załogi (występuje tylko zamglenie) - mocne fale mgły zaczną pojawiać się dopiero od godz. 8:00 (patrz punkt 5) 


Rafał Kowaleczko (drugi pilot Jaka-40/044 - zeznanie): W dniu 10.04.2010 ja osobiście, telefonicznie przekazałem por. Lauksowi do Warszawy fakt naszego lądowania. Nie podawałem mu wtedy warunków meto (tak w oryginale - RM) panujących na lotnisku w Smoleńsku. Raczej nikt z Warszawy nie kontaktował się ze mną w sprawie warunków meto panujących na lotnisku. Natomiast nie wiem czy z innymi członkami załogi ktoś się kontaktował w tej sprawie. 

Artur Wosztyl: Na zadane pytanie zeznaje; po wylądowaniu ja albo por. Kowaleczko telefonicznie poinformowaliśmy DKL (Dyżurnego Kontrolera Lotów por. LauksaRM) w Warszawie o fakcie wylądowania. (...) Do mnie z Warszawy nikt nie dzwonił i nie pytał się o warunki atmosferyczne jakie panują na lotnisku w Smoleńsku. 

Dariusz Januszewicz (oficer Centrum Hydrometeorologii Sił Zbrojnych RP): Informacja zwrotna, przekazana przez dyżurnego ok. godz. 7:45, (...) była krótka: - Dyżurny METEO, chor. Marcin Nojek, poinformował mnie, że pilot samolotu JAK-40 nie podał informacji o warunkach atmosferycznych podczas lądowania w Smoleńsku. 

Raport Millera (str. 87): Według uzyskanych przez Komisję informacji, kontroler WPL OKĘCIE około godz. 5:45 (7:45 czasu polskiego - RM) otrzymał informację telefoniczną od jednego z członków załogi samolotu Jak-40 o lądowaniu na lotnisku SMOLEŃSK PÓŁNOCNY (podane w tym miejscu w raporcie dane o warunkach atmosferycznych nie są informacją przesłaną przez załogę Jaka-40/044, co widać jeśli zestawisię trzy wyżej przedstawione relacje, z informacjami podanymi przez: Lecha Majewskiego i HenrykaGrzejdaka w punkcie 7. Nie mogły być także informacjami podanymi ani przez pierwszego, ani przez drugiego pilota Jaka-40/44, z racji tego, że podczas ich lądowania warunki atmosferyczne utrzymywały się w normie (lekkie zamglenie). Mgła pojawiła się dopiero o godzinie 8:00, za czym przemawiają relacje licznych świadków. Ich sprawozdania znajdują się poniżej,w punkcie 5.- RM)

4. Godzina 7:55 – Drugie podejście Iła – 76 (warunki atmosferyczne na lotnisku są w dalszym ciągu podobne do tych które były przy lądowaniu Jaka-40 / 044 - zamglenie, ale brak mgły, minimalna widoczność - ponad 1 km) 

Artur Wosztyl: Po wylądowaniu około godz. 7.20 (o 7:25 – patrz wyżej, punkt 1 – RM) warunki atmosferyczne panujące na lotnisku utrzymywały się przez jakiś czas, myślę, że przez około 30 minut na podobnym poziomie, jak przy moim lądowaniu. Mam na myśli tylko widoczność. 

Artur Wosztyl: Drugie zajście Iła-76 widziałem stojąc już na zewnątrz Jaka-40. Widzieliśmy, że ludzie z wieży wyszli, a śp. chorąży Remigiusz Muś włączył radiostację i stwierdził: „słuchajcie jeszcze raz podchodzi”. Obserwowałem ten samolot. Było go widać z kilometra, albo i więcej. 

Remigiusz Muś: Próby lądowania tego Iła miały miejsce około po 15 i 30 minutach od naszego wylądowania. 

5. Godzina 8:00 – na płycie lotniska pojawia się mgła. Wychodzi tuż przed ósmą z  jaru - którego początek znajduje się półtora kilometra od progu pasa. Nadciąga falami  od wschodu, i przesuwa się w  kierunku wschodniego krańca  lotniska „Siewiernyj” 

Artur WosztylPo wylądowaniu te warunki jakiś czas jeszcze się utrzymywały. Ił-76 dwa razy podchodził po nas w podobnych warunkach. One zaczęły się pogarszać jakieś 40 min. po naszym lądowaniu.

Nikołaj Krasnokutski (pułkownik, dowódca 610 centrum ds, zadań bojowych i szkolenia lotniczego – zapis w stenogramach z wieży): No skąd mgła o godzinie 10:00 (ósmej czasu polskiego - RM) kurwa, to jakieś wariatkowo. 

Robert Grzywna (Drugi Pilot Tu-154M – zapis w stenogramach z kokpitu): Ale dziesiąta (8:00 -RM) i mgła? 

Siergiejew Nikołaj (świadek nr 196 Zespołu Parlamentarnego Antoniego Macierewicza – Biała Księga):Mgła pojawiła się rano, zobaczyłem ją o godzinie 10:00 (8:00 czasu polskiego – RM) 

Isd dacza (zapis na smoleńskim blogu z 10 kwietnia 2010 z godziny 10:57): A ja, kiedy się tłukłem o ósmej rano (6:00 - RM), nie było mgły, tłukłem się z powrotem o 10:00 (8:00 -RM) - już się tworzyła. A teraz wszystko we mgle. 

Nasz Dziennik (relacja ze Smoleńska nauczycielki, polskiego pochodzenia, przytoczona w grudniu 2010 r. przez „NDz”): Jak relacjonuje kobieta, 10 kwietnia już o 7.00 rano była w pracy. Była wtedy słoneczna pogoda, nie było żadnej mgły. Pojawiła się dopiero po godzinie, więc ok. godziny 8.00 rano czasu polskiego (...). Jak tłumaczy, w pewnym momencie zaczęła gwałtownie gęstnieć, jakby "wychodziła z ziemi". Kładła się gęstymi płatami wyraźnie od strony jaru, który od szosy dzieli odległość około jednego kilometra. Z opisu nauczycielki wynika, że mgła wypełzła z jaru i przemieściła się w kierunku szosy w stronę lotniska Siewiernyj. 

Nikołaj Jakowlewicz BodinNikołaj Bodin, lekarz pogotowia ratunkowego, ma działkę obok garaży przylegających do lotniska Siewiernyj. (…) Około 10.00 (8:00 czasu polskiego – RM) zebrał się, by wracać do domu. (…) – Panowała gęsta mgła, a widoczność wynosiła w linii prostej około 30 m, zauważyłem, że korony drzew znajdowały się we mgle – zeznał Bodin. Miał właśnie usiąść w samochodzie, gdy usłyszał w górze szum lecącego samolotu. Jak można przeczytać w zeznaniach, Bodin zobaczył nisko lecący samolot, w linii równoległej do ziemi (…) Potem pobiegłem za nim (samolotem - przyp. PM), widzę leży skrzydło, to niedaleko od tego miejsca. Potem pobiegłem dalej, a on już leżał w błocie. 
(Działka Bodina znajduje się kilkaset metrów od lotniska. Mniej więcej w połowie drogi pomiędzy wschodnim progiem pasa lotniska Siewiernyj, a jarem z którego "wyjść" miała mgła. Ponieważ nad lotnisko fala zamglenia nadciągnęła około ósmej, więc działkę Bodina musiała przykryć jeszcze przed ósmą. Czyli przelatujący o 7:55 samolot, który widzi Bodin to Ił-76 Frołowa)


Dmitrij Tutkuszbajew (ratownik pierwszej klasy, kierownik zmiany dyżurnej nr 4):  Kiedy przychodził mniej więcej wolny czas, wszyscy – i ratownicy, i piloci helikopterów, i śledczy – dyskutowaliśmy oczywiście nad tym co się zdarzyło. Wtedy się dowiedzieliśmy się, że w dniu tragedii o 9:00 rano pogoda była przepiękna, a już o 10:00 (ósmej czasu polskiego -RM) lotnisko przykryła mgła; w ciągu pół godziny po katastrofie całkiem się rozeszła. 


6. Godzina 7:55 – ASKIL przechodzi samolot, określany przez KL jako „pierwszy Polak” 

Edmund Klich (przewodniczący KBWLLP w książce "Moja czarna skrzynka. Dokumenty", str. 11): Po odlocie samolotu Ił – 76, z KL (Kierownikiem Lotów – RM) nawiązała łączność załoga jakiegoś samolotu, który chciał lądować na lotnisku w Smoleńsku i KL nie wydał zgody na lądowanie.

Dariusz Górczyński (urzędnik MSZ oczekujący na Siewiernym): Około godziny 10:00 (czasu moskiewskiego – red., czyli 8:00 polskiego - RM) Paweł Kozłow, który był chyba cały czas w kontakcie ze służbami kontrolnymi lotniska, stwierdził, że jest coraz gorsza pogoda i samolot (polski samolot - RM) będzie robił próbne podejście, ale prawdopodobnie zostanie skierowany do Moskwy, na lotnisko Wnukowo.

Anatolij Murawiew (Dyspozytor XUBS w stenogramach z wieży): Pale Waleriewiczu, w pięćdziesiątej piątej minucie ASKIL będzie przechodził pierwszy Polak. (mając na uwadze to, co za półtorej minuty powiemeteo – główny synoptyk lotniska –patrz cytat poniżej – jest godzina za pięć ósma czasu polskiego - RM)
(…)
Michał Radgowski (Meteo – synoptyk na Siewiernym w stenogramach z wieży): O godzinie 10:00 (8:00 - RM) odnotowujemy, trzy punkty/stopnie górnej. (A po kolejnych siedmiu minutach...)
(…)
AA: No w dwa, na …. wiecie o tym?
AA: Tak, pojawią się dwa samoloty.(„будет вылет двух бортов.” Co oznacza słówko "вылет" /wylot/? Czy nie można go użyć w tym samym znaczeniu co „выход” /wychodzenie/? Otóż według tłumaczy z Instytutu Ekspertyz Sądowych - str. 242 -zwrot „он уже должен выходить”można tłumaczyć jako:on w zasadzie powinien się pojawić”.A więc „выход” oraz "вылет" oznaczałyby tu pojawienie się” - RM) Ilu ich tam? Niech się od razu na swoich ustawią.
AA: U nas ten, gdyby coś...
Ryżenko: Jego trzeba zawracać.
Pliusnin: A on przecież według "Jużnego".
AA: (niezrozumiale)
AA: Tak, według "Jużnego"
AA: (niezrozumiale). Zawracać.
AA: (niezrozumiale)
Piusnin: Dawaj, wyjeżdżaj prędko, tylko żeby za zezwoleniem.
AA: Ja ich zaalarmowałam wszystkich.
Pliusnin: Zatem biegiem.
AA: Aleksiej szybko ustaw im reflektor w trybie dziennym 
AA: Dwa (niezrozumiale).
Pliusnin: Odpowiedział
Murawiew: O której Polak wejdzie na schemat (najprawdopodobniej chodzi tu o podejście na ścieżkę lądowania - RM), komendant się pyta?
AA: Tak, tak, mówi się. Pierwsze centrum, tu piąte.
AA: ...o której się pojawią? (во сколько будет вылет)
AA:… wychodzić teraz pierwszy pojawi się już za siedemnaście, piętnaście, drugi … dawajcie wszystko ... 


7. Godzina 8:10 - TU-154M ("drugi Polak") przechodzi punkt ASKIL na granicy białorusko – rosyjskiej.

Paweł Pliusnin (Kontroler Lotów Smoleńsk): Około godziny 10:10 (8:10 – RM) dostałem informację od dyspozytora, iż polski samolot TU-154 „Polskij Falstrot” (jego sygnał wywoławczy) powinien przekraczać „ASKIL” jeden z punktów wyjścia z kierunku zachodniego. Około godziny 10:15 (8:15 - RM) samolot Tu-154 nawiązał kontakt ze mną.

Remigiusz Muś: Widziałem tego Iła, który po drugiej nieudanej próbie lądowania odleciał. Po kolejnych około 20 minutach z głośników naszej radiostacji usłyszeliśmy załogę naszego tupolewa zbliżającego się do rejonu lotniska. Pamiętam, że załoga prowadziła korespondencję z wieżą kontrolną, która kierowała ich aby znaleźli się na kursie odwrotnym do lądowania w celu wykonania zejścia do lądowania. (z zeznań Musia wynika zatem, że była to godzina 7:25+30+20 = 8:15, co potwierdza zacytowane powyżej zeznanie Pliusnina o przejściu ASKIL około 8:10 - RM) 


Bogdan Klich (do Eugeniusza Klicha 22 kwietnia 2010 r.):  ja nie dysponuję w tej chwili żadną obszerniejszą wersją poza tą pańską, dotyczącą tak szczegółowych parametrów, jak na przykład kwestia, że o godz. 10:15 czy tamtego czasu o 8:15 był pierwszy kontakt ,a o godz. 9:40 czy 7:40 były warunki graniczne, a potem już się obniżyły poniżej tego poziomu. 

8. Godzina 8:15– lądowanie „pierwszego Polaka na lotnisku Siewiernyj (okazuje się, że z uwagi na bezpieczeństwo Głowy Państwa i utajnienie szczegółów wylotu nie wszystkim było wiadomo, którym z pary samolotów – pierwszym (Jakiem-40/...047 - prawdopodobnie) , czy drugim (Tu-154M) - leci Prezydent Lech Kaczyński). Jakiem -40/047? przyleciał natomiast Prezydent Ryszard Kaczorowski. 

Jarosław KaczyńskiPamiętam, że pytałem go (Brata -RM) nawet, jakim samolotem polecą do Smoleńska. Przez pewien czas byłem przekonany, że będzie to JAK, a nie tupolew.

Smolanin (komentarz do artykułu „Czy my znów skrywamy prawdę?” zapisany w dniu 11.04.2010 g. 03:05): Na ~15-30 minut przed Tupolewem, wylądował Jak-40, także polski, także z delegacją. 

Nikołaj Krasnokutski (w stenogramach z wieży): Znaczy, wg planu właśnie wylądował Jak-40 z tą delegacją i dziennikarzami.(...) O 10.30 (8:30-RM) lądowanie głównego prezydenta.
(…)
Siergiej Sypko (szef bazy lotniczej w Twerze – podczas tej samej rozmowy): co ty mówisz,za mgłę ... wyniosło(Mgła – jak już wiemy -wyszła dopiero o godzinie 8:00, a Jak-40 pod dowództwem Wosztyla miał mieć na pokładzie wyłącznie dziennikarzy, więc nie może tu chodzić o Jaka-40/044 – RM).

Bloger "alfred" (wpis z 03.06.2010): W dniu 10.04.nadawano reportaż na POLSAT NEWS dotyczący tegoż wylotu (...) Nareszcie pokazano nasz samolot powiedzieli, że schodzi do lądowania. Latał nad lotniskiem, już był nad pasem ale się poderwał skręcił trochę w bok zaczepiając skrzydłem o mur ogradzający lotnisko i przewody na których były zawieszone osłony (pomarańczowe) lamp. Odleciał jeszcze kawałek i upadł. Kołami w dół (nie było ich widać !!!) Pokazał się ogień na ogonie, póżniej nad dziobem. Samolot był cały. 

 AA (w stenogramach z wieży 08:15:34,0):  Ty widziałeś jak on koniec pasa startowego przeszedł?
Jacek Sasin(...) spostrzegłem p. Stachelskiego, podszedłem do niego. I w momencie, kiedy do niego podchodziłem, zadzwonił jego telefon. (...) A on mówi na to, że wypadek w samolocie. (...) Pierwsza myśl, która mi przeszła, że być może coś się stało Prezydentowi Kaczorowskiemu.



O godzinie 8:38 (!) Gazeta.pl zamieszcza artykuł pt. Wielka tragedia, "dekapitacja Polski", który początkowo opatrzony jest fotografią prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego.  

Gerard Kwaśniewski (BOR, kierowca i ochroniarz Ambasadora Jerzego Bahra): Wtedy właśnie dowiedziałem się, że choć na liście nie figurowała, na pokładzie była żona mojego dobrego kolegi, Agnieszka Węcławek (funkcjonariuszka BOR – RM). Miała lecieć jakiem (dziennikarzom, ani starszemu referentowi Biura Prasowego Kancelarii Prezydenta ochrona BOR nie przysługiwała, więc jeśli „miała lecieć Jakiem” to na pewno nie „Jakiem Wosztyla” - RM), ale zamieniły się z koleżanką na Okęciu. 

Generał Lech Majewski (przed sejmową Komisją Obrony Narodowej): Tuż po lądowaniu polskiego Jaka-40 w Smoleńsku 10 kwietnia kontroler wieży na lotnisku Siewiernyj zadzwonił do dyżurnego meteorologa na Okęciu i przekazał mu informacje na temat pogody.  Zameldował też, że załoga naszego samolotu wykonała manewr bez zgody wieży przy podstawie chmur 60 metrów i widzialności poniżej kilometra! (nie mógł być to Jak-40/044 który lądował w "warunkach zgodnych z wyszkoleniem załogi "- RM) Mało tego. Taki telefon na Okęcie z telefonu komórkowego miał wykonać także pilot Jaka-40. 

Henryk Grzejdak (oficer CH SZ RP):  Informację (o warunkach atmosferycznych – RM) telefonicznie od pilota JAKa-40 uzyskano około godziny 8:20 poprzez służbę meteo na Okęciu. 

Paweł Prus (dziennikarz TVP info): Z depesz Polskiego Radia wiemy, że prezydencki (na pokładzie był prawdopodobnie prezydent Ryszard Kaczorowski - RM ) samolot wylądował w Smoleńsku kilka minut temu. Ktoś inny, mówi, że słyszał od oficerów BOR-u, że kolumna samochodów wioząca prezydenta i gości jest już w drodze i za chwilę ma się pojawić na cmentarzu. 
 
Wojciech Cegielski (dziennikarz Polskie Radio IAR): Dwie minuty wcześniej bodajże, ja sam otrzymałem informację, że prezydent już wylądował, że już jedzie. Tak, zresztą już nie pamiętam, natłok tych wydarzeń sprawił, że trudno mi sobie przypomnieć godzinę, ale pamiętam jeszcze nawet serwis z TVP info, kiedy ja z tamtego miejsca też mówiłem, że kolumna prezydencka prawdopodobnie za chwilę wyjedzie z lotniska w Smoleńsku. I dotrze do Katynia. 


9. Godzina 8:25 – trzecie podejście Iła-76 (Frołowa) tyle, że tym razem od zachodu. Przelatuje on nad płytą lotniska, ale i tym razem nie ląduje - podrywa się znad pasa (wchodzi na zakres startowy) i odchodzi na wschód w kierunku z którego ma nadlecieć Tupolew. Dzieje się to w momencie w którym wszyscy oczekują podejścia PLF-101. Jak pamiętamy polski samolot miał planowo lądować o 8:30  

 
Lucja Swiatkowski Cannon (The Washingotn Times): Mniej więcej w czasie gdy miał podchodzić (polski TU-154M – RM), samolot należący do rosyjskiego KGB wynurzył się z mgły, latał bardzo nisko nad lotniskiem, pozorując próbę lądowania, ale przerwał swoje podejście i odleciał. To wydarzenie nie zostało wyjaśnione przez władze rosyjskie, a powód dla którego Ił tam się znalazł nie jest znany. Gdyby faktycznie polski samolot wówczas lądował, mógłby się z nim zderzyć.

Gazeta Wyborcza: Źródła wojskowe podają, że 15 min przed lądowaniem prezydenta służby kontrolne lotniska zabroniły lądować wojskowemu Ił-76 ze względu na złe warunki. 

Program Pierwszy rosyjskiej TV  (z 10 kwietnia 2010): Według informacji podanych przez program pierwszy, 10 minut przed tragedią rosyjski samolot transportu wojskowego, który miał wylądować na tym lotnisku, odszedł na lotnisko zapasowe. 

Relacja TVP z 10 kwietnia - spiker (fragment filmu "Pył na wietrze"): Dziennikarze z Polski, którzy godzinę wcześniej wylądowali na tym samym lotnisku, potwierdzają, że kwadrans przed katastrofą Tupolewa(ogłoszono ją ok. 8:40, a więc 8:40 – 0:15 = ok. 8:25 – RM), do lądowania we mgle szykował się wojskowy Ił.

WSieci” (fragment zeznania rosyjskiego milicjanta z artykułu Marka Pyzy „Awaria za awarią (…) ujawniamy nowe fakty (...)”): Kiedy obejmowałem służbę przy ochronie obiektu, była jasna słoneczna pogoda, mgły nie było. (...) O godz. 10.30 (8:30 -RM) na lotnisku Siewiernyj próbował wylądować samolot transportowy (z powodu mgły dokładnie nie widziałem modelu i koloru), niniejszy samolot po próbie lądowania zaczął unosić się i skrył się w nieznanym kierunku.

Jerzy Bahr (Ambasador RP w Rosji – transkrypcja rozmowy telefonicznej z 10 kwietnia 2010 r.): Myśmy słyszeli tylko jak przelatywał nad lotniskiem nisko, potem wszystkie samochody zaczęły jechać w tamtym kierunku. (Nie mógł to być Tupolew, gdyż te "wszystkie samoloty" pojechały na wschód, a więc w kierunku z którego ten miał on nadlecieć.) 

Marcin Wierzchowski(…) usłyszałem świst silników tupolewa. Poznałem, bo leciałem nim wiele razy przy okazji różnych wizyt. (Ił-76 ma takie same silniki jak Tupolew – RM) Zapamiętałem, że potem była cisza. Pierwsze, co mi przyszło do głowy, to: „kurczę, wylądowali”. Powiedziałem do ambasadora Bahra: „panie ambasadorze, jedziemy, chyba wylądowali” Pamiętam tylko ciąg silników, bo dzieliła nas spora odległość, mogło być około 800 m. (...) … on po prostu dodał ciągu. 

Wiktor Bater (dziennikarz): Mówiła jedna z kobiet o tym, że 3 razy samolot próbował podchodzić do lądowania i robił trzykrotny obrót nad lotniskiem. 


Raport pracy Podkomisji do Ponownego Zbadania Katastrofy Smoleńskiej (prezentacja 10.04.2017): Z całego systemu komend i zachowania zarówno samego Frołowa jak i nawigatorów wynika bowiem, że pilot nie miał lądować (...) 


10. Godzina 8:27 (z uwagi na narastającą mgłę, trzecie - kolizyjne z kursem PLF-101 podejście Iła-76, oraz wypadek Jaka-40/(047?) ) TU-154M odchodzi na lotnisko zapasowe.

Autorzy książki "Ostatni lot" (str. 175 – 176): polski TU-154M jest wyposażony w system antykolizyjny TCAS (…). Na ekranie urządzenia wyświetlane są informacje – znaczniki – samolotów znajdujących się w pobliżu, to znaczy nawet w odległości stu kilometrów. Piloci mogą określić czy te maszyny lecą poniżej, czy powyżej tupolewa. Gdyby jakiś samolot niebezpiecznie zbliżał się do prezydenckiego Tu-154M, to pojawiałby się na wskaźniku wizualny komunikat nakazujący pilotowi wznoszenie lub obniżanie.
 

W TVN24, na początku czerwca 2010 roku poniższy fragment stenogramów:
AA: 200 metrów.
Korsaż: PLF 1-0-1, wysokość 500?
Pierwszy Pilot: Podchodzimy do 500 metrów.
Korsaż: Zrozumiałem.
został następująco skomentowany przez jednego z pilotów latających na Tupolewach – majora Grzegorza Pietruczuka:
Informacja o 200 metrach odnosi się być może do innego samolotu, bo Tu-154 jest w tej chwili powyżej 500 metrów. 
 

 Artur Wosztyl: Jak już byli na prostej do pasa w Smoleńsku (…) zmniejszyła się widzialność do około 200 metrów. (…) Muś poszedł do samolotu podać przez radio „Arek teraz widać dwieście”. (…) Przy tych warunkach, oni wiedzieli, że się nie da wylądować. (…) Nie znam pilota, który wykonałby coś takiego.

Krzysztof Zalewski  (w: „Lotnictwo” nr specjalny (14), kwiecień 2011): Jasne jest, że warunków do lądowania nie było – przy podstawie chmur 50 m, zejście do wysokości decyzji 100 m nie ma sensu.

J. U. (funkcjonariusz BOR - relacja z "Białej Księgi" Zespołu Parlamentarnego -orka.sejm.gov.pl/ZespolSmolenskMedia.nsf/files/MJAI.../05-12%20dok%2013.doc) :
W dniu 10 kwietnia 2010 r. objąłem służbę zastępcy oficera operacyjnego BOR w centrum kierowania BOR. (...) Kolejną informacją dotyczącą tego lotu był telefon z Centrum Operacji Powietrznych, było to ok. godz. 8.30, może kilka minut później. Oficer, który pełnił tam służbę powiadomił nas o złych warunkach atmosferycznych nad Smoleńskiem i zapytał, czy jest nam coś wiadomo w tej sprawie. Spytał też, czy istnieje możliwość lądowania na lotnisku zapasowym. (...) Próbowaliśmy ustalić szczegóły dzwoniąc do dyżurnego BOR w porcie lotniczym z poleceniem zebrania informacji ws. lotniska, ws. ewentualnego lądowania samolotu prezydenckiego na innym lotnisku. Przekazał nam, że maszynę przejął nadzór rosyjski i nasza kontrola lotów nie ma z nią łączności.

Jerzy Bahr: Z polskiej strony była pod tym względem wielka nieufność, tzn. nie wierzono w dobrą wolę gospodarzy. Uważano, że Rosjanie chcą wymusić lądowanie gdzie indziej, żeby połamać nam ten rytm, który był przewidziany. I to jednoznacznie było powiedziane: Rosjanie będą robić wszystko, żebyśmy tam "nie siedli". 

Remigiusz MuśNa zadane pytanie zeznaję: słyszałem korespondencję prowadzoną pomiędzy TU-154M, a wieżą, ale było to na około 12 minut przed katastrofą. Kontroler pytał się TU-154M jakie są jego zapasowe lotniska. Ktoś z załogi odpowiedział, że Witebsk i Moskwa. 

Wojciech Cegielski: Najpierw był chaos, potem było bardzo wiele różnych informacji. A to że samolot zahaczył o drzewa, ale wylądował i nikomu nic się nie stało (Jak-40 z godziny 8:15- RM). A to, że musiał zawrócić. I poleciał gdzie indziej (Tu-154M – RM). 

Jacek Sasin (za książką „Mgła” Anity Gargas, str. 41): (…) może być jakiś problem z lądowaniem, bo ponoć na lotnisku jest mgła i nie wiadomo, czy samolot wyląduje, być może będzie musiał lecieć na jakieś inne lotnisko. Najprawdopodobniej do Moskwy i z Moskwy trzeba będzie delegację przerzucać tutaj. 

Gazeta Wyborcza (27.01.2011, z godziny 7:24):- Jeszcze kilkanaście minut przed katastrofą było ustalone, że z powodu złej pogody prezydencki samolot leci do Moskwy i tam przeczekuje mgłę. Nie wiem, co wpłynęło na zmianę tych planów - mówi "GW" jeden z dyplomatów. 

Gazeta Wyborcza (artykuł z 08.04.2016): Lotnisko w Witebsku czynne było tylko w dni robocze (10 kwietnia była sobota). Drugim lotniskiem zapasowym był port lotniczy w Moskwie i to tam powinni skierować samolot piloci. 

Artur Wosztyl (w stenogramach z kokpitu): Jeżeli wam się nie uda za drugim razem, to proponuję wam lecieć yy na przykład do Moskwy.

Leszek Kilanowski (komendant Centrum Hydrometeorologii Sił Zbrojnych RP – fragment książki „Smoleńsk. Zapis śmierci” Michała Krzymowskiego i Marcina Dzierżanowskiego) :Jak tam dzisiaj? Spokój?
Henryk Grzejdak: Nie
- Nie?-zdziwił się komendant.
- Nie...yyy...poleciał do Moskwy. wyleciał dwadzieścia siedem minut... Znaczy tak, najpierw Jak poleciał, wylądował - wystrzelił Grzejdak. Mówił tak, że trudno było cokolwiek zrozumieć.
-Czekaj, gdzie?
-Do Smoleńska.

Piotr Jakucki (dziennikarz)Podobnie jak m.in. znany niemiecki ekspert od terroryzmu Gerhard Wisniewski, dostrzegamy duże analogie do prowadzonej pod tzw. fałszywą flagą operacji Northwoods z lat 60., która prawdopodobnie została także wykorzystana w 2001 r. w Shanksville. Mówiąc w największym skrócie chodzi o to, że uwagę opinii publicznej skupiono na polance smoleńskiego lotniska jako na „miejscu katastrofy”, a być może polską delegację zlikwidowano w innym miejscu. Wiele poszlak na to wskazuje.



11. Godzina 8:20 – 8:40 
Niepokojące wydarzenia
 wokół samolotu
 („pierwszego Polaka”),
 który wylądował
 na lotnisku „Siewiernyj”  

Paweł Prus (dziennikarz TVP info):Podobno wylądował, ale nie wyhamował i wypadł z pasa. To polski Jak 40 (…)

Radosław Sikorski 
 (Minister Spraw
 Zagranicznych -
 TVP INFO
 godz. 20:01): Samolot się rozbił, ale nie było wybuchu. Więc była nadzieja, że lądowali i koło się urwało. \
RR Bars (wpis na forum smoleńskim – smolensk-auto.ru z godziny 8:25): Co się stało z polskim samolotem na naszym lotnisku... stoi bez kół cała straż pożarna miasta tam jest (nie potwierdzone dane bliskie oficjalnym). 


Jacek Sasin  (zastępca Szefa Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego przed Zespołem Parlamentarnym Antoniego Macierewicza): Miałem taki obraz, że być może się koło, koła nie otworzyły, prawda, czy coś takiego. 


Jacek Sasin(...) spostrzegłem p. Stachelskiego, podszedłem do niego. I w momencie, kiedy do niego podchodziłem, zadzwonił jego telefon. (...) on się bardzo wyraźnie zdenerwował (...).tak sobie psychicznie zbudowałem taką konstrukcję, że on tak strasznie panikuje z tego powodu, że ten samolot wyląduje gdzie indziej (...) on wtedy mówi mi, że: „wie pan, no, dostałem informację, że... jakąś dziwną informację, że zdarzył się jakiś wypadek”. Ja mówię: „jaki wypadek?” A on mówi na to, że wypadek w samolocie. (...) Pierwsza myśl, która mi przeszła, że być może coś się stało Prezydentowi Kaczorowskiemu. (Z relacji Sasina wyglądałoby więc, że informacja o tym, że coś się dzieje z samolotem Prezydenta Kaczorowskiego przyszła po informacji o odlocie PLF-101 na lotnisko zapasowe - RM) 
 


Bloger "alfred" (wpis z 03.06.2010): W dniu 10.04.nadawano reportaż na POLSAT NEWS dotyczący tegoż wylotu (...) Nareszcie pokazano nasz samolot powiedzieli, że schodzi do lądowania. Latał nad lotniskiem, już był nad pasem ale się poderwał skręcił trochę w bok zaczepiając skrzydłem o mur ogradzający lotnisko i przewody na których były zawieszone osłony (pomarańczowe) lamp. Odleciał jeszcze kawałek i upadł. Kołami w dół (nie było ich widać !!!) Pokazał się ogień na ogonie, póżniej nad dziobem. Samolot był cały. 

Stenogramy z wieży (c.d rozmowy Krasnokutski - Sypko, tuż po pojawieniu się mgły i wylądowaniu Jaka-40)  
Władimir Sypko: A czy ten Jak, to nasz czy Polacy? 
Nikołaj Krasnokutskij:  Nie. Polacy.    
Władimir Sypko: Mam jeszcze takie pytanie - z trapami sobie poradzą (niezrozumiale)? (Sypko dopytuje o trapy bo nie wie do końca kto i jakim samolotem przyleciał. Jak-40, produkcji radzieckiej posiada własny trap i Sypko musi o tym wiedzieć - RM) 
Nikołaj Krasnokutskij: Nie zrozumiałeś? 
Władimir Sypko: Z trapami, z trapami ... (niezrozumiale) 
Nikołaj Krasnokutskij: Nie, nie. Jeden zostawili, a drugi jest mój, czyli są dwa trapy, one są dla (samolotu - RM) oznaczonego literą „A” wszystko tu będzie w porządku (Krasnokutskij wyjaśnia Sypko, że trapy przeznaczone są dla TU-154, którym leci Prezydent RP, i że nie ma Go w samolocie który wylądował właśnie, czyli Jaku-40. Oznaczonym literą "A", co oznacza, że przewożącym Głowę Państwa jest Tupolew, a Krasnokutski wie już o tym - RM) 

Norbert Nowotnik (dziennikarz PAP): Po godzinie 10-tej (8:00RM) gdy ustalaliśmy z moim redakcyjnym kolegą te ostatnie szczegóły dotyczące uroczystości nagle pojawiła się ta informacja. Ona przyszła, nie wiem, ktoś z obsługi sejmu bądź senatu, być może jakiś dziennikarz podał informację, że coś się dzieje. Zaczął panować pewien chaos informacyjny. To było bardzo trudne doświadczenie, dlatego że część osób twierdziła, że to tylko awaria samolotu, że jakiś pożar, że ludzie. 

Edward Siarka (poseł): Telefony wszystkich dzwonią – samolot Prezydenta płonie. 

Piotr Paszkowski : Na lotnisku w Smoleńsku doszło do katastrofy samolotu rządowego JAK40 - taka informację przekazał rzecznik MSZ Piotr Paszkowski. Na pokładzie jest prezydent Polski Lech Kaczyński. 
() Rzecznik MSZ dodaje jeszcze, że samolot się zapalił, ale został ugaszony. 

Andrzej Ćwierz (poseł): Rozmawiałem z dziennikarzami, którzy byli na lotnisku, między innymi jeden z nich widział, co się działo z samolotem, przynajmniej sugerował, że tam się działy rzeczy takie nienormalne, w sensie takim, że według niego mogły to być wybuchy na skrzydłach samolotu. 

12. Godzina 8:35 – czwarte podejście Iła-76 (ponownie od wschodu) i zrzut różnych elementów samolotu (skrzydeł, ogona) dokonany pomiędzy ulicą Gubienki, a "miejscem katastrofy", w ramach operacji militarnej, która miała na celu symulować podejście Tu-154M. Samolot pilotowany przez Frołowa. po dokonaniu zrzutu odlatuje na wschód.

Artur WosztylByło to około godz. 8.35 polskiego czasu. Stojąc przy swoim samolocie usłyszeliśmy dźwięk silników TU-154 M podchodzącego do lądowania. Rozpoznałem to po charakterystycznym dźwięku pracy silników tego rodzaju samolotu. Nadmieniam, że go nie widziałem, a jedynie słyszałem. Był dźwięk podejścia do lądowania na ustalonym zakresie pracy silników. W pewnym momencie usłyszałem, że silniki zaczynają wchodzić na zakres startowy, tak jakby pilot chciał zwiększyć obroty silnika, a tym samym wyrównać lot lub przejść na wznoszenie. 

 
Artur WosztylCzas: 8.56, który funkcjonował przez dłuższy czas. Moja pierwsza rozmowa po usłyszeniu tych niepokojących dźwięków, których wcześniej nigdy nie słyszałem i mam nadzieję nigdy nie usłyszę – rozmowa z DKL-em odbyła się o godz. 8.38 czasu polskiego. I to też nie od razu było, że... Po prostu to też, po prostu, niedowierzanie, nie wiadomo, co się dzieje. Po prostu tutaj samolot powinniśmy byli słyszeć – nie słyszymy. Te dźwięki wcześniej... (...) I dopiero wykonałem telefon do DKL-a – godzina 8.38. (...) Dlaczego 8.41? Nie wiem. 

Rafał Klimuszko(dziennikarz) informacja od świadków obecnych wówczas na płycie lotniska, którzy próbowali rozmawiać z owym kontrolerem lotów, który z objawami rozpaczy biegał tam i z powrotem. Otóż ten starszy człowiek był przekonany, że rozbił się rosyjski samolot, a polski prezydent kilka minut wcześniej odleciał! Zupełnie tak, jakby to załoga Ił-76 symulowała, że jest prezydenckim samolotem! 

OlegStarostienkow - Wróciłem do warsztatu i powiedziałem chłopakom, że rozbił się samolot. (...) (Dopytywany dlaczego nie pobiegł zobaczyć, czy nie trzeba komuś udzielić pomocy wyjaśnia): Ja nie katastrofę widziałem, ale inne rzeczy. (Dziennikarka: A co pan widział?) Starostienkow: Służyłem w armii. ) 

 
AleksanderBerezin (film Anity Gargas - "10.04.10"): O siódmej było jeszcze ładnie, a o 8:30 trzeba było włączyć reflektory. (...) Jadę. I taki nienaturalny ryk. (...) I on tak plasnął, proszę sobie wyobrazić, przez drogę 60 metrów. A tu żadnego wybuchu, ani nic. (...) I o 9:00, ja przyjeżdżam na wieś i twój brat Szuriak mówi, że to polski samolot. Jak to polski?! To nasz, transportowy. 

 

WSieci” (fragment zeznania rosyjskiego milicjanta z art. M. Pyzy – patrz wyżej): Około godz. 10.40 (8:40 – RM) widzialność w okolicy terenu obiektu chronionego gwałtownie pogorszyła się z powodu gęstej mgły. Mniej więcej w tym samym czasie słyszałem dźwięk silników samolotu w bezpośredniej bliskości od pasa startowego, następnie było słychać dźwięk silników samolotu oddalającego się od pasa startowego. Samolotu nie widziałem. Więcej nie słyszałem dźwięków samolotu zbliżającego się i oddalającego. (...) wszyscy milicjanci zeznają też, (…) że nie widzieli natomiast tupolewa w powietrzu, mimo że znajdowali się bardzo blisko miejsca zdarzenia – nawet kilkadziesiąt metrów od pasa startowego (…).   

Siergiej Antufiew, gubernator obłasti smoleńskiej (w filmie „Anatomia upadku - 2”):  A potem dyspozytor mówi: "Łączność się zerwała", kiedy samolot podchodził do lądowania.  

Marek Pasionek (wiceprokurator generalny): Prokuratorzy ustalili, że na kilka minut przed katastrofą w wieży kontrolnej w Smoleńsku doszło do awarii radiolokacyjnego systemu lądowania. Na monitorach, przed którymi siedzieli kontrolerzy, zanikał punkt oznaczający pozycję samolotu. Kontrolerzy nie znali więc położenia tupolewa. 

Raport pracy Podkomisji do Ponownego Zbadania Katastrofy Smoleńskiej (10.04.2017): Gdy Tu-154M znalazł się na wysokości 100m nawigatorzy milczeli i żaden z nich: Ryżenko, Pliusnin czy Krasnokutski nie wydał wymaganej komendy odejścia na drugi krąg. (…) Z relacji świadków wynika, że lampa kodowa znajdująca się przy bliższej radiolatarni nie działała tylko podczas zajścia Tupolewa. 

Raport Nowaczyka: Według Rosyjskiego raportu końcowego (MaK) brakuje zapisów wideo z ekranu radaru w wieży kontrolnej podczas lądowania polskiego air Force One w dniu 10 kwietnia 2010 roku. (...) Jednakże raport rosyjski w rzeczywistości zawiera informacje o lokalizacji znaczników samolotu uwidaczniających ścieżkę schodzenia i mogących pochodzić wyłącznie z zapisu wideoradaru. 

 
Paweł Plusnin  (Misja Specjalna z dnia 02.06.2010 roku - wywiad Plusnina dla LifeNews): (Dziennikarka: My mieliśmy informacje, że proponowano mu lądowania w innych miastach?) Plusnin: Ja też mu to proponowałem. (Dziennikarka: A dlaczego on odmówił?) Plusnin: Trzeba było jego spytać. Taka była decyzja dowódcy załogi. Komendy, które ja dawałem oni z początku potwierdzali; potem przestali odpowiadać. Ja nie wiem. Oni powinni potwierdzać, a nie potwierdzali. (Dziennikarka: - A co to za potwierdzenia?) Plusnin: Chociażby przy podejściu do lądowania. 
  

To, iż – według mnie - o godzinie 8:35, na Siewiernyj nie podchodził PLF-101, ale jakiś inny samolot wyjaśniałem w artykule „Prześwietlamy stenogramy (4)”:

Czy w sytuacji gdy:
- w kierunku PLF-101 leci właśnie, kierując się Biełyj, odchodzący znad XUBS Ił-76;
- mgła zagęszcza się do poziomu wielokrotnie przekraczającego minima ("Arek teraz widać 200");
- kontrolerzy "Siewiernego" nie wiadomo z jakich względów wydają PLF-101 zgodę na lądowanie, nakazując mu zejście poniżej minimum lotniska ("A tam pięćdziesiąt metrów, kurwa, natychmiast");
- APM zostają wyłączone ("Nie, wyłącz, przegoń go");(...)
- płk Zalewski z Centrum Operacji Powietrznych wydaje PLF-101 polecenie powrotu na Okęcie ("ja tu poleciłem, żeby Okęcie") a major Grzejdak z Centrum Hydrometeorologii "sugestię lądowania w Moskwie"
- to pytanie moje brzmi: czy w takiej sytuacji kapitan statku, przewożącego Naczelnego Dowódcę Sił Zbrojnych i niemal cały Sztab Generalny (nie mówiąc o pozostałych członkach Delegacji), mógł się zdecydować na próbę podejścia?!

No, dobrze – powie ktoś - a co ze stenogramami? Przecież tam zapisany jest zapis podejścia?
Proszę sobie przeczytać jeszcze raz CVR-3 – zapis od czwartego zakrętu do "katastrofy" – pod kątem wypowiedzi Dowódcy statku.
Otóż komunikacja tam zapisana jest moim zdaniem absurdalna. Na przykład kiedy Dowódca słyszy ostrzeżenie Remigiusza Musia o widoczności która spadła do dwustu metrów ma powiedzieć: "Przyciskamy" (słowo "Dzięki" mówi jakaś niezidentyfikowana osoba).
Ponadto analitycy z Instytutu Stehna tylko raz identyfikują głos Protasiuka w komunikacji z wieżą na tym ostatnim odcinku. Dzieje się to w momencie gdy samolot ma przelatywać nad dalszą radiolatarnią. Protasiuk ma powiedzieć wówczas "czietyrie." Słowa te całkowicie przeczą równoczesnemu komunikatowi KL Ryżenki (sic!) sytuującemu samolot w całkiem innej przestrzeni (sześć kilometrów od progu pasa) .
Poza tym, cała reszta komunikacji pomiędzy wieżą, a Tu-154M, jest ze strony PLF-101 prowadzona (wg. analityków) przez niezidentyfikowanego rozmówcę, który mówi na przykład:
"Шасси, закрылки выпущены, польский сто один" co jest slangowym komunikatem rosyjskich statków powietrznych, które w ten sposób informują KL: “mam podwozie i klapy wypuszczone”. Według autorów "Zbrodni Smoleńskiej" (str.180) jest to charakterystyczna tylko i wyłącznie dla Rosji, zakodowana prośba o zgodę na lądowanie. A przecież zgoda ta została już, i to otwarcie - według pilotów Jaka-40 – wydana PLF-101 dużo wcześniej - pomiędzy trzecim a czwartym zakrętem Tutki. No a poza tym, dlaczego to Protasiuk (albo Grzywna) mieliby mówić rosyjskim slangiem lotniczym?

No, a co z rozmową załogi – może ktoś zapytać – ta zdaje się przecież wyraźnie rozmawiać o podejściu, a potem jeszcze Nawigator rytmicznie odlicza zniżanie?
Odpowiedź jest prosta. Skoro Tupolew odszedł znad XUBS to musiał przecież gdzieś kiedyś zniżyć, żeby wylądować…



Oryginalny artykuł znajdujący się pod tym tytułem:

Rozbity dubel?

  

Porucznik Artur Wosztyl w rozmowie ze mną mówi, że Tupolew miał wystartować z Okęcia "po szóstej".  
To nie jedyne tego typu stwierdzenie.    
Paweł Świąder, dziennikarz RMF24:  
Nasz samolot miał odlecieć o 5 rano. (...) Dopiero na Okęciu okazało się, że dziennikarze mają lecieć Jakiem, a dopiero godzinę po nas wystartuje Tupolew. 
Agnieszka Skieterska, dziennikarka:
Paradoksalnie dziś szybkie relacje dotyczące katastrofy zawdzięczamy tylko temu, że z powodu wyjątkowo licznej delegacji oficjalnej, która leciała do Katynia, część jej członków i wszyscy dziennikarze polecieli do Smoleńska godzinę przed prezydentem. 
Wygląda na to, że dziennikarze (przynajmniej niektórzy), jak i załoga Jaka są przeświadczeni, iż Prezydent wyleci Tupolewem godzinę po nich. 
Wojciech Cegielski, dziennikarz Polskiego Radia: 
Koniec końców dzisiaj o piątej rano wystartowaliśmy z lotniska Okęcie samolotem Jak-40. Wtedy, kiedy wchodziliśmy do tego samolotu TU-154M już, jak mówią piloci, grzało silniki. 
Tylko dlaczego Tupolew miałby startować "po szóstej"? Czy w planie lotu nie stała jak wół godzina siódma?
Zajrzyjmy wobec tego do raportu generała Załęskiego, którego tajemnice odkrywa nam częściowo płk. Raczyński.
Według pułkownika Jak, oraz Tupolew miały się, zgodnie z planem wojskowych, znaleźć w Smoleńsku "niemal równocześnie". 

I tak by się stało, gdyby (jak mówią przywołani przeze mnie przed chwilą świadkowie) Tupolew wyleciał godzinę po Jaku-40/044. W Smoleńsku doszło by wówczas do płynnego (jeden po drugim - najpierw Jak - ok. 6:50, a po nim Tupolew - ok.7:10) podejścia obydwu samolotów. Stałoby się tak, ponieważ Jak, według planu leci z Okęcia na Siewiernyj około jednej godziny i pięćdziesięciu minut, a czas przelotu Tupolewa na tej trasie to circa godzina i dziesięć minut. Przy planowanym (jedno po drugim) lądowaniu obydwu maszyn, oraz mając na uwadze, że czas startu Jaka miał mieć miejsce o godzinie 5:00, wylot Tupolewa powinien nastąpić właśnie około godziny szóstej. 
  
Dziennikarze wylecieli z Warszawy ok. 5.30. Przed startem musieli zmienić jedną maszynę Jak-40 na inną.  
– Ale z lądowaniem nie było problemu. Udało się za pierwszym podejściem, choć była mgła – mówi Jan Mróz z TVN 24. Samolot z dziennikarzami na pokładzie lądował w Smoleńsku krótko po 7. (5:30+1:50=7:20) – Gdy nasza maszyna odkołowała, z chmur wynurzył się Ił-76 z oddziałem Federalnej Służby Ochrony, który miał obsługiwać ceremonię w Katyniu – opowiada Jan Mróz. 
(...) kilkanaście minut po godzinie ósmej. Major Henryk Grzejdak (...) Jeszcze przed formalnym rozpoczęciem dyżuru prosi dyżurnego meteorologa na Okęciu, aby zapytał o pogodę załogę Jaka-40, który wiózł dziennikarzy i już wylądował. (...) Załoga jaka poinformowała, że podczas ich lądowania o 7.22 widzialność wynosiła dwa kilometry, zaś chmury wisiały na 60 metrach.
(Podobną godzinę przyziemienia na XUBS podaje porucznik Artur Wosztyl, podczas swego pierwszego zeznania -  

Lądowanie w Smoleńsku odbyło się o godzinie 7.25 czasu polskiego. Według czasu rosyjskiego była to godzina 9.25.

Znając czas startu i lądowania Jaka-40/044 (5:30 - 7:20) przyjrzyjmy się teraz co powiedział dziennikarzowi Wyborczej płk. Raczyński.

Ujawniamy tezy raportu, który kilkanaście godzin po katastrofie prezydenckiego Tu-154 złożył ministrowi obrony czasowo pełniący obowiązki dowódcy Sił Powietrznych gen. Krzysztof Załęski. Wynika z niego, że lotnictwo zaplanowało wcześniejszą godzinę startu tupolewa. Plan przygotowano tak, że Jak-40 z dziennikarzami wystartuje o godz. 5 rano, a Tu-154 - o 6.30 (ostatecznie wystartował dopiero przed 7.30). Gdyby tupolew wystartował w planowanym czasie, byłby w Smoleńsku mniej więcej wtedy, kiedy lądował "dziennikarski" Jak.  

Jest w tym fragmencie trochę (prawdopodobnie celowego) pomieszania z poplątaniem. Spróbujmy to wyprostować. Jak już dwukrotnie wspominałem, Tupolew według planu wojskowych miał być w Smoleńsku "mniej więcej wtedy gdy lądował Jak." (Zastanawia mnie tylko dlaczego "Wyborcza" określa go jako "dziennikarski" skoro miał wylecieć tylko jeden tego typu samolot?) 
Ale skoro dziennikarze mieli planowo wystartować o 5:00, to wówczas Tu-154M powinien (jak opowiadają świadkowie) wylecieć godzinę po Jaku, czyli około 6:00. Nad "Siewiernym" obydwa samoloty znalazłyby się wówczas około godziny 7:00. 
A co z godziną 6:30 jako planowaną, według Raczyńskiego, godziną wylotu Tupolewa? Mogła być ona konsekwencją opóźnionego o pół godziny wylotu Jaka-40/044. Gdyby Tupolew wyleciał godzinę po opóźnionym Jaku, czyli około 6:30, przylot obydwu samolotów miałby wówczas miejsce około godziny 7:30. I Jak-40/044 rzeczywiście około tej godziny wylądował w Smoleńsku przecież...

Tupolew jednak już nie. Dlaczego? Ponieważ nie wystartował o 6:30, tylko pięćdziesiąt minut później. (Za chwilę napiszę dlaczego moim zdaniem tak się stało.)

Ale choć "tutka" nie wylatuje z Okęcia godzinę po "dziennikarskim" Jaku, to jednak o szóstej trzydzieści trzy jakiś samolot do Smoleńska startuje!


Zamiast Tutki - Ił 

   
Jest nim Ił-76 dowodzony przez Frołowa, który wylatuje z "Wnukowa" w Moskwie. I który nadlatuje nad "Siewiernyj" kilkanaście minut po Wosztylowym Jaku. 
Nasuwa się w związku z tym zasadnicze pytanie - czy rosyjski statek powietrzny nie nadleciał nad XUBS przypadkiem w momencie, w którym według "planu lotnictwa" wojskowego powinien się tam znaleźć Tupolew wylatujący "godzinę po Jaku"?!  (6:30+1:10=7:40    

Wyobrażam sobie to zaskoczenie malujące się twarzach dziennikarzy, oraz pilotów Jaka. Oto, w chwili gdy pasażerowie "dziennikarskiego" samolotu opuszczają pokład, zamiast oczekiwanego przez nich prezydenckiego Tu-154, nadlatuje ruski transportowiec. Ale tylko nadlatuje - bo nie dość, że nie ląduje on na Siewiernym, to wcale także nie zamierza stamtąd odlecieć. Zamiast tego krąży złowróżbnie nad lotniskiem, jak oczekujący na swą ofiarę jastrząb.

Nawet godzina katastrofy pozostaje niepewna. Najpierw ogłoszono, że to była 10:56, potem zmieniono na 10:41, lecz świadkowie przysięgają, że to było jeszcze wcześniej. (…) Mniej więcej w czasie gdy miał podchodzić (polski statek powietrzny - RM)samolot należący do rosyjskiego KGB wynurzył się z mgły, latał bardzo nisko nad lotniskiem, pozorując próbę lądowania, ale przerwał swoje podejście i odleciał. To wydarzenie nie zostało wyjaśnione przez władze rosyjskie, a powód dla którego Ił tam się znalazł nie jest znany. Gdyby faktycznie polski samolot wówczas lądował, mógłby się z nim zderzyć.

Bo o tym, że załoga Jaka spodziewała się prezydenckiego samolotu niemal zaraz po swoim wylądowaniu świadczyć może taka oto wypowiedź, którą anonimowo miał udzielić gazecie „Fakt” jeden z członków załogi Jaka-40/44 (Zespół Parlamentarny w swoich „dwustu relacjach” przedstawia go jako świadka nr 99 - porucznika Rafała Kowaleczkę - drugiego pilota Jaka-40/044):  
Po wylądowaniu cześć z nas stanęła przy pasie lotniska i czekała na tupolewa.   
O co w tym może chodzić?!

Dwa rządowe samoloty przylatują równocześnie wówczas, gdy chce się zapewnić bezpieczeństwo jakiejś ważnej osobie. W ten sposób utrudnia się potencjalnemu przeciwnikowi rozpoznanie, w którym samolocie persona ta się znajduje. Czy Kancelaria Głowy Państwa zrezygnowała by zatem z podstawowych zasad bezpieczeństwa Prezydenta i rozbiła zaplanowany przez wojsko, a zapewniający bezpieczeństwo Prezydentowi "dubel": Jak-Tupolew?

Wydaje się to niemożliwe.
Wyraźnie przecież wydać, że wylot Delegacji planuje się od początku jak poważną operacje wojskową: utajnia i zmienia czasy wylotów, przestawia samoloty i przesadza ich pasażerów, bez wyprzedzającego powiadamiania Rosjan. I tu nagle tak po prostu, ciach, zrezygnowano by z zasad bezpieczeństwa i Tupolew poleciałby sobie solo?!   

A może początkowy plan dubeltowego przylotu "dziennikarskiego" Jaka i Tutki zastąpiono jakimiś innym? Zastanówmy się - dlaczego Tu-154 nie wystartował o 6:30, a dopiero bez mała godzinę później?  

Przesunięcie w czasie 


Po pierwsze bardzo ważne jest to, aby uświadomić sobie, że na Okęciu, o piątej rano stoją, przygotowane do lotu dwa Jaki-40  (a trzeci, zapasowy, "czeka w hangarze").
     
Tupolew nie wylatuje jednak godzinę po "dziennikarskim" samolocie, aby dolecieć wraz z nim "niemal równocześnie" na XUBS, a dopiero po niecałych dwóch. Jest więc rzeczą oczywistą, że nie może stanowić wraz z "dziennikarskim Jakiem" przylatującej do Smoleńska pary samolotów. Z prostej przyczyny. W chwili gdy Tupolew startuje z Warszawy, Jak-40/044 jest już   w Smoleńsku.

Czy w takim razie po godzinie szóstej nie wyleciał do Smoleńska drugi Jak (ten który czekał jako zapasowy w hangarze)? Taki, który by zastąpił "dziennikarskiego" i stanowiłby zarazem dubel z Tupolewem. I który mógłby się znaleźć w Smoleńsku "mniej więcej wtedy" (jak chcieli wojskowi stratedzy) właśnie, gdy miała nadlecieć tam załoga Protasiuka? Wydaje mi się to bardzo prawdopodobne. Tego rodzaj działań wymagałyby przecież względy bezpieczeństwa.

Zadajmy sobie pytanie - o  której powinien wylecieć drugi Jak, gdyby to rozumowanie było prawidłowe? Mając na uwadze, że wylot Tupolewa ma miejsce o godzinie 7:21 (7:21+1:10 = 8:31) drugi Jak powinien wylecieć gdzieś pomiędzy 6:10, a 6:30. Tylko w takim bowiem przypadku mógłby się on znaleźć w Smoleńsku w przedziale czasowym 8:00 8:20. (Zakładam, że miał on lądować przed Tutką.) Wylot ten musiałby więc mieć miejsce niecałą godzinę po wylocie Jaka "dziennikarskiego". (Jak pamiętamy godzinę po dziennikarzach miał według kilku relacji wylecieć Prezydent. Czy nie mógł on czasem lecieć Jakiem?)

A może są też jakieś materiały, które mogłyby potwierdzać koncepcję "drugiego Jaka" wylatującego z Warszawy tuż po szóstej?
Sobota, 10 kwietnia 2010 r. Parę minut po szóstej rano. Dzwoni telefon. W charakterystyczny dla siebie sposób Prezes Janusz Kurtyka zadaje serię pytań, związanych z wieloma sprawami (…) W sobotę, 10 kwietnia, Prezes skończył rozmowę, mówiąc: „Już wsiadam do samolotu”.
(Kurtyka wcale nie musi przecież lecieć Tupolewem.)

Lokalna, smoleńska gazeta " Raboczij put' ":  
10 kwietnia 2010 – Samolot polskiego prezydenta Lecha Kaczyńskiego około godziny 10 rano (ósmej polskiego czasu) spadł - nie doleciawszy - kilkaset metrów, do lotniska „Siewiernyj” pod Smoleńskiem.  
(Gazeta nie podaje, jaki jest to samolot.) 
Zdaniem kobiety, około godziny 10.00 wiadomo było, że coś złego się dzieje, ludzie, usłyszawszy wybuch, zaczęli biec w kierunku szosy. Kobieta ruszyła za nimi. Kiedy wszyscy dobiegli do szosy, co nastąpiło zaledwie kilkanaście minut od upadku polskiej maszyny, stał tam już kordon funkcjonariuszy OMON, którzy nikogo na miejsce katastrofy nie dopuszczali   
Marek Pyza (godz. 12.02 polskiego czasu – relacja na żywo ze Smoleńska; 10 Kwietnia 2010): 
Przede wszystkim zdjęcia, które państwo przed chwilą widzieli, to pierwsze zdjęcia z tego miejsca zrobione przez jednego z pracowników TVP. Wszystko się wydarzyło około dwustu metrów stąd za tymi drzewami. Tam runął samolot z Prezydentem Lechem Kaczyńskim na pokładzie około godziny dziesiątej. (Ósmej czasu polskiego).
Także i w tych przypadkach nie mówi się tu wcale o Tupolewie, tylko o "polskiej maszynie" i o "samolocie".

Norbert Nowotnik z PAP relacjonuje (16'40''): 
Po godzinie 10-tej (ósmej - RM) gdy ustalaliśmy z moim redakcyjnym kolegą te ostatnie szczegóły dotyczące uroczystości nagle pojawiła się ta informacja. Ona przyszła, nie wiem, ktoś z obsługi sejmu bądź senatu, być może jakiś dziennikarz podał informację, że coś się dzieje. Zaczął panować pewien chaos informacyjny. To było bardzo trudne doświadczenie, dlatego że część osób twierdziła, że to tylko awaria samolotu, że jest jakiś pożar, że ludzie...  
Jaki samolot? Nie wiadomo.

No i jest jeszcze ta tajemnicza informacja figurująca w raporcie Millera:

Wypadek zdarzył się w porze dziennej, około trzech godzin po wschodzie słońca.  

co po przeliczeniu daje nam czas - około godziny 8:00 czasu polskiego. Z wszystkich tych materiałów wynikałoby również, że "prezydencki" Jak (jeśli wyleciał) powinien startować z Okęcia około 6:10 - 6:20 czasu polskiego. 

Postawmy zatem taką hipotezę:
Tupolew nie wyleciał do Smoleńska godzinę po Jaku-40/044, bo gdyby tak było, znalazł by się on nad XUBS prawie równocześnie z samolotem dziennikarzy. Niecałą godzinę po dziennikarzach wyleciał natomiast drugi Jak, z Prezydentem. Powinien on lądować na XUBS gdzieś około 8:00 (bardziej tuż po ósmej) czasu polskiego.


"Siewiernyj" pomiędzy godziną ósmą, a ósmą dwadzieścia

 

Około godziny ósmej (7:55), według moich obliczeń (piszę o tym w książce "Zatarty ślad. O 10 kwietnia 2010"), ma mieć miejsce nad XUBS powtórny przelot Iła-76. Jeśli by tak było, to drugi z Jaków powinien przyziemić jakiś kwadrans po tym przelocie załogi Frołowa. Sądzę tak, ponieważ istnieją materiały podające, że "prezydencki samolot" mógł pojawić się nad "Siewiernym" właśnie piętnaście minut po Ile-76.
Stewardessa Jaka-40/044 - Agnieszka Żulińska, według książki „Kto naprawdę ich zabił?”, K. Galimskiego I P. Nisztora (str. 50) mówi:
Warunki były tak trudne, że po drugim podejściu do lądowania z wykonania manewru zrezygnowała załoga rosyjskiego iła-76. Było to 15 minut przed rozbiciem prezydenckiej maszyny. 
Źródła wojskowe podają, że 15 min przed lądowaniem prezydenta służby kontrolne lotniska zabroniły lądować wojskowemu Ił-76  ze względu na złe warunki. On odleciał gdzie indziej.

O jakim samolocie mówią te materiały? Proszę zwrócić uwagę że zarówno w pierwszym, jak i drugim cytacie nie ma mowy o żadnym Tupolewie. Mówi się tylko o "prezydenckiej maszynie" i jej podejściu kwadrans po drugim przelocie Iła-76. Spróbujmy oderwać się na chwilę od zakodowanego w nas obrazu Tupolewa. Spróbujmy spojrzeć bezstronnie na te pierwsze relacje. Zwróćmy uwagę kiedy pojawia się w nich słowo "Tupolew".

Pojawia się na przykład wówczas, gdy relacje nie są bezpośrednie:

Relacja TVP (czas 2'49''):
Dziennikarze z Polski, którzy godzinę wcześniej wylądowali na tym samym lotnisku, potwierdzają, że kwadrans przed katastrofą Tupolewa, do lądowania we mgle szykował się wojskowy Ił.

Ale przecież z zeznań Remigiusza Musia wynika, że Tupolew podchodził dopiero 32 minuty po odejściu Iła (20 minut od odlotu Frołowa usłyszał jego komunikację z wieżą, a było to na "12 minut przed katastrofą").

Czy nadlatującym 15 minut po Ile-76 samolotem mógł być więc kolejny Jak-40? I czy na jego pokładzie mógł znajdować się Prezydent? Trudno na te pytania jednoznacznie odpowiedzieć. Na pewno w okolicach godziny ósmej spodziewano się przylotu Lecha Kaczyńskiego i w zasadzie mógł on lecieć Jakiem. Gdyż...
   
Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla „Gazety Polskiej” :
Pamiętam, że pytałem nawet go (doc. Wojciecha Lubińskiego – prezydenckiego lekarza – RM), jakim samolotem polecą do Smoleńska. Przez pewien czas byłem przekonany, że będzie to JAK, a nie tupolew.   
Ponadto, gdy mija godzina ósma, w Katyniu pojawiają się tajemnicze "depesze Polskiego Radia" mówiące o tym, że Prezydent już wylądował. Ba, nawet że już wyruszył ze Smoleńska do Katynia. Niemal równocześnie pojawia się też wiadomość o Jaku-40 który ponoć zahaczył o drzewa i wylądował, ale "w zasadzie nic się nikomu nie stało". Mają to być wiadomości wcześniejsze od komunikatów o "katastrofie" i Tupolewie.   
  
Z depesz Polskiego Radia wiemy, że prezydencki samolot wylądował w Smoleńsku kilka minut temu.(...) Podobno wylądował, ale nie wyhamował i wypadł z pasa. To polski Jak 40 – ktoś dorzuca.  
Dwie minuty wcześniej bodajże, ja sam otrzymałem informację, że prezydent już wylądował, że już jedzie. Tak, zresztą już nie pamiętam, natłok tych wydarzeń sprawił, że trudno mi sobie przypomnieć godzinę, ale pamiętam jeszcze nawet serwis z TVP info, kiedy ja z tamtego miejsca też mówiłem, że kolumna prezydencka prawdopodobnie za chwilę wyjedzie z lotniska w Smoleńsku. I dotrze do Katynia. Najpierw był chaos, potem było bardzo wiele różnych informacji. A to że samolot zahaczył o drzewa, ale wylądował i nikomu nic się nie stało.   
Norbert Nowotnik (PAP) relacjonuje :
część osób twierdziła, że to tylko awaria samolotu, że jest jakiś pożar, że ludzie...   
A TVN24 – 10 kwietnia 2010 r, początek godz 9:19 podaje:  
Jarosław KuźniarMamy informacje, bardzo ogólne o tym, że były jakieś kłopoty z lądowaniem prezydenckiego samolotu Jak-40 na lotnisku w Smoleńsku. Polska Delegacja wspólnie z osobami, które z panem Prezydentem leciały do Lasu Katyńskiego na obchody 70 rocznicy zbrodni katyńskiej – wyleciały z Polski o godzinie 6.50. (...) Ogromna mgła, bardzo gęsta mgła wokół lotniska wojskowego w Smoleńsku. Samolot prezydencki Jak-40,który wystartował z Warszawy o 6.50 z wojskowego „Okęcia”nie wylądował, nie przyziemił (…) I przed sekundą dosłownie otrzymałem informację od rzecznika polskiej dyplomacji, rzecznika MSZ, p. Piotra Paszkowskiego, który potwierdził, że Prezydencki samolot Jak-40 rozbił się niedaleko lotniska wojskowego w Smoleńsku. (…) Rzecznik MSZ dodaje jeszcze, że samolot się zapalił, ale został ugaszony. (TVN24 godzina 9:26) (…) Informacja sprzed kilku sekund  dosłownie. Rzecznik MSZ Piotr Paszkowski potwierdza w rozmowie z TVN24, że według wstępnych informacji prezydencki samolot Jak-40, którym Prezydencka Para, Prezydencka Delegacja leciała rozbił się, podchodząc do lądowania niedaleko wojskowego lotniska w Smoleńsku. (…) Dwa źródła potwierdzają – agencja Reutera i rzecznik MSZ – maszyna Jak czterdziesty rozbiła się niedaleko lotniska w Smoleńsku.” (TVN24 10 kwietnia 2010, koniec - godzina 9:27).    
Wiadomości Onet z 10 kwietnia 2010 g. 09:20 -
Na lotnisku w Smoleńsku doszło do katastrofy samolotu rządowego JAK40 - taka informację przekazał rzecznik MSZ Piotr Paszkowski. Na pokładzie jest prezydent Polski Lech Kaczyński.    
Co niezwykłe - na jednym ze smoleńskich blogów już o 8:25 pojawia się informacja o jakimś polskim samolocie stojącym bez kół w otoczeniu wozów straży pożarnej, która przygnała tam z całego miasta...
10:25 (8:25 czasu polskiego, czyli jeszcze na długo przed oficjalnym przylotem Tupolewa – RM) RR Bars: Co się stało z polskim samolotem na naszym lotnisku... stoi bez kół cała straż pożarna miasta tam jest. (nie potwierdzone dane bliskie oficjalnym).  
10:27 парящий: tylko co ogłosili że spadł polski samolot w Smoleńsku.
10:34 onch: Według ostatnich informacji on spadł na lotnisku Siewiernyj, zaczepiwszy się o drzewo!!!
(Proszę zwrócić uwagę, że te informacje są grubo sprzed godziny 8:41) 

Są także informacje o dziwnym wypadku, który ani nie polegał na wybuchu, ani na żadnym totalnym rozpadzie samolotu. Katastrofa miała mieć miejsce - zwracam tu uwagę: "na lotnisku", a nie "w okolicy lotniska".
Jan Mróz powołując się na naocznego świadka mówi, że samolot podchodził do lądowania w bardzo gęstej mgle. Nie udało mu się osiąść na ziemi, więc maszyna została poderwana w górę. W trakcie zawracania maszyna zahaczyła o drzewa i rozbiła się. 
Ale przecież na lotnisku powinni znajdować się jacyś polscy dziennikarze. Choćby Ci reporterzy Polskiego Radia, którzy mieli relacjonować, że Prezydent już wylądował. A także zapewne niektórzy dziennikarze, którzy przylecieli Jakiem. Mówi o tym w zeznaniach przed ZP Jacek Sasin (str. 14):
Więc stwierdziliśmy, że no jakby będzie taką nie budzącym konfliktów rozwiązaniem, będzie lepsze rozwiązanie takie, że cała delegacja leci z prezydentem, natomiast tym JAK-em udają się dziennikarze. Tym bardziej, że samoloty oba przecież nie mogły lecieć jednocześnie, bo oczywistym, że ten JAK będzie musiał być odpowiednio wcześniej na lotnisku, wydawało nam się, że to będzie również korzystne dla przedstawicieli mediów, że będą mogli być trochę wcześniej i tam na lotnisku oczekiwać na przylot samolotu z prezydentem. 
Że faktycznie jacyś dziennikarze znajdowali się na lotnisku i widzieli jakieś niepokojące rzeczy na jego płycie opowiada poseł Andrzej Ćwierz (str.28), który był 10 kwietnia w Katyniu:
Rozmawiałem z dziennikarzami, którzy byli na lotnisku, między innymi jeden z nich widział, co się działo z samolotem, przynajmniej sugerował, że tam się działy rzeczy takie nienormalne, w sensie takim, że według niego mogły to być wybuchy na skrzydłach samolotu. Pytam się w takim razie, czy ktoś rozmawiał z tymi dziennikarzami, przesłuchiwał ich, zapytał się, co oni oglądali?
Dziennikarze stojący na lotnisku widzieli samolot na którego skrzydłach były wybuchy?! Ja też pytam więc za Ćwierzem - czy ktoś rozmawiał z tymi dziennikarzami? Zapytał ich czemu właściwie się przyglądali? Jaki widzieli samolot? Gdzie się on znajdował?  

O tym, że początkowo otrzymał informację iż z prezydenckim samolotem zdarzył się tylko jakiś niewielki i niegroźny wypadek mówi też pomiędzy wierszami Minister Spraw Zagranicznych Radosław Sikorski (TVP INFO godzina 20:01):
Samolot się rozbił, ale nie było wybuchu. Więc była nadzieja, że lądowali i koło się urwało. 
Dziennikarz Gazety Polskiej Piotr Ferenc-Chudy "Jak przez mgłę" GP nr 15 (872) z 14 kwietnia 2010:
Krąży pogłoska, że samolot się zapalił, ale nic się nie stało.   
Czy mowa jest tu aby na pewno o Tutce?

Czy przed godziną "katastrofy Tutki" (8:40) mógł mieć miejsce jakiś "inny wypadek" (ok. 8:00- 8:15?) polegający na zahaczeniu jakiegoś innego niż Tupolew samolotu o drzewa, zapaleniu, wypadnięciu z pasa, oraz oderwaniu się jego kół, podczas którego jednak "w zasadzie nikomu nic się nie stało"?
Relacja na żywo innego dziennikarza (stacji Polsat News) Pawła Wudarczyka, który przyleciał wcześniej Jakiem-40/44:
To co zadzwonił ktoś do tej Delegacji, bo tu już jest Delegacja, która przyleciała drugim samochodem... To jest samolotem. Przepraszam. Tym samolotem o którym mówimy. Ci ludzie, o których wspominałeś, czyli Marszałkowie Sejmu, pan Prezydent z Małżonką, no i wszyscy ministrowie, to był samolot jeden, ale był jeszcze jeden samolot. 
Później (Prezydent - RM) zadzwonił o 8.20. Myślałem, że już wylądował i dzwoni ze Smoleńska.  
Lekarz prezydencki Jerzy Smoszna:
Tuż przed 9.00 zaczęły do mnie spływać informacje, że wydarzyła się tragedia. Instynktownie reagowałem, że to niemożliwe, prezydent żyje, Wojtek żyje. Przecież przed chwilą rozmawiałem z prezydentem, który wylądował w Smoleńsku!    
Czy nie zastanawiające jest to "przekonanie" obydwu Panów - Jarosława Kaczyńskiego i Jerzego Smoszny, że samolot z Prezydentem wylądował?

Zastanawiające jest w każdym razie na pewno zachowanie całej obsady stanowiska kontroli lotu, która zaraz po drugim przelocie Iła-76 wylega z wieży. Co ciekawe - również i załoga "dziennikarskiego" Jaka, na czas drugiego przelotu Frołowa cała opuszcza swój statek i obserwuje z zewnątrz jego podejście, a właściwie przelot nad lotniskiem. Co może być w tym tak niezwykłego? Co może być niezwykłego dla wojskowych lotników i kontrolerów w lądowaniu jakiegoś samolotu, choćby we mgle?  A może niezwykłe jest to, że w tym samym czasie ma lądować również jakiś inny samolot? Na przykład Jak "prezydencki"?


Trzy samoloty z Polski   


Są także materiały świadczące za tym, że na "Siewiernyj" miało w tym dniu przylecieć więcej niż dwa samoloty z Polski:   
Sześcioosobowa drużyna rosyjskich poborowych zabezpieczających teren lotniska w Smoleńsku miała zakaz używania jakichkolwiek urządzeń rejestrujących. Powiedziano im o tym w trakcie porannej odprawy. Wszyscy żołnierze musieli zdać własne telefony komórkowe do depozytu. Żołnierzy poinformowano, że przylecą trzy samoloty z Polski, w jednym z nich będzie prezydent RP.  
12 kwietnia 2010 roku (rzecz, moim zdaniem warta przytoczenia, bo opublikowana już dwa dni po tragedii) „Komsomolskaja Prawda” zamieściła też wywiad z Anatolijem Murawiewem, który w dniu 10 kwietnia 2010 roku pełnił funkcję dyspozytora lotniska „Siewiernyj”. Otóż, według rosyjskiego dziennika, człowiek ten miał powtórzyć w rozmowie z dziennikarzem to samo co mówił w stenogramach, tyle, że tym razem dużo bardzo czytelnie:
Według słów Murawiewa, rano w sobotę, niedługo przed tragedią, dyspozytorzy przyjęli (posadzili) dwa samoloty  
Smoleński blog. 10 kwietnia po godzinie 16:00:
451. tequila, 10.04.2010 16:13 - Według ostatnich doniesień, do Smoleńska leciały trzy polskie samoloty. Jednemu udało się usiąść, jeden odleciał w stronę Mińska, a samolot Numer 1 postanowił lądować, zawadził skrzydłem o drzewo i runął w pobliżu pasa startowego, niedaleko od autocentrum Kia-motors, około 100 metrów od ruchliwej magistrali (ulica  Kutuzowa). 
Jeśli rzeczywiście miało by lecieć trzy, to na pewno jednym z tych samolotów powinien być "dziennikarski Jak", drugim Tupolew, no a ten trzeci..?
Fragment  (będący być może tylko przejęzyczeniem) z przesłuchania przed Zespołem Parlamentarnym urzędnika Kancelarii Prezydenta - Marcina Wierzchowskiego:
Poseł: A czy pan widział lub słyszał, jak lądowały wcześniej samoloty? JAKi? Jak lądowały?  
Marcin Wierzchowski: Nie, nie.  
Poseł: Nie widział pan. 
Artykuł z gazety „Wiesti":
Nie bacząc na mgłę, lotnisko przyjmuje dwa rosyjskie Jaki-40 (nie da się ukryć, że Jaki są produkcji rosyjskiej – RM). A duży Ił-76 mimo to odchodzi na lotnisko zapasowe. Przychodzi czas na polskiego Tu-154: ludzie słyszeli, ale nie widzieli zza mgły, jak on długo krążył w tym rejonie.   

Edmund Klich w swojej książce "Moja czarna skrzynka. Dokumenty" (str. 11) napisał: 
Po odlocie samolotu Ił – 76, z KL (Kierownikiem Lotów – RM) nawiązała łączność załoga jakiegoś samolotu, który chciał lądować na lotnisku w Smoleńsku i KL nie wydał zgody na lądowanie.  
A jeśli chodzi o dwa Jaki, to są przecież i inne materiały świadczące o tym, że brano pod uwagę możliwość lotu dwu samolotów tego typu, mimo (ponoć) braku odpowiednich zezwoleń.    
zakładałem,że część poleci Tu-154, część jakami, część pojedzie pociągiem.  
KPRM otrzymała z Kancelarii Prezydenta trzy dokumenty. Pierwszy mówił o locie „Tupolewa” bez podania godzin startów i lądowań, drugi przekazywał godziny startu „Tupolewa” i informacje o wykorzystaniu jednego lub dwóch samolotów JAK-40, a trzeci zmieniał wcześniej przekazane godziny startów samolotów”
Jeśli rzeczywiście poleciały dwa Jaki, to jeden z nich nie był Jakiem dziennikarskim, i posiadał (co najmniej) status VIP, o czym świadczyć  może relacja Gerarda Kwaśniewskiego (funkcjonariusza BOR pełniącego równocześnie funkcję kierowcy Ambasadora Jerzego Bahra)|:
Była zmiana dwóch, trzech nazwisk. Wtedy właśnie dowiedziałem się, że choć na liście nie figurowała, na pokładzie była żona mojego dobrego kolegi, Agnieszka Węcławek (funkcjonariuszka BOR - RM). Miała lecieć Jakiem (dziennikarzom, ani starszemu referentowi Biura Prasowego Kancelarii Prezydenta ochrona BOR nie przysługiwała, więc nie może tu chodzić o "dziennikarskiego Jaka" ), ale zamieniły się z koleżanką na Okęciu.  
Niezwykła jest też rozmowa oficerów Centrum Operacji Powietrznych (transmitowana w PolsatNews  - program z dnia 03.04.2011 z godziny 6:42) świadcząca, że generał Andrzej Błasik mógł pilotować jakiegoś Jaka:  
Oficer COP (ppłk. Zalewski - wg "Gazety Polskiej"): Dowódca Jakiem wylądował? 
Generał X (gen. Galec - wg "Gazety Polskiej"): Dowódca?
Oficer COP: Tak, Jakiem wylądował?
Generał X: Tak, wylądował, ale nie wiem, kto tam prowadził tego Jaka.  
Oficer COP: Rozumiem, ale prawdopodobnie dowódca był w Jaku. Nie jestem tego pewien.
Generał X: Ale dowódca nasz, dowódca sił powietrznych?  
Oficer COP: Tak.
Generał X: Aha.
Oficer COP: Dowódca sił wybierał się w delegację.  
Generał X: A, to, to... 
Oficer COP: Tylko nie wiem jakie było rozłożenie na samoloty (niezrozumiale) 
Generał X: A wcześniej było, że dowódcy będą lecieć Jakiem. 
Jak powszechnie wiadomo załogę "Jaka dziennikarskiego" stanowili por. Artur Wosztyl, por. Rafał Kowaleczko, chor. Remigiusz Muś, oraz stewardessa Agnieszka Żulińska. Generał Błasik nie mógł więc "prowadzić" Jaka-40/044.  Mógł natomiast pilotować innego niż "dziennikarski" Jaka.
Dostałam telefon z Dowództwa Operacyjnego Sił Zbrojnych. Adiutant męża mówił, żebym się nie martwiła, bo generałowie polecieli innym samolotem. 
I kolejna sprawa. "Jak dziennikarski", który według pierwszego zeznania jego dowódcy porucznika Wosztyla lądował na XUBS około 7:25 powinien przekraczać ASKIL około 7:05 - 7:10 (lot ASKIL - XUBS wschodnie podejście, trwał według tej relacji Wosztyla 15-20 minut). Natomiast drugi z Jaków, gdyby miał podchodzić jako pierwszy z pary Jak-Tupolew i lądować około godziny 8:10, powinien przechodzić ASKIL jeszcze przed ósmą. 

Stenogramy z wieży:
08:50:07 Pliusnin: Odbiór / Ответил. 
08:50:09 Murawiew: Pale Waleriewiczu, o (jakiejś godzinie) minut 55, ASKIL będzie przechodził pierwszy Polak, 0-31 PLF.  
Około godziny 10:00 (czasu moskiewskiego – red.,czyli 8:00 polskiego - RM) Paweł Kozłow, który był chyba cały czas w kontakcie ze służbami kontrolnymi lotniska, stwierdził, że jest coraz gorsza pogoda i samolot będzie robił próbne podejście, ale prawdopodobnie zostanie skierowany do Moskwy na lotnisko Wnukowo...     

***
Podsumowanie

Być może było tak, że początkowo planowano, aby do Smoleńska wyleciały trzy samoloty - dwa Jaki w okolicach godziny 5:00 (dziennikarski i z drugi z częścią oficjalnej Delegacji), a godzinę po drugim z nich, czyli "po szóstej" Tupolew z Prezydentem. Świadczyłaby o tym, przywoływana już przeze mnie relacja Agnieszki Skieterskiei:
(...) część jej członków i wszyscy dziennikarze polecieli do Smoleńska godzinę przed prezydentem. 
a także tajemnicza korespondencja z Polski z dnia 11.04.2010 dziennika El Mundo:
(...) organizatorzy zdecydowali wynająć drugi samolot do którego oddelegowali niższej rangi urzędników państwowych, oraz dziennikarzy, którzy tradycyjnie towarzyszyli prezydentowi.  (...) "Nasz samolot miał startować natychmiast po pierwszym, było przewidziane ze wylądujemy jedynie z 15-minutowa różnicą czasu i w takim przeświadczeniu weszliśmy na pokład i i zajęliśmy nasze miejsca (...)"
Wówczas samoloty te lądowałyby w odstępach około dziesięciominutowych (6:50; 7:00; 7:10) Z jakichś jednak względów od planu tego odstąpiono (być może uzyskano informację o planowanym wylocie "blokującego lądowanie Iła", albo też przyczyniła się do tego rzeczywiście awaria pierwszego z Jaków) i po wyekspediowaniu samolotu z dziennikarzami, którzy po przesiadce polecieli "prezydenckim Jakiem" opóźniono wylot (albo przedłużyło się jego przygotowanie) drugiego z Jaczków. Kalkulowano, że wyleci on z Warszawy po szóstej (6:10 - 6:30), a jego przylot zgra się z przyziemieniem Tupolewa startującego z Okęcia około 7:20. Najprawdopodobniej w drugim Jaku wraz z częścią oficjalnej Delegacji znajdował się Prezydent RP.  Jak ten plan mógł wyglądać pierwotnie?

"Dziennikarski" Jak - Start 5:00; Lądowanie - 6:50
"Prezydencki" Jak - S 5:10; L - 7:00
Tupolew - S 6:00; L - 7:10

Wydaje mi się, że z przedstawionych powyżej fragmentów wyłania się (nawet dla mnie samego) dosyć niezwykły obraz wydarzeń. Odbiega on całkowicie od narracji, którą znamy z mediów i od stereotypowego wyobrażenia tego co zdarzyło się w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku. Ponieważ powyższy tekst jest dosyć długi, poniżej krótko tylko streszczam mój hipotetyczny harmonogram wydarzeń jaki mógł mieć miejsce 10 kwietnia 2010 roku:
  
ok. 5:30 - start z Okęcia "dziennikarskiego" Jaka.
ok. 6:20 - start z Okęcia "prezydenckiego" Jaka.     
ok. 6:33 - start z Wnukowa Iła-76 Frołowa.
ok. 7:21 - Tu-154M startuje z Okęcia.
ok. 7:25 - Jak "dziennikarski" ląduje na Siewiernym (za Grzejdakiem,Wosztylem).
ok. 7:40 - "pierwsze podejście" Iła-76 na XUBS. (szerzej w książce "Zatarty ślad")
ok. 7:55 - "drugie podejście" (przelot nad XUBS) Iła-76. (temat rozwinąłem w książce "Zatarty ślad")
ok. 8:15 - Jak z Prezydentem, z perturbacjami ląduje na Siewiernym.
ok. 8:30 - podejście i odejście na lotnisko zapasowe Tu-154M. (Tupolewem zajmuję się szerzej w książce "Zatarty ślad. O 10 kwietnia 2010")
ok. 8:56 - lądowanie Tu-154M na lotnisku zapasowym (Wnukowo?)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza