piątek, 31 stycznia 2020

Rozdział V: IŁ w welonie z mgły

Pułkownik Mirosław Czarnota kręci nosem. Nosi dziś jego pryncypała okrutnie. Odkąd przybyli na lotnisko, attache wojskowy nie może usiedzieć w miejscu. To wstąpi pod namiot zamienić z kimś słowo, to idzie oglądać trapy, by znów za chwilę wrócić pod rampę i skomentować ryzykowny manewr Iła. Jest wszędzie. A on jest razem z nim.
Właśnie przechodzi obok nich grupa polskich dziennikarzy. Czarnota czuje się nieswojo. Odnosi bowiem wrażenie, że wszyscy bacznie lustrują ich wzrokiem. Wydaje mu się, że z boku, razem, muszą wyglądać żałośnie. Czuje się jak puszka przywiązana do ogona, miotającego się kota. Ale cóż robić? Taka przecież jego dola. Jest w końcu zastępcą, wiernym adiutantem i zarazem kumplem swego szefa. Posłusznie podąża więc za generałem Grzegorzem Wiśniewskim. Tym razem jego przełożony decyduje się iść do pilotów Jaka-40, który wylądował jakieś dwadzieścia kilka minut temu. Pułkownik ma nadzieję, że generał przysiądzie tam spokojnie, choć na chwilę.


Tymczasem dziennikarze wsiedli już do czekającego na nich autokaru i ruszyli w kierunku Katynia. Dyskutują. O czym innym jeśli nie o wizycie? Komentują też widziane przed chwilą podejście Iła. Analizując ich relacje trudno znaleźć jednak historię, w której mowa byłaby o drugim przelocie transportowca. Wygląda więc na to, że ich bus odjechał do Memoriału zaraz po godzinie 7:40, i dlatego nie mieli okazji oglądać Frołowa więcej niż jeden raz.
Drugie pojawienie się Iła miało mieć miejsce trzynaście (tak twierdzą stenogramy), albo piętnaście (jak zeznaje Remigiusz Muś (1)) minut po pierwszym. Czy dziennikarze mogli wyjechać aż tak szybko z lotniska, że nie załapali się na drugi z przelotów? Jeśli weźmie się pod uwagę, że odprawa paszportowo-celna była na XUBS tylko "kurtuazyjna" (tak nazywa ją uzasadnienie postanowienia o umorzeniu postępowania wydane przez praską prokuraturę (2)), to jak najbardziej (3). Pasażerowie Jaka przeszli szybko trzysta metrów, które dzieliły samolot od autokaru. Po drodze Paweł Koć, pracownik naszej ambasady, zebrał od nich tylko paszporty (4). I to była cała lotniskowa procedura. (5)
Ten brak kontroli na „Siewiernym" mści się jednak szybkim powrotem na lotnisko jednego z nich. Już po przyjeździe do Katynia okazuje się bowiem, że wiza Jana Mroza była jednorazowa, a ten wykorzystał już ją na wylot z premierem - 7 kwietnia. Musi teraz szybko powracać na lotnisko, w asyście naszego konsula (6).

***

Słyszą go jak wraca. Załoga Jaka wylega na zewnątrz, spoglądając na czubki drzew, zza których ma się wyłonić samolot. Drugi pilot przejeżdża dłonią po twarzy.

- Coś długo go nie widać 

 
- Fakt - przytakuje dowódca

.
- Słychać go już od dobrych kilku chwil, a nie wi... 
 

Samolot pojawia się niespodziewanie. Wynurza się nagle zza lasu, w miejscu, w którym absolutnie się go nie spodziewali. Na wysokości pasa kołowania. Zadzierają głowy. Idzie teraz dokładnie na nich. Wielkie albinotyczne cielsko. Przepływa nad nimi majestatycznie, jak długopłetwy humbak. Zaledwie 70 metrów nad Jakiem. Nie jest to w żadnym wypadku próba lądowania. To, że nie zamierza przyziemiać widać od samego początku, gdy tylko pojawia się nad lasem. Już wówczas ma obroty startowe (7). Odlatuje. Po chwili do stojącej wciąż jeszcze z zadartymi głowami załogi Jaka zbliża się polski generał i drepczący za nim pułkownik. Kowaleczko rozpoznaje ich natychmiast. Są to attache wojskowy w Moskwie i jego zastępca.

- Czołem panowie, można się u was trochę rozgrzać w


 środku? 

 
-  Czołem panie generale. Zapraszamy, zapraszamy obu


 panów na kawę. Tym bardziej że coś jakby zaczyna ciągnąć 


od lasu.
  
- Jakaś mgła stamtąd wychodzi, czy co?

Jeśli idzie o warunki meteo, jakie panują w tym momencie na XUBS, to pierwszy pilot Jaka twierdził, że przez trzydzieści - cztedzieści minut po jego lądowaniu (co obejmuje obydwa przeloty Iła) widoczność na lotnisku była stabilna i utrzymywała się przez cały czas na podobnym poziomie jak wtedy gdy lądowali Jakiem(8).
A jakie to były warunki gdy lądowali? Jak zeznaje dowódca Jaka-40, jeszcze w czasie podejścia do lądowania, kontroler lotów informował ich, że widzialność wynosi 4 km(9), ale tuż przed przyziemieniem miała się ona według wieży zmniejszyć do 1,5 km(10), choć Woszytyl twierdzi, że podchodząc stwierdził iż była dużo lepsza(11). Zresztą sam Paweł Plusnin (kontroler lotów), który te informacje przekazywał z wieży naszym pilotom zeznał, że najniższa widoczność podczas podejścia Jaka wynosiła 2km(12), a nie 1,5lm, oraz to, że podawane przez niego liczby celowo były zaniżone, aby zniechęcić nadlatujących od lądowania(13). A przecież widzialność na odległość 2 km, to jest całkiem niezła postrzegalność.
Natomiast co do widoczności podczas drugiego podejścia Iła, to pokrywałoby się to z innym zeznaniem Wosztyla, w którym stwierdza on, że i drugie podejście Iła odbyło się w podobnych warunkach meteo, co i pierwsze (14), a więc było takie same jak przy podejściu Jaka-40 lądującego o 7:25.
Poza tym, czy gdyby warunki o tej godzinie odbiegały, choćby w niewielkim stopniu od przyjętych za standardowe, to czy meldujący DKL-owi na Okęciu fakt lądowania, porucznik Kowaleczko, nie zawiadomił by o tym Warszawy? (15) Po prostu poinformował o tym co było w tym momencie istotne. A był nim fakt wylądowania. Nie odbiegający od normy, w standardowych warunkach, zgodnych z poziomem wyszkolenia załogi (16). Gdyby było inaczej, coś wzbudziłoby jego wątpliwości, to czy nie przekazałby tego? Tym bardziej, że miał świadomość o mającej nadlecieć zaraz po nich Delegacji (17). Wiedział, że są szpicą.
Z zsumowanych zeznań Wosztyla i Musia wyłania się klarowny obraz potwierdzający lądowanie Jaka o 7:25, pierwszy przelot Iła o 7:40 i drugi o 7:55. Wynika z niego także, iż to dopiero po drugim przelocie transportowca, a właściwie zaraz po tym zdarzeniu, tuż przed godziną ósmą, na lotnisku pojawiła się mgła. Wcześniej zaś panowała dobra widoczność w granicach od 2 do 4 km. Z tego też względu, uzasadnianie dziwnych i nietrafionych podejść Iła, mgłą - nie ma żadnego pokrycia w faktach. Podejścia te musiały mieć jakiś zupełnie inny cel niż przyziemienie na "Siewiernym" więc de facto nie mogły być one "próbami lądowania" jak mówi oficjalna wersja wydarzeń.

Jeśli zaś chodzi o inne niż podane oficjalnie godziny podejść Iła, to kierownik lotów – Paweł Plusnin zeznał, że pomiędzy pierwszym, a drugim podejściem Frołowa dotarła do niego informacja, iż z Okęcia wystartował nasz Tu-154M (18). Tyle że godziną, w której Plusnin miał się dowiedzieć o starcie Tupolewa, nie mogła być - jak zeznał - 7:25. Okęcie powiadamia bowiem Moskwę o wylocie „Tutki" dopiero o 7:36 (19). Plusnin dowiaduje się więc, faktycznie jak mówi, o wylocie TU-154M już „po pierwszym, a jeszcze przed drugim przelotem Iła". Czyli pomiędzy 7:40, a 7:55. Dokładnie tak, jak to wynika z zeznań Artura Wosztyla i Remigiusza Musia.

Jak więc można usytuować w czasie drugi przelot Frołowa? Skoro przylot Jaka-40/044 ma miejsce około godziny 7:25, a pierwsze pojawienie się Iła-76 nad lotniskiem około 7:40, to drugie - odbywające się wysoko nad głowami oczekujących (a więc i nad polanką, na której znajduje się wrakowisko) - musiało mieć miejsce – zgodnie z zeznaniami świadków, jak i obliczeniami MAK - około 7:55.

***

Nad Smoleńskiem krąży Ił. Wzlatuje i opada. Podchodzi i odchodzi. Zbliża się do ziemi i wznosi. Kosi czubki drzew. Tańczy. Wzbudza zdumienie i podziw - „czcicieli machin". Dmie we wszystkie silniki jak w podniebne trąby. Wykonuje coraz to śmielsze ewolucje. Śmiertelne figury. Za nim posuwa się mgła.

Dance macabre w białym welonie pary.

.............................................................................

(1) Remigiusz Muś – zeznanie z dnia 10.04.2010 - (http://idziemy.pl/imgs_upload/dokumenty/20150121_protokol_mus.pdf) : "Próby lądowania tego IŁ-76 miały miejsce około po 15 i 30 minutach od naszego wylądowania".

(2) Uzasadnienie umorzenia postępowania w sprawie o niedopełnienie obowiązków służbowych przez wysokich funkcjonariuszy publicznych V Ds 32/11 – Prokuratura na Warszawskiej Pradze (http://www.naszdziennik.pl/uploads/special/uzasadnienie.pdf)

(3) Paweł Bogumił Koć, który miał zeznać (przy okazji wyjaśniając, co znaczy termin „kurtuazyjna odprawa” w uzasadnieniu prokuratorskiego umorzenia "praskiego" postępowania) że (http://www.naszdziennik.pl/uploads/special/uzasadnienie.pdf str. 220 – 222): "W dniu 10 kwietnia 2010 roku przyjechał na lotnisko w Smoleńsku, aby odebrać grupę dziennikarzy, którzy mieli przylecieć samolotem Jak - 40. Po wylądowaniu samolotu świadek odebrał paszporty dziennikarzy, które następnie przekazał przedstawicielom służby granicznej. Później paszporty miały być zwrócone polskim konsulom – Violetcie Sobierańskiej i Stanisławowi Łątkiewiczowi. Zgodnie z ustaleniami Rosjanie pozwolili dziennikarzom wejść do podstawionych autokarów, bez kontroli paszportowej i celnej".

(4) Uzasadnienie umorzenia postępowania w sprawie o niedopełnienie obowiązków służbowych przez wysokich funkcjonariuszy publicznych V Ds 32/11 – Prokuratura na Warszawskiej Pradze (http://www.naszdziennik.pl/uploads/special/uzasadnienie.pdf str. 221-222): "Paweł Bogumił Koć w dniu 10 kwietnia 2010 roku przyjechał na lotnisko w Smoleńsku, aby odebrać grupę dziennikarzy, którzy mieli przylecieć samolotem Jak - 40. Po wylądowaniu samolotu świadek odebrał paszporty dziennikarzy (...) Rosjanie pozwolili dziennikarzom wejść do podstawionych autokarów, bez kontroli paszportowej i celnej"

(5) Jan Mróz – Dziennikarz TVN24 (http://www.bibula.com/?p=73001): Wysiedliśmy z samolotu, zabrano nam paszporty i od razu wsiedliśmy do autobusu – bez paszportów, jeśli dobrze pamiętam.

(6) Wywiad z Janem Mrozem – FYM (http://www.bibula.com/?p=73001): Ile czasu zajmował przejazd z lotniska na Cmentarz? (chodzi o las Katyński -RM) JM: Około 30-40 minut. Ten czas jest ważny, z uwagi na to, że wracając Jan Mróz mija się w bramie z wyjeżdżającym ambasadorem Bahrem (JM: (...) minąłem w okolicy lotniska limuzynę ambasadora Bahra i rosyjską straż pożarną ) i pilotującym jego dyplomatyczny samochód wozem strażackim. Mogło mieć to miejsce pomiędzy 8:45, a 8:55, zatem potwierdzałoby to czas wyjazdu dziennikarzy z lotniska do Katynia na około 7:45. Przy obliczeniach trzeba pamiętać, że Mróz w jedną stronę jechał busem, ale z powrotem już samochodem osobowym (wg mapy Google 22-27minut).


(7) Remigiusz Muś. Nawigator Jaka-40/044 (http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/dostalismy-zgode-na-50-metrow-tu- 154-i-il-tez,138702.html): "Tym razem jednak Rosjanie zupełnie nie trafili w pas. My staliśmy na drodze kołowania oddalonej od niego o ok. 70 metrów. Ił wyszedł niemal dokładnie nad nami. Wiedział, że nie jest nad pasem, więc przed przelotem nad naszym JAK-iem już miał obroty startowe i nie kombinował tylko odlatywał".

(8) Artur Wosztyl. Dowódca Jaka-40/044. Zeznanie z 21.04.2010 (http://www.npw.gov.pl/dokumenty/TU-154/protokoly-Wosztyl.pdf): Po wylądowaniu te warunki jakiś czas jeszcze się utrzymywały. Ił-76 dwa razy podchodził po nas w podobnych warunkach. One zaczęły się pogarszać jakieś 40 min. po naszym lądowaniu." W innym miejscu zaś zezna: "Po wylądowaniu około godziny 7:20, warunki atmosferyczne panujące na lotnisku utrzymywały się przez jakiś czas, myślę, że przez około 30 minut, na podobnym poziomie jak przy moim lądowaniu. Następnie zaczęła nadciągać mgła w płatach, która przez krótki czas ograniczała widzialność do około 400m. Po czym warunki te poprawiały się do tych jakie panowały przy moim lądowaniu. Mam na myśli tylko widoczność.

(9) Artur Wosztyl (www.idziemy.pl/imgs_upload/.../20150121_protokol_wosztyl.pdf ): "W trakcie lotu, gdy wszedłem w kontakt radiowy z wieżą w Smoleńsku, otrzymałem z tej wieży informacje o widzialności w rejonie lotniska 4000m. (...) Poinformowano mnie jeszcze, że występuje mgła."

(10) Artur Wosztyl (www.idziemy.pl/imgs_upload/.../20150121_protokol_wosztyl.pdf): "Przed lądowaniem 5-10 minut, zostałem poinformowany, iż widzialność spadła do 1500 metrów. Pomiędzy tym pierwszym komunikatem z wieży Smoleńsk, a tym drugim różnicza czasowa wynosiła 10 minut."

(11) Artur Wosztyl (www.idziemy.pl/imgs_upload/.../20150121_protokol_wosztyl.pdf): "W moim odczuciu w chwili samego lądowania na Smoleńsku warunki pogodowe były lepsze niż te, które w ostatnim komunikacie przekazał mi kontroler z wieży w Smoleńsku".

(12) Paweł Pliusnin (kontroler lotów – XUBS, wieża wschodnia - http://stowarzyszenieprzeciwbezprawiu.pl/index.phpo?option=com_content&view=article&id=1260:publiujemy-tre-zezna-kontrolerow-ze-smoleska&catid=10:ogolna&Itemid=2): W odległości 50 km. polski samolot JAK-40 nawiązał łączność. Następnie dla tego samolotu podane zostały warunki pogodowe panujące na lotnisku: plus dwa stopnie mgiełka, widoczność – 4 km. (...) Skręt czwarty polski samolot JAK-40 wykonał w odległości 17-18 kilometrów. Do tego momentu mgiełka zagęściła się do widoczności 2-ch kilometrów; o tym została poinformowana załoga.

(13) Paweł Pliusnin (kontroler lotów): Chcę ponadto dodać, iż po nawiązaniu po raz pierwszy łączności z samolotem TU-154, zaniżyłem widoczność do 400 metrów, ponieważ myślałem, że załoga podejmie samodzielnie decyzję o przekserowaniu na zapasowe lotnisko, i że taka widoczność obudzi czujność samolotu, chociaż w rzeczy samej widoczność ta mieściła się w granicach 800 metrów.

(14) Artur Wosztyl. Zeznanie z 21.04.2010 (http://www.npw.gov.pl/dokumenty/TU-154/protokoly-Wosztyl.pdf): "Warunki moim zdaniem miał identyczne jak przy pierwszym podejściu".

(15) Rafał Kowaleczko (zeznanie drugiego pilota Jaka-40/044 - http://mikael-plus.salon24.pl/459682,por-rafal-kowaleczko-ii-pilot-jak40-zeznaje): W dniu 10.04.2010 ja osobiście, telefonicznie przekazałem por. Lauksowi do Warszawy fakt naszego lądowania. Nie podawałem mu wtedy warunków meto (tak w oryginale - RM) panujących na lotnisku w Smoleńsku.

(16) Artur Wosztyl (http://rebelya.pl/post/2798/zeznania-por-wosztyla-mowi-do-nich-zeby-nie-sch): Na zadane pytanie zeznaje; po wylądowaniu ja albo por. Kowaleczko telefonicznie poinformowaliśmy DKL w Warszawie o fakcie wylądowania.

(17) Dariusz Januszewicz (oficer Centrum Hydrometeorologii Sił Zbrojnych RP http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/zaloga-jak-a-nie-ostrzegala-przed-fatalna-pogoda,165205.html): Informacja zwrotna, przekazana przez dyżurnego ok. godz. 7:45, (...) była krótka: - Dyżurny METEO, chor. Marcin Nojek, poinformował mnie, że pilot samolotu JAK-40 nie podał informacji o warunkach atmosferycznych podczas lądowania w Smoleńsku.

(18) Paweł Plusnin. Kierownik lotów na lotnisku"Siewiernyj" (http://rebelya.pl/forum/watek/11401): "Następnie IŁ-76 wykonał 1-e podejście do lądowania, na moją komendę oddalił się na drugi

(19) Raport Millera, str.238 - "Personel BOZ EPWA o godz. 05:36 (UTC, czyli o 7:36 czasu polskiego - przyp. autora) powiadomił Main Air Traffic Management Center of Russia o starcie samolotu PLF 101".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz