poniedziałek, 18 września 2017

P.S. (4) Trzecie podejście Iła (około godz. 8:25) i odejście TU-154M z kręgu nad XUBS

W poprzednim odcinku (" P.S. 3 ") cytowałem kilka relacji z których wynikało, że Ił-76 podchodził do XUBS około godziny 8:25, na dziesięć minut przed tym, jak miał się tam pojawić Tupolew. Było to jego trzecie podejście. - Trzecie?! - może się ktoś żachnąć. - Skąd by się wzięło trzecie? Przecież na pytanie Roberta Grzywny, czy "Rosjanie przylecieli już?" Remigiusz Muś wyraźnie odpowiada: "Ił dwa razy podchodził i chyba gdzieś odlecieli". Odpowiem na to innym pytaniem – A dlaczego Drugi Pilot w ogóle się pyta o lądowanie Rosjan? O godzinie 8:25 PLF-101 jest już przecież na kręgu, gdzieś między drugim, a trzecim zakrętem kręgu – pisałem o tym w " P.S. 2 " - więc piloci powinni widzieć doskonale co dzieje się w powietrzu, zaledwie kilkanaście kilometrów od nich. Bo w takiej odległości od Siewiernego wówczas się znajdują. Nie tylko powinni. Doskonale widzą co dzieje się wokół. Jak piszą w swojej książce autorzy "Ostatniego Lotu" (str. 175 – 176): polski TU-154M  jest wyposażony w system antykolizyjny TCAS (…). Na ekranie urządzenia wyświetlane są informacje – znaczniki – samolotów znajdujących się w pobliżu, to znaczy nawet w odległości stu kilometrów. Piloci mogą określić czy te maszyny lecą poniżej, czy powyżej tupolewa. Gdyby jakiś samolot niebezpiecznie zbliżał się do prezydenckiego Tu-154M, to pojawiałby się na wskaźniku wizualny komunikat nakazujący pilotowi wznoszenie lub obniżanie. 

Żeby więc odpowiedzieć na pytanie dlaczego Grzywna pyta o Rosjan i czemu Muś mu tak odpowiada, trzeba spróbować opowiedzieć tę historię po kolei.


Około godziny 8:20 Tupolew miał rozpocząć podejście na XUBS od zachodu (patrz P.S. 2) , ale do tego nie doszło. Początkowo sądziłem, że powodem tego było nagłe pojawienie się mgły. Myliłem się. Po powtórnej analizie stenogramów i zeznań świadków, bardziej prawdopodobne wydaje mi sto, Tupolew musiał poczekać na holdingu, aż swoje podejście zakończy inny samolot
 
Czy tym samolotem mógł być Ił-76?
Prześledźmy jego wojaże.
Frołow, po drugim swoim podejściu (które miało miejsce o 7:55) najprawdopodobniej poleciał (odchodząc w kierunku na zachód) na spotkanie PLF-101, by potem pilotować go do samego Smoleńska. Tak twierdzi kpt. pilot Michał Wiland (4,5 tys. godzin nalotu na Tu-134):
I ten Ił-76 leciał przed naszym Tu-154M już od Białorusi, o czym możemy się dowiedzieć, studiując dokładnie stenogram z CVR. W stenogramie rozmów z naszego samolotu jest również krótki zapis z iła, który rozmawia z kontrolą białoruską, która następnie przekazuje go kontrolerom smoleńskim.
Spójrzmy do stenogramów z kokpitu.  
Nawigator (pyta w pewnym momencie Dowódcę): Arku zniża! Czyżby też leciał do Katynia?

Samolot o którym mowa w tym pytaniu musi zatem ("też") ć tym samym kursem, którym planuje lecieć Tu-154M. 
 
Inne dowody obecności w przestrzeni wokół Tu-154M (która powinna być przecież wolna gdy nadlatuje Głowa Państwa) jakiegoś innego samolotu to choćby te słowa Drugiego Pilota: "W pobliżu on jest".
 
Ślady obecności Frołowa pojawią się w rozmowach pilotów później jeszcze kilkakrotnie.
Spróbujmy przedstawić je, zachowując następstwo czasowe.
Około godziny 8:218:23 (skoro ASKIL przechodził o 8:15) Tupolew znajduje się już na drugim zakręcie kręgu i zmienia kurs, lecąc w kierunku trzeciego zakrętu nadlotniskowego. Zniża przy tym do 500 metrów. 
 
AA: 200 metrów.
Korsaż: 
PLF 1-0-1, wysokość 500?
Pierwszy Pilot: 
Podchodzimy do 500 metrów.
Korsaż: 
Zrozumiałem.  
W TVN24, na początku czerwca 2010 roku, ten fragment został następująco skomentowany przez jednego z pilotów latających na Tupolewach – majora Grzegorza Pietruczuka :
Informacja o 200 metrach odnosi się być może do innego samolotu, bo Tu-154 jest w tej chwili powyżej 500 metrów.
I jeśli nawet słowa (200 metrów za chwilę) przypisać Arturow Ziętkowi (jak chcą analitycy CVR-3) to słowa o 200 metrach przy podchodzeniu TU-154M do 500 m., pozostają.
Także to dopiero na tym odcinku (pomiędzy drugim a trzecim zakrętem) załoga dowiaduje się od kontrolera lotów i niemal równocześnie od dowódcy Jaka-40 o n.b 044 - Artura Wosztyla, (oraz prawdopodobnie także o 8:23 z warszawskiego COP) o gwałtownej zmianie pogody na Siewiernym. Mówi o tym wyraźnie w swoim zeznaniu Remigiusz Muś: - W momencie, kiedy załoga powinna wykonać zejście do lądowania, kontroler przekazał im informację o pogarszających się warunkach pogodowych 500 metrów na prawdopodobnie 80 metrów.(...) W międzyczasie mój dowódca załogi przekazał załodze Tupolewa na tej samej częstotliwości informację, że naprawdę się pogarsza pogoda.

Informacja o potężnej fali mgły dociera zatem na pokład Tutki dopiero pomiędzy godziną 8:23, a 8:25!
Po upływie kilku minut, od nawiązania pierwszego kontaktu Tu-154M z załogą Jaka-40/044 - kiedy Tupolew znajduje się na wysokości powyżej 500 metrów, ( a jest to moim zdaniem - około godziny 8:25-8:27) Robert Grzywna łączy się z Remigiuszem Musiem (nawigatorem "dziennikarskiego" samolotu). Pyta go o grubość warstwy chmur. Otrzymuje odpowiedź: "na 500 metrach byliśmy jeszcze nad chmurami", co potwierdza, że PLF-101 dopiero zniża do 500 metrów.
Jednak tuż przed tym drugim połączeniem z Jakiem ma mieć miejsce ten oto, legendarny już dialog, w okołosmoleńskiej przestrzeni powietrznej:
 X-1: (niezrozumiale) zakończyłem zrzut, zniżanie na wschód.
 X-2: 
Pozwolili  
To tłumaczyłoby pytanie Grzywny o Rosjan zadane na sam koniec jego rozmowy z Musiem. Pyta go o Iła (A Rosjanie już przylecieli?), gdyż widzi pewną sprzeczność między komunikatem ("zniżanie"), a tym co widzi na ekranie TCAS. Frołow bowiem i tym razem odchodzi. Muś natomiast widocznie nie zauważył tego trzeciego podejścia.  Dlatego mówi o dwóch poprzednich, których był świadkiem pół godziny wcześniej (Ił dwa razy odchodził i chyba gdzieś odlecieli). Słowa te zgadza się (to "odejście") z tym co załoganci Tutki widzą na ekranie radaru, bo kwitują to tylko krótkim "Dzięki".
Ważne jest w tym wszystkim jednak co innego: TU-154M oraz Ił, lecą w tym momencie równolegle do siebieIł podchodząc od zachodu do pasa XUBS, oraz Tupolew lecący wówczas od drugiego, ku trzeciemu z zakrętów kręgu. 
 
Konsekwencje takiego równoległego lotu nie mogły pozostać obojętne na dalsze decyzje PLF-101. Zwłaszcza, że po kolejnych kilku minutach (od 2 do 4), kiedy już nasz samolot wejdzie w zakręt (trzeci / czwarty) Remigiusz Muś zaalarmuje Dowódcę Tutki: "Arek, teraz widać dwieście"...
 
Zadam proste pytanie. Czy w sytuacji gdy:

- w kierunku PLF-101 leci właśnie, kierując się Biełyj, odchodzący znad XUBS Ił-76;
- mgła zagęszcza się do poziomu wielokrotnie przekraczającego minimalne warunki do lądowania - dla Tu-154 100 x 1200 m, a dla lotniska 100 x 1000 m - ("Arek teraz widać 200");
- kontrolerzy "Siewiernego" nie wiadomo z jakich względów wydają PLF-101 zgodę na lądowanie, nakazując mu zejście poniżej minimum lotniska ("A tam pięćdziesiąt metrów, kurwa, natychmiast");
- APM zostają wyłączone ("Nie, wyłącz, przegoń go");
- łączność z wieżą zostaje zerwana (Siergiej Antufiew : A potem dyspozytor mówi: "Łączność się zerwała", kiedy samolot podchodził do lądowania);
- płk Zalewski z Centrum Operacji Powietrznych wydaje PLF-101 polecenie powrotu na Okęcie ("ja tu poleciłem, żeby Okęcie") a major Grzejdak z Centrum Hydrometeorologii "sugestię lądowania w Moskwie"
- to pytanie moje brzmi: czy w takiej sytuacji Arkadiusz Protasiuk, przewożąc Naczelnego Dowódcę Sił Zbrojnych i niemal cały Sztab Generalny (nie mówiąc o pozostałych członkach Delegacji), mógł zdecydować się na próbę podejścia?!

No, dobrze – powie ktoś - a co ze stenogramami? Przecież tam czarno na białym widnieje zapis podejścia? 
 
Proszę sobie przeczytać jeszcze raz CVR-3 – zapis od czwartego zakrętu do "katastrofy" – pod kątem wypowiedzi Dowódcy statku.
Otóż komunikacja tam zapisana jest moim zdaniem absurdalna. Na przykład kiedy Dowódca słyszy ostrzeżenie Musia o widoczności która spadła do dwustu metrów ma powiedzieć: "Przyciskamy" (słowo "Dzięki" mówi jakaś niezidentyfikowana osoba).
Ponadto analitycy z Instytutu Stehna tylko raz identyfikują głos Protasiuka w komunikacji z wieżą na tym ostatnim odcinku. Dzieje się to w momencie gdy samolot ma przelatywać nad dalszą radiolatarnią. Protasiuk ma powiedzieć wówczas "czietyrie." Słowa te całkowicie przeczą równoczesnemu komunikatowi KL Ryżenki (sic!) sytuującemu samolot w całkiem innej przestrzeni
 
Poza tym, cała reszta komunikacji pomiędzy wieżą, a Tu-154M, jest ze strony PLF-101 prowadzona (wg. analityków) przez niezidentyfikowanego rozmówcę, który mówi na przykład:
"Шасси, закрылки выпущены, польский сто один" co jest slangowym komunikatem rosyjskich statków powietrznych oznajmiających, że “mam podwozie i klapy wypuszczone”. Według autorów "Zbrodni Smoleńskiej" (str.180) jest to charakterystyczna tylko i wyłącznie dla Rosji, zakodowana prośba o zgodę na lądowanie. A przecież zgoda ta została już, i to otwarcie - według pilotów Jaka-40 – wydana PLF-101 dużo wcześniej - pomiędzy trzecim a czwartym zakrętem Tutki. No a poza tym, dlaczego to Protasiuk (albo Grzywna) mieliby mówić rosyjskim slangiem lotniczym?

No, a co z rozmową załogi – może ktoś zapytać – ta zdaje się przecież wyraźnie rozmawiać o podejściu, a potem jeszcze Nawigator rytmicznie odlicza zniżanie?
Odpowiedź jest prosta. Skoro Tupolew odszedł znad XUBS to musiał przecież gdzieś zniżać, żeby wylądować...

Jacek Sasin: Ja rozmawiałem z takim emerytowanym pilotem z tego 36 pułku, który zresztą tysiące godzin wylatał na tym tupolewie. I on odsłuchiwał to nagranie z czarnej skrzynki, które pani Anodina puszczała tam na tej konferencji prasowej swojej. I tam jest takie uderzenie, które zostało zinterpretowane jako uderzenie o drzewo, prawda. On mówił, że to absolutnie nie jest prawda że to jest uderzenie o drzewo. Że to jest bardzo charakterystyczny odgłos kół, które uderzają o podłoże, prawda. Że jak ktoś latał tym samolotem, te tysiące godzin to dokładnie ten odgłos zna, prawda.



 
Śp. Krzysztof Zalewski napisał zaś: Jasne jest, że warunków do lądowania nie było - przy podstawie chmur 50 m, zejście do wysokości decyzji 100 m nie ma sensu.