środa, 13 listopada 2019

Wstęp. Czy ciągłe przedłużanie śledztwa smoleńskiego ma na celu przeczekanie układu geopolitycznego w którym nie można ujawnić prawdy?

W maju 2010 napisałem na portalu „Niepoprawni.pl” artykuł pod tytułem: „Nowe śledztwo smoleńskie zostanie wszczęte w 2076 roku?”. Nie była to przepowiednia. Raczej smutna konstatacja, że w obecnym układzie geopolitycznym niemożliwe jest oficjalne wyjaśnienie tej sprawy. Pisałem też, że układ ten może się równie dobrze zmienić w 2011 co dopiero w 2076 roku. Nie to jednak było istotą tamtego tekstu. Najważniejszą dla mnie wówczas kwestią była konieczność archiwizowania materiałów dotyczących wydarzeń z 10 kwietnia 2010. Dla przyszłego postępowania przygotowawczego. Byłem bowiem wówczas przekonany, że to ówczesne (a, wciąż jeszcze trwające śledztwo) nie zakończy się wyjaśnieniem rzeczywistej przyczyny zdarzenia. Że będzie potrzebne nowe, za kolejnych kilka lat.  

W artykule tym napisałem też, jakie materiały o Smoleńsku należy zbierać: „Wszystkie oświadczenia prasowe, zeznania świadków (bezpośrednich i pośrednich), fotografie, filmy. Tak. To są dowody rzeczowe - pisałem wówczas. Nie możemy sobie tłumaczyć, że tylko dlatego, że je czytaliśmy wczoraj one istnieją i istnieć będą. To nas nie zwalnia od działania. One istnieją tylko dziś, jutro mogą być przekształcone, podmienione, usunięte, zmanipulowane. Jutro może ich nie być. Należy więc kopiować materiały, umieszczać na różnych nośnikach (papier, dyski) i zbierać.”   

Nie rzucałem słów o zbieraniu materiałów na wiatr, ani nie pisałem tego aby przerzucić zadanie archiwizowania na barki innych, rozgrzeszając się tym, że „ja przecież mówiłem”. Przez kilka lat gromadziłem wszystko co wydawało mi się ważne. Dziś żałuję, że zrobiłem w tym względzie za mało. Że nie wszystkie rzeczy zapisywałem, bo na pierwszy rzut oka wydawały mi się mało istotne. Potem, niestety, okazywało się, że były ważne. Lecz kiedy to odkrywałem, ich już nie było.  

Za dwadzieścia tygodni nadejdzie 10 kwietnia 2020 roku. Minie 10 lat od tamtych zdarzeń. Gdyby dziś „Teleexpress” zrobił uliczną sondę i zapytał napotkanych Polaków o tamten dzień, to pewnie mieli by oni na jego temat dużo mniej do powiedzenia niż w 2010. Byliby bardziej niż wówczas zdezorientowani. Bo przecież najpierw miała to być wielka katastrofa, potem wybuchy, a teraz… cisza.  

O skali ogólnej dezorientacji świadczy choćby wypowiedź jednego z ciekawszych blogerów piszących na Niepoprawnych, którego teksty bardzo cenię. Napisał on niedawno, prawie na jednym wydechu, że dopóki żyje Putin nie dowiemy się prawdy, a zaraz potem, że zainstalowanie ładunku wybuchowego na skrzydle, to kwestia dwugodzinnej pracy ekipy specjalistów. Tyle tylko, że tych dwóch opinii nie da się ze sobą pogodzić.  

Nie dziwi mnie to jednak. Ja też o wielu rzeczach zapomniałem, a ilość różnych teorii, opinii, przeświadczeń, stereotypów i niedopowiedzeń nie służy prawdzie.  



Widząc jak bardzo w kwestii „Smoleńska” jesteśmy skołowani, postanowiłem podzielić się z czytelnikami portalu „Niepoprawni.pl” swoją książką, którą ukończyłem jeszcze w 2015, a wydałem na początku 2016. Napisałem ją na podstawie zebranych przeze mnie, i przez innych „blogerów smoleńskich” dowodów rzeczowych. Dziś już w większości są one w sieci niedostępne.  

Mam zamiar opublikować ją na tym portalu, w odcinkach, czyli raz na tydzień (lub na dwa) jeden rozdział książki. I tak aż do 10 kwietnia 2020. Przynajmniej w ten sposób będzie ona powszechnie dostępna. Postanowiłem to zrobić, bo doszedłem do wniosku, że gdyby to ktoś inny ją napisał, to pewnie bym jej nie nabył. Nie kupuje się przecież kota w worku i to od nieznanego gościa.  

Tym bardziej, że nic się, przez te kilka lat od wydania, o mojej książce nie mówi, czemu niepomiernie dziwił się kilka miesięcy temu w Mediach Narodowych profesor fizyki Mirosław Dakowski: Nie widziałem przez lata całe, że pan Roman Misiewicz wydał książkę „Zatarty Ślad. O 10 kwietnia 2010.” (…) Ale o tej książce nie ma nic w mediach ani wrażych, ani „kurzych”, czyli Jacka Kurskiego. - Jak Pan ocenia tę książkę? (pyta prowadzący wywiad) - Bardzo wysoko. Bardzo wysoko, ponieważ ona zajmuje się faktami a nie bredniami. 

Inny profesor, tym razem z Katedry Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego - Andrzej Nowak - napisał zaś o niej: Nienasycona pasja prawdy, która nie zadowala się mylącymi tropami, tylko prowadzi w głąb naszej narodowej katastrofy: to jest „napęd" tej książki.  

Przez zupełny przypadek wziąłem ją kilka dni temu do ręki. Przeczytałem po raz pierwszy od czterech lat. I doznałem dysonansu poznawczego. Dlatego, że o wielu rzeczach już całkowicie zapomniałem, a mój obraz wydarzeń został przyćmiony stereotypowymi opiniami o tamtym dniu. 
Mówię to ja - autor książki, ktoś kto poświęcił naście tysięcy godzin na analizę tamtych wydarzeń. Więc jeśli ja doznałem szoku, to co mają powiedzieć inni?

Tak sobie myślę: codziennie umiera 162 tysiące ludzi. Życie każdego z nich miało jakiś sens, ale czy wszyscy mieli tego świadomość? Czy wypełnili je świadomie czymś istotnym? Nie istotnym dla każdego z nich z osobna, ale istotnym dla innych? 
Mogę zginąć za minutę, lub umrzeć za pięćdziesiąt lat. Odejść, w ten czy inny sposób - na zawał, od strzału snajpera, w wypadku, podczas długiej wyniszczającej choroby, albo spokojnie we śnie. Nie mam pojęcia jak to się stanie. Ale wiem, że na pewno się to zdarzy. To - kiedy i jak - wydaje mi się dziś jakby mniej istotne. Ważniejsze dla mnie jest czy umrę z poczuciem bezsensu czy z przeświadczeniem, że moje życie miało jakiś szerszy i głębszy wymiar. 

Pracuję nad tym, aby nie stawiać przed sobą i nie realizować w swoim życiu żadnych misji czy zadań, a zmieniać swą mentalność. Z człowieka dążącego uparcie do celu, na pielgrzyma. To prawda, że zarówno jeden, jak i drugi idzie. Ale pierwszy po to by pokonywać przeszkody i zrealizować swe zamiary, drugi natomiast, aby wędrować i pochylać się po drodze nad każdą sprawą i każdym człowiekiem. Pierwszy się spieszy - jego krok jest dynamiczny i zdecydowany. Tego drugiego - uważny. Chcę być jak pielgrzym.

To 10 kwietnia 2010 roku był takim dniem, od którego na nowo zaczynałem uczyć się chodzić. Dlatego wciąż jeszcze pochylam się nad nim. 
Ten dzień nie zamknął się jeszcze przecież  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz