wtorek, 18 czerwca 2019

Arabski oddał Prezydenta w ręce Rosjan

"Arabski (...) w żadnym stopniu nie odpowiada za katastrofę smoleńską". Tak rzekł Donald Tusk. Oczywiście, że nie odpowiada. Jest to stwierdzenie tak samo prawdziwe jak gdyby były premier oświadczył, że on sam nie odpowiada za wyginięcie jednorożców. Nie można odpowiadać za coś czego nie było.

Ale to krótkie zdanie - raptem dziewięć wyrazów - oprócz banału, który w istocie jest słowną machinacją, zawiera też inną manipulację odnoszącą się do wyroku sądu. Tomasz Arabski nie został przecież skazany za katastrofę, ale za to, że dopuścił do lotu samolot, który w ogóle nie powinien był odlecieć z Okęcia, bo lotnisko na którym miał wylądować, nie dość że wojskowe, było też "nieczynne i zamknięte" (cytat z uzasadnienia postępowania prokuratorskiego). Miało być uruchomione tylko na samo lądowanie i start samolotów 7-ego, a potem 10 kwietnia 2010 roku. Z tego powodu polskie służby nie mogły na nim przeprowadzić wizji lokalnej przed przybyciem Delegacji. Zostały sparaliżowane i zdane całkowicie na łaskę Rosjan. Mogły robić tylko to na co ci im zezwolili. A nie zezwolili praktycznie na nic (np. brak BOR-u na płycie 10 kwietnia). Arabski de facto oddał polskiego Prezydenta całkowicie w ich ręce.

"Polskość to nienormalność" Donald T. ściąga maskę


 Donald Tusk już kiedyś stwierdził, że "dla Polski lepiej jest znać prawdę i nie mieć wojny, niż nie znać prawdy i mieć wojnę", Wydawałoby się, że to znów truizm. To tak jakby powiedzieć, że lepiej jest być bogatym i zdrowym, niż chorym i biednym. Donaldowi T. jednak wcale nie o to chodziło. Wcześniej bowiem użył on określenia "wygraliśmy >>prawdę o 'katastrofie'<<". To taka sama "prawda", jak ta o Arabskim. Która nie opisuje stanu faktycznego, ale którą dopiero trzeba "wygrać" (cokolwiek by to nie znaczyło), aby stała się "prawdą". Wygląda na to, że w jego świecie istnieją różne "prawdy" - dotyczące nawet jednej kwestii - które ścierają się ze sobą. Wygrywa ta, która stanie się narracją dominującą. Według jego słów - ta Tuskowa miała "wygrać" w kwestii Smoleńska.
Dopiero w takim świetle to pierwsze zdanie - o tym, że "lepiej znać prawdę..." przestaje być banalne.  

Jeśli zaś chodzi o samego Tomasza Arabskiego (szefa gabinetu ówczesnego premiera), to warto przypomnieć sobie kilka faktów dotyczących organizacji przez niego lotu. Suchych faktów (cytaty uzasadnienia umorzenia postępowania "praskiego" - Ds. 100/14).

W czwartek, 25 lutego 2010 roku, odbyło się w Warszawie pierwsze spotkanie Szefa KPRM Tomasza Arabskiego z Jurijem Uszakowem. W spotkaniu uczestniczyli Andrzej Kremer z MSZ, Tomasz Pawlak z KPRM oraz W. Grinin, D. Polanskiy i A. Karbowskiy z Ambasady FR w Warszawie. (...) W okresie tym, by planowany jeszcze wspólny wyjazd na uroczystości polskiego: Prezydenta i Premiera. (...) Termin wizyty w Katyniu został ustalony na kwiecień, w przedziale czasowym 6-11 kwietnia 2010 roku. (...)
Ostateczne decyzje co do dwóch terminów i podziale wizyt na Premierowską 7 kwietnia i Prezydencką 10 kwietnia zapadły (bowiem - RM) podczas wizyty i rozmów ministra Tomasza Arabskiego w Moskwie w dniu 17 marca 2010 roku.

Była to dziwna wizyta i rozmowa. Świadczą o tym choćby te wyjątki ustalone przez prokuraturę. Przytaczam je bez komentarza.

"Pierwotnie spotkanie miało odbyć się w siedzibie Premiera Rosji, ale ostatecznie odbyło się w restauracji, w sposób nieformalny. Justyna Gładyś na polecenie Tomasza Turowskiego zaangażowana została do tłumaczenia rozmów Tomasza Arabskiego z ministrem Uszakowem. Rozmowy odbyły się w cztery oczy, jedynie z jej udziałem, bowiem minister Uszakow odesłał towarzyszących mu urzędników. Spotkania te odbyły się w moskiewskiej restauracji Dorian Grey. (...) Świadek (Justyna Gładyś - RM) rozmowę z ministrem Uszakowem tłumaczyła częściowo z tego powodu, iż część rozmowy odbyła się w języku angielskim i wtedy była proszona, żeby im nie towarzyszyć. (...) Po powrocie do Ambasady Tomasz Arabski publicznie, w obecności wszystkich pracowników zobowiązał Justynę Gładyś do zachowania poufności. Justyna Gładyś zeznała, że w czasie tych rozmów nie były omawiane jakieś szczególne tajemnice, w związku z czym to zobowiązanie do milczenia było jej zdaniem trudne do zinterpretowania. (może Tomasz Arabski zrobił to celowo, po to, aby odwrócić uwagę od rozmowy w cztery oczy w języku angielskim? - RM). Ambasador polski w Moskwie Jerzy Bahr zeznał, że nie uczestniczył w rozmowie, ponieważ w tym czasie przebywał w południowej Rosji na Przedkaukaziu. Po powrocie poprosił pracowników o zrelacjonowanie mu tej wizyty. Okazało się jednak, że Tomasz Arabski zabronił tłumaczce Justynie Gładyś informowania ambasadora o treści swoich rozmów z ministrem Uszakowem w Moskwie. Dla Jerzego Bahra ta sytuacja była zupełnie nienormalna i niezrozumiała."

(...) Tomasz Turowski podał, że następnie miała miejsce wizyta grupy przygotowawczej w dniach od 5 do 7 kwietnia 2010 roku. Grupa ta udała się do Katynia, gdzie głównie zajmowała się oprawą medialną obu wizyt i logistyką. Przedstawiciele tej grupy przyjechali 5 kwietnia 2010 roku i pozostali do dnia wizyty Premiera Tuska tj. 7.04. W trakcie ich pobytu nie przeprowadzano wizji lokalnej na lotnisku w Smoleńsku".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz