niedziela, 1 maja 2016

Koniec "smoleńskiego śledztwa" - podsumowanie

czy warto zatem snuć teorie / spierać się ze złością / za bazę kłótni przyjmując najbardziej odpowiadającą mi / tak zwaną prawdę / czy nie powinienem raczej / wziąć się za zbieranie faktów / notować słowa / ... / słuchać i pamiętać / spisywać /"   
-pisałem sześć lat temu, rozpoczynając swoje prywatne "śledztwo smoleńskie" gromadzeniem materiałów na temat 10 kwietnia. Dziś je kończę. Nie dlatego, że od dawna nie pojawiają się żadne nowe materiały na ten temat (bo moim zdaniem i tak w najbliższym czasie się nie pojawią). Jestem zwyczajnie "chocholim tańcem" wokół tej fundamentalnej kwestii po prostu zniesmaczony i zmęczony. Po co konstruować tunele aerodynamiczne, zatrudniać komisje i podkomisje, rekonstruować Tupolewa, skoro aby poznać prawdę wystarczyłoby tylko upublicznić materiał archiwalny Polskiego Radia program 1 (PR1) i TVP info z 10 kwietnia 2010 roku. Ewentualnie jeszcze dosłuchać kilku polskich świadków i upublicznić fotografie jakie w swoich domowych czy redakcyjnych archiwach mają dziennikarze. Nie mam także ochoty bić (ani toczyć) blogerskiej piany, gdyż smoleńska studnia jest tak głęboka, że na najgłośniejsze nawet wołanie nie odpowiada z jej głębin nawet echo, Stąd moja decyzja. Wprawdzie zapadła ona już trzy tygodnie temu, ale bloger "Propatrian" przekonał mnie abym nie kończył pisania o Smoleńsku bez sformułowania całościowej i linearnej  hipotezy. Więc oto ona: 


Rozbity dubel?

  

Porucznik Artur Wosztyl w rozmowie ze mną mówi, że Tupolew miał wystartować z Okęcia "po szóstej".  
To nie jedyne tego typu stwierdzenie.    
Paweł Świąder, dziennikarz RMF24:  
Nasz samolot miał odlecieć o 5 rano. (...) Dopiero na Okęciu okazało się, że dziennikarze mają lecieć Jakiem, a dopiero godzinę po nas wystartuje Tupolew. 
Agnieszka Skieterska, dziennikarka:
Paradoksalnie dziś szybkie relacje dotyczące katastrofy zawdzięczamy tylko temu, że z powodu wyjątkowo licznej delegacji oficjalnej, która leciała do Katynia, część jej członków i wszyscy dziennikarze polecieli do Smoleńska godzinę przed prezydentem. 
Wygląda na to, że dziennikarze (przynajmniej niektórzy), jak i załoga Jaka są przeświadczeni, iż Prezydent wyleci Tupolewem godzinę po nich. 
Wojciech Cegielski, dziennikarz Polskiego Radia: 
Koniec końców dzisiaj o piątej rano wystartowaliśmy z lotniska Okęcie samolotem Jak-40. Wtedy, kiedy wchodziliśmy do tego samolotu TU-154M już, jak mówią piloci, grzało silniki. 
Tylko dlaczego Tupolew miałby startować "po szóstej"? Czy w planie lotu nie stała jak wół godzina siódma?
Zajrzyjmy wobec tego do raportu generała Załęskiego, którego tajemnice odkrywa nam częściowo płk. Raczyński.
Według pułkownika Jak, oraz Tupolew miały się, zgodnie z planem wojskowych, znaleźć w Smoleńsku "niemal równocześnie". 

I tak by się stało, gdyby (jak mówią przywołani przeze mnie przed chwilą świadkowie) Tupolew wyleciał godzinę po Jaku-40/044. W Smoleńsku doszło by wówczas do płynnego (jeden po drugim - najpierw Jak - ok. 6:50, a po nim Tupolew - ok.7:10) podejścia obydwu samolotów. Stałoby się tak, ponieważ Jak, według planu leci z Okęcia na Siewiernyj około jednej godziny i pięćdziesięciu minut, a czas przelotu Tupolewa na tej trasie to circa godzina i dziesięć minut. Przy planowanym (jedno po drugim) lądowaniu obydwu maszyn, oraz mając na uwadze, że czas startu Jaka miał mieć miejsce o godzinie 5:00, wylot Tupolewa powinien nastąpić właśnie około godziny szóstej. 
  
Dziennikarze wylecieli z Warszawy ok. 5.30. Przed startem musieli zmienić jedną maszynę Jak-40 na inną.  
– Ale z lądowaniem nie było problemu. Udało się za pierwszym podejściem, choć była mgła – mówi Jan Mróz z TVN 24. Samolot z dziennikarzami na pokładzie lądował w Smoleńsku krótko po 7. (5:30+1:50=7:20) – Gdy nasza maszyna odkołowała, z chmur wynurzył się Ił-76 z oddziałem Federalnej Służby Ochrony, który miał obsługiwać ceremonię w Katyniu – opowiada Jan Mróz. 
(...) kilkanaście minut po godzinie ósmej. Major Henryk Grzejdak (...) Jeszcze przed formalnym rozpoczęciem dyżuru prosi dyżurnego meteorologa na Okęciu, aby zapytał o pogodę załogę Jaka-40, który wiózł dziennikarzy i już wylądował. (...) Załoga jaka poinformowała, że podczas ich lądowania o 7.22 widzialność wynosiła dwa kilometry, zaś chmury wisiały na 60 metrach.
(Podobną godzinę przyziemienia na XUBS podaje porucznik Artur Wosztyl, podczas swego pierwszego zeznania -  

Lądowanie w Smoleńsku odbyło się o godzinie 7.25 czasu polskiego. Według czasu rosyjskiego była to godzina 9.25.

Znając czas startu i lądowania Jaka-40/044 (5:30 - 7:20) przyjrzyjmy się teraz co powiedział dziennikarzowi Wyborczej płk. Raczyński.

Ujawniamy tezy raportu, który kilkanaście godzin po katastrofie prezydenckiego Tu-154 złożył ministrowi obrony czasowo pełniący obowiązki dowódcy Sił Powietrznych gen. Krzysztof Załęski. Wynika z niego, że lotnictwo zaplanowało wcześniejszą godzinę startu tupolewa. Plan przygotowano tak, że Jak-40 z dziennikarzami wystartuje o godz. 5 rano, a Tu-154 - o 6.30 (ostatecznie wystartował dopiero przed 7.30). Gdyby tupolew wystartował w planowanym czasie, byłby w Smoleńsku mniej więcej wtedy, kiedy lądował "dziennikarski" Jak.  

Jest w tym fragmencie trochę (prawdopodobnie celowego) pomieszania z poplątaniem. Spróbujmy to wyprostować. Jak już dwukrotnie wspominałem, Tupolew według planu wojskowych miał być w Smoleńsku "mniej więcej wtedy gdy lądował Jak." (Zastanawia mnie tylko dlaczego "Wyborcza" określa go jako "dziennikarski" skoro miał wylecieć tylko jeden tego typu samolot?) 
Ale skoro dziennikarze mieli planowo wystartować o 5:00, to wówczas Tu-154M powinien (jak opowiadają świadkowie) wylecieć godzinę po Jaku, czyli około 6:00. Nad "Siewiernym" obydwa samoloty znalazłyby się wówczas około godziny 7:00. 
A co z godziną 6:30 jako planowaną, według Raczyńskiego, godziną wylotu Tupolewa? Mogła być ona konsekwencją opóźnionego o pół godziny wylotu Jaka-40/044. Gdyby Tupolew wyleciał godzinę po opóźnionym Jaku, czyli około 6:30, przylot obydwu samolotów miałby wówczas miejsce około godziny 7:30. I Jak-40/044 rzeczywiście około tej godziny wylądował w Smoleńsku przecież...

Tupolew jednak już nie. Dlaczego? Ponieważ nie wystartował o 6:30, tylko pięćdziesiąt minut później. (Za chwilę napiszę dlaczego moim zdaniem tak się stało.)

Ale choć "tutka" nie wylatuje z Okęcia godzinę po "dziennikarskim" Jaku, to jednak o szóstej trzydzieści trzy jakiś samolot do Smoleńska startuje!


Zamiast Tutki - Ił 

   
Jest nim Ił-76 dowodzony przez Frołowa, który wylatuje z "Wnukowa" w Moskwie. I który nadlatuje nad "Siewiernyj" kilkanaście minut po Wosztylowym Jaku. 
Nasuwa się w związku z tym zasadnicze pytanie - czy rosyjski statek powietrzny nie nadleciał nad XUBS przypadkiem w momencie, w którym według "planu lotnictwa" wojskowego powinien się tam znaleźć Tupolew wylatujący "godzinę po Jaku"?!  (6:30+1:10=7:40    

Wyobrażam sobie to zaskoczenie malujące się twarzach dziennikarzy, oraz pilotów Jaka. Oto, w chwili gdy pasażerowie "dziennikarskiego" samolotu opuszczają pokład, zamiast oczekiwanego przez nich prezydenckiego Tu-154, nadlatuje ruski transportowiec. Ale tylko nadlatuje - bo nie dość, że nie ląduje on na Siewiernym, to wcale także nie zamierza stamtąd odlecieć. Zamiast tego krąży złowróżbnie nad lotniskiem, jak oczekujący na swą ofiarę jastrząb.

Nawet godzina katastrofy pozostaje niepewna. Najpierw ogłoszono, że to była 10:56, potem zmieniono na 10:41, lecz świadkowie przysięgają, że to było jeszcze wcześniej. (…) Mniej więcej w czasie gdy miał podchodzić (polski statek powietrzny - RM)samolot należący do rosyjskiego KGB wynurzył się z mgły, latał bardzo nisko nad lotniskiem, pozorując próbę lądowania, ale przerwał swoje podejście i odleciał. To wydarzenie nie zostało wyjaśnione przez władze rosyjskie, a powód dla którego Ił tam się znalazł nie jest znany. Gdyby faktycznie polski samolot wówczas lądował, mógłby się z nim zderzyć.

Bo o tym, że załoga Jaka spodziewała się prezydenckiego samolotu niemal zaraz po swoim wylądowaniu świadczyć może taka oto wypowiedź, którą anonimowo miał udzielić gazecie „Fakt” jeden z członków załogi Jaka-40/44 (Zespół Parlamentarny w swoich „dwustu relacjach” przedstawia go jako świadka nr 99 - porucznika Rafała Kowaleczkę - drugiego pilota Jaka-40/044):  
Po wylądowaniu cześć z nas stanęła przy pasie lotniska i czekała na tupolewa.   
O co w tym może chodzić?!

Dwa rządowe samoloty przylatują równocześnie wówczas, gdy chce się zapewnić bezpieczeństwo jakiejś ważnej osobie. W ten sposób utrudnia się potencjalnemu przeciwnikowi rozpoznanie, w którym samolocie persona ta się znajduje. Czy Kancelaria Głowy Państwa zrezygnowała by zatem z podstawowych zasad bezpieczeństwa Prezydenta i rozbiła zaplanowany przez wojsko, a zapewniający bezpieczeństwo Prezydentowi "dubel": Jak-Tupolew?

Wydaje się to niemożliwe.
Wyraźnie przecież wydać, że wylot Delegacji planuje się od początku jak poważną operacje wojskową: utajnia i zmienia czasy wylotów, przestawia samoloty i przesadza ich pasażerów, bez wyprzedzającego powiadamiania Rosjan. I tu nagle tak po prostu, ciach, zrezygnowano by z zasad bezpieczeństwa i Tupolew poleciałby sobie solo?!   

A może początkowy plan dubeltowego przylotu "dziennikarskiego" Jaka i Tutki zastąpiono jakimiś innym? Zastanówmy się - dlaczego Tu-154 nie wystartował o 6:30, a dopiero bez mała godzinę później?  

Przesunięcie w czasie 


Po pierwsze bardzo ważne jest to, aby uświadomić sobie, że na Okęciu, o piątej rano stoją, przygotowane do lotu dwa Jaki-40  (a trzeci, zapasowy, "czeka w hangarze").
     
Tupolew nie wylatuje jednak godzinę po "dziennikarskim" samolocie, aby dolecieć wraz z nim "niemal równocześnie" na XUBS, a dopiero po niecałych dwóch. Jest więc rzeczą oczywistą, że nie może stanowić wraz z "dziennikarskim Jakiem" przylatującej do Smoleńska pary samolotów. Z prostej przyczyny. W chwili gdy Tupolew startuje z Warszawy, Jak-40/044 jest już   w Smoleńsku.

Czy w takim razie po godzinie szóstej nie wyleciał do Smoleńska drugi Jak (ten który czekał jako zapasowy w hangarze)? Taki, który by zastąpił "dziennikarskiego" i stanowiłby zarazem dubel z Tupolewem. I który mógłby się znaleźć w Smoleńsku "mniej więcej wtedy" (jak chcieli wojskowi stratedzy) właśnie, gdy miała nadlecieć tam załoga Protasiuka? Wydaje mi się to bardzo prawdopodobne. Tego rodzaj działań wymagałyby przecież względy bezpieczeństwa.

Zadajmy sobie pytanie - o  której powinien wylecieć drugi Jak, gdyby to rozumowanie było prawidłowe? Mając na uwadze, że wylot Tupolewa ma miejsce o godzinie 7:21 (7:21+1:10 = 8:31) drugi Jak powinien wylecieć gdzieś pomiędzy 6:10, a 6:30. Tylko w takim bowiem przypadku mógłby się on znaleźć w Smoleńsku w przedziale czasowym 8:00 8:20. (Zakładam, że miał on lądować przed Tutką.) Wylot ten musiałby więc mieć miejsce niecałą godzinę po wylocie Jaka "dziennikarskiego". (Jak pamiętamy godzinę po dziennikarzach miał według kilku relacji wylecieć Prezydent. Czy nie mógł on czasem lecieć Jakiem?)

A może są też jakieś materiały, które mogłyby potwierdzać koncepcję "drugiego Jaka" wylatującego z Warszawy tuż po szóstej?
Sobota, 10 kwietnia 2010 r. Parę minut po szóstej rano. Dzwoni telefon. W charakterystyczny dla siebie sposób Prezes Janusz Kurtyka zadaje serię pytań, związanych z wieloma sprawami (…) W sobotę, 10 kwietnia, Prezes skończył rozmowę, mówiąc: „Już wsiadam do samolotu”.
(Kurtyka wcale nie musi przecież lecieć Tupolewem.)

Lokalna, smoleńska gazeta " Raboczij put' ":  
10 kwietnia 2010 – Samolot polskiego prezydenta Lecha Kaczyńskiego około godziny 10 rano (ósmej polskiego czasu) spadł - nie doleciawszy - kilkaset metrów, do lotniska „Siewiernyj” pod Smoleńskiem.  
(Gazeta nie podaje, jaki jest to samolot.) 
Zdaniem kobiety, około godziny 10.00 wiadomo było, że coś złego się dzieje, ludzie, usłyszawszy wybuch, zaczęli biec w kierunku szosy. Kobieta ruszyła za nimi. Kiedy wszyscy dobiegli do szosy, co nastąpiło zaledwie kilkanaście minut od upadku polskiej maszyny, stał tam już kordon funkcjonariuszy OMON, którzy nikogo na miejsce katastrofy nie dopuszczali   
Marek Pyza (godz. 12.02 polskiego czasu – relacja na żywo ze Smoleńska; 10 Kwietnia 2010): 
Przede wszystkim zdjęcia, które państwo przed chwilą widzieli, to pierwsze zdjęcia z tego miejsca zrobione przez jednego z pracowników TVP. Wszystko się wydarzyło około dwustu metrów stąd za tymi drzewami. Tam runął samolot z Prezydentem Lechem Kaczyńskim na pokładzie około godziny dziesiątej. (Ósmej czasu polskiego).
Także i w tych przypadkach nie mówi się tu wcale o Tupolewie, tylko o "polskiej maszynie" i o "samolocie".

Norbert Nowotnik z PAP relacjonuje (16'40''): 
Po godzinie 10-tej (ósmej - RM) gdy ustalaliśmy z moim redakcyjnym kolegą te ostatnie szczegóły dotyczące uroczystości nagle pojawiła się ta informacja. Ona przyszła, nie wiem, ktoś z obsługi sejmu bądź senatu, być może jakiś dziennikarz podał informację, że coś się dzieje. Zaczął panować pewien chaos informacyjny. To było bardzo trudne doświadczenie, dlatego że część osób twierdziła, że to tylko awaria samolotu, że jest jakiś pożar, że ludzie...  
Jaki samolot? Nie wiadomo.

No i jest jeszcze ta tajemnicza informacja figurująca w raporcie Millera:

Wypadek zdarzył się w porze dziennej, około trzech godzin po wschodzie słońca.  

co po przeliczeniu daje nam czas - około godziny 8:00 czasu polskiego. Z wszystkich tych materiałów wynikałoby również, że "prezydencki" Jak (jeśli wyleciał) powinien startować z Okęcia około 6:10 - 6:20 czasu polskiego. 

Postawmy zatem taką hipotezę:
Tupolew nie wyleciał do Smoleńska godzinę po Jaku-40/044, bo gdyby tak było, znalazł by się on nad XUBS prawie równocześnie z samolotem dziennikarzy. Niecałą godzinę po dziennikarzach wyleciał natomiast drugi Jak, z Prezydentem. Powinien on lądować na XUBS gdzieś około 8:00 (bardziej tuż po ósmej) czasu polskiego.


"Siewiernyj" pomiędzy godziną ósmą, a ósmą dwadzieścia

 

Około godziny ósmej (7:55), według moich obliczeń (piszę o tym w książce "Zatarty ślad. O 10 kwietnia 2010"), ma mieć miejsce nad XUBS powtórny przelot Iła-76. Jeśli by tak było, to drugi z Jaków powinien przyziemić jakiś kwadrans po tym przelocie załogi Frołowa. Sądzę tak, ponieważ istnieją materiały podające, że "prezydencki samolot" mógł pojawić się nad "Siewiernym" właśnie piętnaście minut po Ile-76.
Stewardessa Jaka-40/044 - Agnieszka Żulińska, według książki „Kto naprawdę ich zabił?”, K. Galimskiego I P. Nisztora (str. 50) mówi:
Warunki były tak trudne, że po drugim podejściu do lądowania z wykonania manewru zrezygnowała załoga rosyjskiego iła-76. Było to 15 minut przed rozbiciem prezydenckiej maszyny. 
Źródła wojskowe podają, że 15 min przed lądowaniem prezydenta służby kontrolne lotniska zabroniły lądować wojskowemu Ił-76  ze względu na złe warunki. On odleciał gdzie indziej.

O jakim samolocie mówią te materiały? Proszę zwrócić uwagę że zarówno w pierwszym, jak i drugim cytacie nie ma mowy o żadnym Tupolewie. Mówi się tylko o "prezydenckiej maszynie" i jej podejściu kwadrans po drugim przelocie Iła-76. Spróbujmy oderwać się na chwilę od zakodowanego w nas obrazu Tupolewa. Spróbujmy spojrzeć bezstronnie na te pierwsze relacje. Zwróćmy uwagę kiedy pojawia się w nich słowo "Tupolew".

Pojawia się na przykład wówczas, gdy relacje nie są bezpośrednie:

Relacja TVP (czas 2'49''):
Dziennikarze z Polski, którzy godzinę wcześniej wylądowali na tym samym lotnisku, potwierdzają, że kwadrans przed katastrofą Tupolewa, do lądowania we mgle szykował się wojskowy Ił.

Ale przecież z zeznań Remigiusza Musia wynika, że Tupolew podchodził dopiero 32 minuty po odejściu Iła (20 minut od odlotu Frołowa usłyszał jego komunikację z wieżą, a było to na "12 minut przed katastrofą").

Czy nadlatującym 15 minut po Ile-76 samolotem mógł być więc kolejny Jak-40? I czy na jego pokładzie mógł znajdować się Prezydent? Trudno na te pytania jednoznacznie odpowiedzieć. Na pewno w okolicach godziny ósmej spodziewano się przylotu Lecha Kaczyńskiego i w zasadzie mógł on lecieć Jakiem. Gdyż...
   
Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla „Gazety Polskiej” :
Pamiętam, że pytałem nawet go (doc. Wojciecha Lubińskiego – prezydenckiego lekarza – RM), jakim samolotem polecą do Smoleńska. Przez pewien czas byłem przekonany, że będzie to JAK, a nie tupolew.   
Ponadto, gdy mija godzina ósma, w Katyniu pojawiają się tajemnicze "depesze Polskiego Radia" mówiące o tym, że Prezydent już wylądował. Ba, nawet że już wyruszył ze Smoleńska do Katynia. Niemal równocześnie pojawia się też wiadomość o Jaku-40 który ponoć zahaczył o drzewa i wylądował, ale "w zasadzie nic się nikomu nie stało". Mają to być wiadomości wcześniejsze od komunikatów o "katastrofie" i Tupolewie.   
  
Z depesz Polskiego Radia wiemy, że prezydencki samolot wylądował w Smoleńsku kilka minut temu.(...) Podobno wylądował, ale nie wyhamował i wypadł z pasa. To polski Jak 40 – ktoś dorzuca.  
Dwie minuty wcześniej bodajże, ja sam otrzymałem informację, że prezydent już wylądował, że już jedzie. Tak, zresztą już nie pamiętam, natłok tych wydarzeń sprawił, że trudno mi sobie przypomnieć godzinę, ale pamiętam jeszcze nawet serwis z TVP info, kiedy ja z tamtego miejsca też mówiłem, że kolumna prezydencka prawdopodobnie za chwilę wyjedzie z lotniska w Smoleńsku. I dotrze do Katynia. Najpierw był chaos, potem było bardzo wiele różnych informacji. A to że samolot zahaczył o drzewa, ale wylądował i nikomu nic się nie stało.   
Norbert Nowotnik (PAP) relacjonuje :
część osób twierdziła, że to tylko awaria samolotu, że jest jakiś pożar, że ludzie...   
A TVN24 – 10 kwietnia 2010 r, początek godz 9:19 podaje:  
Jarosław KuźniarMamy informacje, bardzo ogólne o tym, że były jakieś kłopoty z lądowaniem prezydenckiego samolotu Jak-40 na lotnisku w Smoleńsku. Polska Delegacja wspólnie z osobami, które z panem Prezydentem leciały do Lasu Katyńskiego na obchody 70 rocznicy zbrodni katyńskiej – wyleciały z Polski o godzinie 6.50. (...) Ogromna mgła, bardzo gęsta mgła wokół lotniska wojskowego w Smoleńsku. Samolot prezydencki Jak-40,który wystartował z Warszawy o 6.50 z wojskowego „Okęcia”nie wylądował, nie przyziemił (…) I przed sekundą dosłownie otrzymałem informację od rzecznika polskiej dyplomacji, rzecznika MSZ, p. Piotra Paszkowskiego, który potwierdził, że Prezydencki samolot Jak-40 rozbił się niedaleko lotniska wojskowego w Smoleńsku. (…) Rzecznik MSZ dodaje jeszcze, że samolot się zapalił, ale został ugaszony. (TVN24 godzina 9:26) (…) Informacja sprzed kilku sekund  dosłownie. Rzecznik MSZ Piotr Paszkowski potwierdza w rozmowie z TVN24, że według wstępnych informacji prezydencki samolot Jak-40, którym Prezydencka Para, Prezydencka Delegacja leciała rozbił się, podchodząc do lądowania niedaleko wojskowego lotniska w Smoleńsku. (…) Dwa źródła potwierdzają – agencja Reutera i rzecznik MSZ – maszyna Jak czterdziesty rozbiła się niedaleko lotniska w Smoleńsku.” (TVN24 10 kwietnia 2010, koniec - godzina 9:27).    
Wiadomości Onet z 10 kwietnia 2010 g. 09:20 -
Na lotnisku w Smoleńsku doszło do katastrofy samolotu rządowego JAK40 - taka informację przekazał rzecznik MSZ Piotr Paszkowski. Na pokładzie jest prezydent Polski Lech Kaczyński.    
Co niezwykłe - na jednym ze smoleńskich blogów już o 8:25 pojawia się informacja o jakimś polskim samolocie stojącym bez kół w otoczeniu wozów straży pożarnej, która przygnała tam z całego miasta...
10:25 (8:25 czasu polskiego, czyli jeszcze na długo przed oficjalnym przylotem Tupolewa – RM) RR Bars: Co się stało z polskim samolotem na naszym lotnisku... stoi bez kół cała straż pożarna miasta tam jest. (nie potwierdzone dane bliskie oficjalnym).  
10:27 парящий: tylko co ogłosili że spadł polski samolot w Smoleńsku.
10:34 onch: Według ostatnich informacji on spadł na lotnisku Siewiernyj, zaczepiwszy się o drzewo!!!
(Proszę zwrócić uwagę, że te informacje są grubo sprzed godziny 8:41) 

Są także informacje o dziwnym wypadku, który ani nie polegał na wybuchu, ani na żadnym totalnym rozpadzie samolotu. Katastrofa miała mieć miejsce - zwracam tu uwagę: "na lotnisku", a nie "w okolicy lotniska".
Jan Mróz powołując się na naocznego świadka mówi, że samolot podchodził do lądowania w bardzo gęstej mgle. Nie udało mu się osiąść na ziemi, więc maszyna została poderwana w górę. W trakcie zawracania maszyna zahaczyła o drzewa i rozbiła się. 
Ale przecież na lotnisku powinni znajdować się jacyś polscy dziennikarze. Choćby Ci reporterzy Polskiego Radia, którzy mieli relacjonować, że Prezydent już wylądował. A także zapewne niektórzy dziennikarze, którzy przylecieli Jakiem. Mówi o tym w zeznaniach przed ZP Jacek Sasin (str. 14):
Więc stwierdziliśmy, że no jakby będzie taką nie budzącym konfliktów rozwiązaniem, będzie lepsze rozwiązanie takie, że cała delegacja leci z prezydentem, natomiast tym JAK-em udają się dziennikarze. Tym bardziej, że samoloty oba przecież nie mogły lecieć jednocześnie, bo oczywistym, że ten JAK będzie musiał być odpowiednio wcześniej na lotnisku, wydawało nam się, że to będzie również korzystne dla przedstawicieli mediów, że będą mogli być trochę wcześniej i tam na lotnisku oczekiwać na przylot samolotu z prezydentem. 
Że faktycznie jacyś dziennikarze znajdowali się na lotnisku i widzieli jakieś niepokojące rzeczy na jego płycie opowiada poseł Andrzej Ćwierz (str.28), który był 10 kwietnia w Katyniu:
Rozmawiałem z dziennikarzami, którzy byli na lotnisku, między innymi jeden z nich widział, co się działo z samolotem, przynajmniej sugerował, że tam się działy rzeczy takie nienormalne, w sensie takim, że według niego mogły to być wybuchy na skrzydłach samolotu. Pytam się w takim razie, czy ktoś rozmawiał z tymi dziennikarzami, przesłuchiwał ich, zapytał się, co oni oglądali?
Dziennikarze stojący na lotnisku widzieli samolot na którego skrzydłach były wybuchy?! Ja też pytam więc za Ćwierzem - czy ktoś rozmawiał z tymi dziennikarzami? Zapytał ich czemu właściwie się przyglądali? Jaki widzieli samolot? Gdzie się on znajdował?  

O tym, że początkowo otrzymał informację iż z prezydenckim samolotem zdarzył się tylko jakiś niewielki i niegroźny wypadek mówi też pomiędzy wierszami Minister Spraw Zagranicznych Radosław Sikorski (TVP INFO godzina 20:01):
Samolot się rozbił, ale nie było wybuchu. Więc była nadzieja, że lądowali i koło się urwało. 
Dziennikarz Gazety Polskiej Piotr Ferenc-Chudy "Jak przez mgłę" GP nr 15 (872) z 14 kwietnia 2010:
Krąży pogłoska, że samolot się zapalił, ale nic się nie stało.   
Czy mowa jest tu aby na pewno o Tutce?

Czy przed godziną "katastrofy Tutki" (8:40) mógł mieć miejsce jakiś "inny wypadek" (ok. 8:00- 8:15?) polegający na zahaczeniu jakiegoś innego niż Tupolew samolotu o drzewa, zapaleniu, wypadnięciu z pasa, oraz oderwaniu się jego kół, podczas którego jednak "w zasadzie nikomu nic się nie stało"?
Relacja na żywo innego dziennikarza (stacji Polsat News) Pawła Wudarczyka, który przyleciał wcześniej Jakiem-40/44:
To co zadzwonił ktoś do tej Delegacji, bo tu już jest Delegacja, która przyleciała drugim samochodem... To jest samolotem. Przepraszam. Tym samolotem o którym mówimy. Ci ludzie, o których wspominałeś, czyli Marszałkowie Sejmu, pan Prezydent z Małżonką, no i wszyscy ministrowie, to był samolot jeden, ale był jeszcze jeden samolot. 
Później (Prezydent - RM) zadzwonił o 8.20. Myślałem, że już wylądował i dzwoni ze Smoleńska.  
Lekarz prezydencki Jerzy Smoszna:
Tuż przed 9.00 zaczęły do mnie spływać informacje, że wydarzyła się tragedia. Instynktownie reagowałem, że to niemożliwe, prezydent żyje, Wojtek żyje. Przecież przed chwilą rozmawiałem z prezydentem, który wylądował w Smoleńsku!    
Czy nie zastanawiające jest to "przekonanie" obydwu Panów - Jarosława Kaczyńskiego i Jerzego Smoszny, że samolot z Prezydentem wylądował?

Zastanawiające jest w każdym razie na pewno zachowanie całej obsady stanowiska kontroli lotu, która zaraz po drugim przelocie Iła-76 wylega z wieży. Co ciekawe - również i załoga "dziennikarskiego" Jaka, na czas drugiego przelotu Frołowa cała opuszcza swój statek i obserwuje z zewnątrz jego podejście, a właściwie przelot nad lotniskiem. Co może być w tym tak niezwykłego? Co może być niezwykłego dla wojskowych lotników i kontrolerów w lądowaniu jakiegoś samolotu, choćby we mgle?  A może niezwykłe jest to, że w tym samym czasie ma lądować również jakiś inny samolot? Na przykład Jak "prezydencki"?


Trzy samoloty z Polski   


Są także materiały świadczące za tym, że na "Siewiernyj" miało w tym dniu przylecieć więcej niż dwa samoloty z Polski:   
Sześcioosobowa drużyna rosyjskich poborowych zabezpieczających teren lotniska w Smoleńsku miała zakaz używania jakichkolwiek urządzeń rejestrujących. Powiedziano im o tym w trakcie porannej odprawy. Wszyscy żołnierze musieli zdać własne telefony komórkowe do depozytu. Żołnierzy poinformowano, że przylecą trzy samoloty z Polski, w jednym z nich będzie prezydent RP.  
12 kwietnia 2010 roku (rzecz, moim zdaniem warta przytoczenia, bo opublikowana już dwa dni po tragedii) „Komsomolskaja Prawda” zamieściła też wywiad z Anatolijem Murawiewem, który w dniu 10 kwietnia 2010 roku pełnił funkcję dyspozytora lotniska „Siewiernyj”. Otóż, według rosyjskiego dziennika, człowiek ten miał powtórzyć w rozmowie z dziennikarzem to samo co mówił w stenogramach, tyle, że tym razem dużo bardzo czytelnie:
Według słów Murawiewa, rano w sobotę, niedługo przed tragedią, dyspozytorzy przyjęli (posadzili) dwa samoloty  
Smoleński blog. 10 kwietnia po godzinie 16:00:
451. tequila, 10.04.2010 16:13 - Według ostatnich doniesień, do Smoleńska leciały trzy polskie samoloty. Jednemu udało się usiąść, jeden odleciał w stronę Mińska, a samolot Numer 1 postanowił lądować, zawadził skrzydłem o drzewo i runął w pobliżu pasa startowego, niedaleko od autocentrum Kia-motors, około 100 metrów od ruchliwej magistrali (ulica  Kutuzowa). 
Jeśli rzeczywiście miało by lecieć trzy, to na pewno jednym z tych samolotów powinien być "dziennikarski Jak", drugim Tupolew, no a ten trzeci..?
Fragment  (będący być może tylko przejęzyczeniem) z przesłuchania przed Zespołem Parlamentarnym urzędnika Kancelarii Prezydenta - Marcina Wierzchowskiego:
Poseł: A czy pan widział lub słyszał, jak lądowały wcześniej samoloty? JAKi? Jak lądowały?  
Marcin Wierzchowski: Nie, nie.  
Poseł: Nie widział pan. 
Artykuł z gazety „Wiesti":
Nie bacząc na mgłę, lotnisko przyjmuje dwa rosyjskie Jaki-40 (nie da się ukryć, że Jaki są produkcji rosyjskiej – RM). A duży Ił-76 mimo to odchodzi na lotnisko zapasowe. Przychodzi czas na polskiego Tu-154: ludzie słyszeli, ale nie widzieli zza mgły, jak on długo krążył w tym rejonie.   

Edmund Klich w swojej książce "Moja czarna skrzynka. Dokumenty" (str. 11) napisał: 
Po odlocie samolotu Ił – 76, z KL (Kierownikiem Lotów – RM) nawiązała łączność załoga jakiegoś samolotu, który chciał lądować na lotnisku w Smoleńsku i KL nie wydał zgody na lądowanie.  
A jeśli chodzi o dwa Jaki, to są przecież i inne materiały świadczące o tym, że brano pod uwagę możliwość lotu dwu samolotów tego typu, mimo (ponoć) braku odpowiednich zezwoleń.    
zakładałem,że część poleci Tu-154, część jakami, część pojedzie pociągiem.  
KPRM otrzymała z Kancelarii Prezydenta trzy dokumenty. Pierwszy mówił o locie „Tupolewa” bez podania godzin startów i lądowań, drugi przekazywał godziny startu „Tupolewa” i informacje o wykorzystaniu jednego lub dwóch samolotów JAK-40, a trzeci zmieniał wcześniej przekazane godziny startów samolotów”
Jeśli rzeczywiście poleciały dwa Jaki, to jeden z nich nie był Jakiem dziennikarskim, i posiadał (co najmniej) status VIP, o czym świadczyć  może relacja Gerarda Kwaśniewskiego (funkcjonariusza BOR pełniącego równocześnie funkcję kierowcy Ambasadora Jerzego Bahra)|:
Była zmiana dwóch, trzech nazwisk. Wtedy właśnie dowiedziałem się, że choć na liście nie figurowała, na pokładzie była żona mojego dobrego kolegi, Agnieszka Węcławek (funkcjonariuszka BOR - RM). Miała lecieć Jakiem (dziennikarzom, ani starszemu referentowi Biura Prasowego Kancelarii Prezydenta ochrona BOR nie przysługiwała, więc nie może tu chodzić o "dziennikarskiego Jaka" ), ale zamieniły się z koleżanką na Okęciu.  
Niezwykła jest też rozmowa oficerów Centrum Operacji Powietrznych (transmitowana w PolsatNews  - program z dnia 03.04.2011 z godziny 6:42) świadcząca, że generał Andrzej Błasik mógł pilotować jakiegoś Jaka:  
Oficer COP (ppłk. Zalewski - wg "Gazety Polskiej"): Dowódca Jakiem wylądował? 
Generał X (gen. Galec - wg "Gazety Polskiej"): Dowódca?
Oficer COP: Tak, Jakiem wylądował?
Generał X: Tak, wylądował, ale nie wiem, kto tam prowadził tego Jaka.  
Oficer COP: Rozumiem, ale prawdopodobnie dowódca był w Jaku. Nie jestem tego pewien.
Generał X: Ale dowódca nasz, dowódca sił powietrznych?  
Oficer COP: Tak.
Generał X: Aha.
Oficer COP: Dowódca sił wybierał się w delegację.  
Generał X: A, to, to... 
Oficer COP: Tylko nie wiem jakie było rozłożenie na samoloty (niezrozumiale) 
Generał X: A wcześniej było, że dowódcy będą lecieć Jakiem. 
Jak powszechnie wiadomo załogę "Jaka dziennikarskiego" stanowili por. Artur Wosztyl, por. Rafał Kowaleczko, chor. Remigiusz Muś, oraz stewardessa Agnieszka Żulińska. Generał Błasik nie mógł więc "prowadzić" Jaka-40/044.  Mógł natomiast pilotować innego niż "dziennikarski" Jaka.
Dostałam telefon z Dowództwa Operacyjnego Sił Zbrojnych. Adiutant męża mówił, żebym się nie martwiła, bo generałowie polecieli innym samolotem. 
I kolejna sprawa. "Jak dziennikarski", który według pierwszego zeznania jego dowódcy porucznika Wosztyla lądował na XUBS około 7:25 powinien przekraczać ASKIL około 7:05 - 7:10 (lot ASKIL - XUBS wschodnie podejście, trwał według tej relacji Wosztyla 15-20 minut). Natomiast drugi z Jaków, gdyby miał podchodzić jako pierwszy z pary Jak-Tupolew i lądować około godziny 8:10, powinien przechodzić ASKIL jeszcze przed ósmą. 

Stenogramy z wieży:
08:50:07 Pliusnin: Odbiór / Ответил. 
08:50:09 Murawiew: Pale Waleriewiczu, o (jakiejś godzinie) minut 55, ASKIL będzie przechodził pierwszy Polak, 0-31 PLF.  
Około godziny 10:00 (czasu moskiewskiego – red.,czyli 8:00 polskiego - RM) Paweł Kozłow, który był chyba cały czas w kontakcie ze służbami kontrolnymi lotniska, stwierdził, że jest coraz gorsza pogoda i samolot będzie robił próbne podejście, ale prawdopodobnie zostanie skierowany do Moskwy na lotnisko Wnukowo...     

***
Podsumowanie

Być może było tak, że początkowo planowano, aby do Smoleńska wyleciały trzy samoloty - dwa Jaki w okolicach godziny 5:00 (dziennikarski i z drugi z częścią oficjalnej Delegacji), a godzinę po drugim z nich, czyli "po szóstej" Tupolew z Prezydentem. Świadczyłaby o tym, przywoływana już przeze mnie relacja Agnieszki Skieterskiei:
(...) część jej członków i wszyscy dziennikarze polecieli do Smoleńska godzinę przed prezydentem. 
a także tajemnicza korespondencja z Polski z dnia 11.04.2010 dziennika El Mundo:
(...) organizatorzy zdecydowali wynająć drugi samolot do którego oddelegowali niższej rangi urzędników państwowych, oraz dziennikarzy, którzy tradycyjnie towarzyszyli prezydentowi.  (...) "Nasz samolot miał startować natychmiast po pierwszym, było przewidziane ze wylądujemy jedynie z 15-minutowa różnicą czasu i w takim przeświadczeniu weszliśmy na pokład i i zajęliśmy nasze miejsca (...)"
Wówczas samoloty te lądowałyby w odstępach około dziesięciominutowych (6:50; 7:00; 7:10) Z jakichś jednak względów od planu tego odstąpiono (być może uzyskano informację o planowanym wylocie "blokującego lądowanie Iła", albo też przyczyniła się do tego rzeczywiście awaria pierwszego z Jaków) i po wyekspediowaniu samolotu z dziennikarzami, którzy po przesiadce polecieli "prezydenckim Jakiem" opóźniono wylot (albo przedłużyło się jego przygotowanie) drugiego z Jaczków. Kalkulowano, że wyleci on z Warszawy po szóstej (6:10 - 6:30), a jego przylot zgra się z przyziemieniem Tupolewa startującego z Okęcia około 7:20. Najprawdopodobniej w drugim Jaku wraz z częścią oficjalnej Delegacji znajdował się Prezydent RP.  Jak ten plan mógł wyglądać pierwotnie?

"Dziennikarski" Jak - Start 5:00; Lądowanie - 6:50
"Prezydencki" Jak - S 5:10; L - 7:00
Tupolew - S 6:00; L - 7:10

Wydaje mi się, że z przedstawionych powyżej fragmentów wyłania się (nawet dla mnie samego) dosyć niezwykły obraz wydarzeń. Odbiega on całkowicie od narracji, którą znamy z mediów i od stereotypowego wyobrażenia tego co zdarzyło się w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku. Ponieważ powyższy tekst jest dosyć długi, poniżej krótko tylko streszczam mój hipotetyczny harmonogram wydarzeń jaki mógł mieć miejsce 10 kwietnia 2010 roku:
  
ok. 5:30 - start z Okęcia "dziennikarskiego" Jaka.
ok. 6:20 - start z Okęcia "prezydenckiego" Jaka.     
ok. 6:33 - start z Wnukowa Iła-76 Frołowa.
ok. 7:21 - Tu-154M startuje z Okęcia.
ok. 7:25 - Jak "dziennikarski" ląduje na Siewiernym (za Grzejdakiem,Wosztylem).
ok. 7:40 - "pierwsze podejście" Iła-76 na XUBS. (szerzej w książce "Zatarty ślad")
ok. 7:55 - "drugie podejście" (przelot nad XUBS) Iła-76. (temat rozwinąłem w książce "Zatarty ślad")
ok. 8:15 - Jak z Prezydentem, z perturbacjami ląduje na Siewiernym.
ok. 8:30 - podejście i odejście na lotnisko zapasowe Tu-154M. (Tupolewem zajmuję się szerzej w książce "Zatarty ślad. O 10 kwietnia 2010")
ok. 8:56 - lądowanie Tu-154M na lotnisku zapasowym (Wnukowo?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz