środa, 28 czerwca 2017

Cztery przypadki smoleńskich destrukcji


1. Przypadek Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

10 kwietnia 2010 roku, o godzinie 12:52 czasu polskiego zrobiono zdjęcie ciału Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Według opisu redaktora „Najwyższego Czasu” - który jest w posiadaniu fotografii - zwłoki sąw stanie zbliżonym do nienaruszonego. Gdyby nie oderwana noga, Lech Kaczyński wygląda, jakby spał”.

Tego samego dnia, tuż po godzinie 17:30 ciało Prezydenta, niezależnie od siebie, fotografują dwaj funkcjonariusze BOR. Według zeznania jednego z nich uszkodzenia ciała były duże (...) Ciało było w całości, urwana była ręka. Cezary K. nie pamiętał która, ale na wysokości łokcia, oraz jedna stopa”.

Porównując opisy ciała Lecha Kaczyńskiego widoczne na obydwu wcześniej wykonanych fotografiach, z posiadanym przeze mnie zdjęciem ciała Prezydenta (zrobionym w prosektorium smoleńskim dnia 11 kwietnia 2010 roku, o godzinie 9:49) stwierdzam, że ciało to musiało w ciągu 20 godzin zostać poddane destrukcji. Na mojej fotografii widać bowiem rozpłataną - do wysokości łuku brwiowego - czaszkę Prezydenta; odjętą w okolicy łokcia prawą rękę; oraz odcięte, poniżej kolan Jego obydwie nogi. Korpus Prezydenta nosi zarówno ślady uszkodzeń powstałych pośmiertnie, jak też okołopachwinowe wybroczyny krwawe.

Więcej w artykule „Ciało Prezydenta


wtorek, 6 czerwca 2017

Moskiewskie identyfikacje „Większość ciał była w całości” Uszkodzenia czaszek

W jakim stanie ciała swoich bliskich spodziewali się ujrzeć członkowie Rodzin Delegatów, którzy przylecieli do Moskwy?

Jadwiga Ziętek:  Pani minister (Ewa Kopacz - RM) powiedziała wtedy, że choć była lekarzem medycyny sądowej i uczestniczyła w wielu tragicznych oględzinach zwłok, to  jednak to, co zobaczyła na miejscu, wywołało u niej olbrzymią traumę. I w tym kontekście powiedziała nam, że nie musimy podejmować się osobistej identyfikacji, że wystarczy jeśli damy swój materiał genetyczny. 

Andrzej Melak: przedstawiciel MSZ, koordynator tego wyjazdu, oraz lekarz-ratownik powiedzieli nam, że to będzie dla nas straszne przeżycie, ponieważ ciała są w takim stanie, że w większości nie można ich zidentyfikować. Powiedziano, że mają czternaście ciał, które można rozpoznać. (...) Stefana na tej liście nie było.

Czego mogli oczekiwać ci, którzy na własne oczy zobaczyli zarówno miejsce, w którym miał spaść powietrzny statek, jak i jego rozkruszone elementy?

Stanisław Joniec (brat śp. o. Józefa Jońca SP): Wrażenie, jakie zrobiły na nas części samolotu, było piorunujące. (…) To bowiem, co zobaczyliśmy, było i tak dla wszystkich wystarczająco szokujące, bo zrozumieliśmy, jak bardzo ten samolot był zmasakrowany. Każdy z nas mógł wyobrazić sobie, jak ta katastrofa mogła wyglądać.

Każdy z nas sam mógł to sobie wyobrazić. Również i ten, kto nie leciał do Smoleńska czy Moskwy, jeśli tylko choć raz dane mu było obejrzeć film Sławomira Wiśniewskiego nakręcony na polance pod „Siewiernym”.

Jeśli tak poszarpany był stalowy ptak, którym lecieli Delegaci, to jak musiały wyglądać ich kruche ciała? I to niezależnie od tego, czy przyczyną tragedii była katastrofa, czy wybuch.