wtorek, 6 czerwca 2017

Moskiewskie identyfikacje „Większość ciał była w całości” Uszkodzenia czaszek

W jakim stanie ciała swoich bliskich spodziewali się ujrzeć członkowie Rodzin Delegatów, którzy przylecieli do Moskwy?

Jadwiga Ziętek:  Pani minister (Ewa Kopacz - RM) powiedziała wtedy, że choć była lekarzem medycyny sądowej i uczestniczyła w wielu tragicznych oględzinach zwłok, to  jednak to, co zobaczyła na miejscu, wywołało u niej olbrzymią traumę. I w tym kontekście powiedziała nam, że nie musimy podejmować się osobistej identyfikacji, że wystarczy jeśli damy swój materiał genetyczny. 

Andrzej Melak: przedstawiciel MSZ, koordynator tego wyjazdu, oraz lekarz-ratownik powiedzieli nam, że to będzie dla nas straszne przeżycie, ponieważ ciała są w takim stanie, że w większości nie można ich zidentyfikować. Powiedziano, że mają czternaście ciał, które można rozpoznać. (...) Stefana na tej liście nie było.

Czego mogli oczekiwać ci, którzy na własne oczy zobaczyli zarówno miejsce, w którym miał spaść powietrzny statek, jak i jego rozkruszone elementy?

Stanisław Joniec (brat śp. o. Józefa Jońca SP): Wrażenie, jakie zrobiły na nas części samolotu, było piorunujące. (…) To bowiem, co zobaczyliśmy, było i tak dla wszystkich wystarczająco szokujące, bo zrozumieliśmy, jak bardzo ten samolot był zmasakrowany. Każdy z nas mógł wyobrazić sobie, jak ta katastrofa mogła wyglądać.

Każdy z nas sam mógł to sobie wyobrazić. Również i ten, kto nie leciał do Smoleńska czy Moskwy, jeśli tylko choć raz dane mu było obejrzeć film Sławomira Wiśniewskiego nakręcony na polance pod „Siewiernym”.

Jeśli tak poszarpany był stalowy ptak, którym lecieli Delegaci, to jak musiały wyglądać ich kruche ciała? I to niezależnie od tego, czy przyczyną tragedii była katastrofa, czy wybuch.

piątek, 5 maja 2017

Prześwietlamy stenogramy (1) – Tupolew odleciał na lotnisko zapasowe

Miałem nie wracać do analizy materiałów smoleńskich. Ale czuję się rozgoryczony kierunkiem w którym „wyjaśnianie” tej zbrodni przez ostatnie półtora roku zdąża. Ostatnią kroplą, która przelała czarę, była wypowiedź ambasadora USA – Jonesa. Ten po spotkaniu Waszczykowski – Tillerson, kwestię smoleńską skomentował: „Stany Zjednoczone zrobiły wszystko, co mogły (…) Nie widzimy nic więcej, co moglibyśmy zrobić.”
Oznacza to, że administracja Trumpa kontynuuje politykę Obamy polegającą na obłożeniu klauzulą milczenia kwestii 10 kwietnia. Nie wiem dlaczego USA przyjęły taką strategię. Nie mogę się natomiast pogodzić z tym, że nasz rząd nie może (a może nie chce?) upublicznić prawdy. Być może jest jakiś racjonalny tego powód. Ja go nie znam. Może jednak ktoś mi wyjaśni dlaczego wprowadzanie w błąd opinii publicznej co do przebiegu wydarzeń z 2010 roku jest zgodne z Polską Racją Stanu? Jeśli ktoś to zrobi, to oświadczam, że usunę z internetu wszystkie moje dociekania i nie będę podejmował więcej tego tematu. Dopóki jednak nikt mi przekonującego powodu nie podał, proponuję powrót do ... stenogramów z wieży. 

wtorek, 11 kwietnia 2017

Harmonogram wydarzeń w Smoleńsku - w 12 punktach


Przestawiam poprawiany i uzupełniany na bieżąco harmonogram wydarzeń w Smoleńsku (aktualnie skorygowany o nowe materiały opublikowane w dniach 09-13.04.2017) - Czytaj więcej  >>

niedziela, 9 kwietnia 2017

Czy czas ujawnienia prawdy o Smoleńsku już nadszedł?


Czy zbliża się czas prawdy o Smoleńsku? Od razu rozwieję nadzieje: nic mi o tym nie wiadomo - na pewno nie będzie to związane ani z pracami podkomisji Berczyńskiego, ani prokuratury. Wiele natomiast zależeć będzie od polityki USA wobec Rosji. Ameryka jest główną siłą sprawczą, potencjalnie zainteresowaną w ujawnieniu, bądź (taki stan mamy obecnie) nieujawnieniu faktycznego stanu rzeczy. Pytanie tylko, czy to wyłącznie presja USA, czy też nakładają się na to jakieś problemy naszych elit?

Bo chociaż awangarda polityki światowej (w tym również i nasza) doskonale wie jaki przebieg miały smoleńskie wydarzenia, to społeczeństwa żyją w totalnym mroku. Obawiam się, że nie tylko w kwestii smoleńskiej. Czy to dobrze? Nie. Nie jest dobrze. 


sobota, 10 grudnia 2016

XLV. Porządek wydarzeń 10.04.2010 (według relacji świadków smoleńskich)

W 12 krótkich punktach (tekst wytłuszczony) przedstawiam swoją projekcję tego, co wydarzyło się w Smoleńsku 10.04.2010. 

  

1. Godzina 7:25 – ląduje Jak-40 / 044 z dziennikarzami (widzialność jest w granicach od 1 do 2 km, niebo zachmurzone - a więc warunki do lądowania zgodne z poziomem wyszkolenia załogi)


Edmund Klich (przewodniczący KBWLLP, akredytowany przy rosyjskiej komisji badającej zdarzenie z 10.04.2010 w liście do Donalda Tuska z 15.04.2010 -  za "Moja czarna skrzynka. Dokumenty" - str. 11): O godz. 9.26 są następujące (warunki meteo - RM): zachmurzenie pełne 10/10 - stratus, podstawa 100m, widzialność 1 km. W tym czasie 9.26 ląduje Jak-40.  

Artur Wosztyl (dowódca Jaka-40/044): Lądowanie w Smoleńsku odbyło się o godz. 7.25 czasu polskiego. Według czasu rosyjskiego była to godzina 9.25. (zeznanie z dnia 10.04.2010 z godz.19:17 - RM)  

Artur Wosztyl: (...) podczas lotu mam cały czas zegar przed oczyma. Co chwila na niego patrzę, żeby wiedzieć czy lot odbywa się zgodnie z planem. Poza tym - dodał - zaraz po lądowaniu dowódca statku musi wypełnić i podpisać druk rozkazu. Tam trzeba wpisać dokładną godzinę startu i lądowania. 
  


2. Godzina 7:40 - Pierwsze podejście Iła-76  Frołowa


Remigiusz Muś: (…) z zaciekawieniem oglądaliśmy dwa nieudane lądowania samolotu Ił 76 Federacji Rosyjskiej. (…) Próby lądowania tego Iła miały miejsce około po 15 i 30 minutach od naszego wylądowania.

  
Artur Wosztyl: - W międzyczasie nad lotniskiem pojawił się rosyjski Ił-76...
- Tak, jakieś 15 min po nas.  Dwa razy podchodził do lądowania (...)  



3. Godzina 7:45 – Załoga Jaka-40 / 044 informuje DKL Okęcie o lądowaniu swojego samolotu, ale nie wspomina nic o pogodzie, gdyż warunki atmosferyczne towarzyszące podejściu i lądowaniu „dziennikarskiego” Jaka "zgodne z poziomem wyszkolenia" załogi - mgła pojawi się dopiero o godz. 8:00 (patrz punkt 5)


Rafał Kowaleczko (drugi pilot Jaka-40/044): W dniu 10.04.2010 ja osobiście, telefonicznie przekazałem por. Lauksowi do Warszawy fakt naszego lądowania. Nie podawałem mu wtedy warunków meto (tak w oryginale - RM) panujących na lotnisku w Smoleńsku. Raczej nikt z Warszawy nie kontaktował się ze mną w sprawie warunków meto panujących na lotnisku. Natomiast nie wiem czy z innymi członkami załogi ktoś się kontaktował w tej sprawie. 

Artur Wosztyl: Na zadane pytanie zeznaje; po wylądowaniu ja albo por. Kowaleczko telefonicznie poinformowaliśmy DKL (Dyżurnego Kontrolera Lotów por. LauksaRM) w Warszawie o fakcie wylądowania. (...) Do mnie z Warszawy nikt nie dzwonił i nie pytał się o warunki atmosferyczne jakie panują na lotnisku w Smoleńsku. 

Dariusz Januszewicz (oficer Centrum Hydrometeorologii Sił Zbrojnych RP): Informacja zwrotna, przekazana przez dyżurnego ok. godz. 7:45, (...) była krótka: - Dyżurny METEO, chor. Marcin Nojek, poinformował mnie, że pilot samolotu JAK-40 nie podał informacji o warunkach atmosferycznych podczas lądowania w Smoleńsku. 

Raport Millera (str. 87): Według uzyskanych przez Komisję informacji, kontroler WPL OKĘCIE około godz. 5:45 (7:45 czasu polskiego - RM) otrzymał informację telefoniczną od jednego z członków załogi samolotu Jak-40 o lądowaniu na lotnisku SMOLEŃSK PÓŁNOCNY (podane w tym miejscu w raporcie dane o warunkach atmosferycznych nie są informacją przesłaną przez załogę Jaka-40/044, co widać jeśli zestawi się trzy wyżej przedstawione relacje, z informacjami podanymi przez: Lecha Majewskiego i Henryka Grzejdaka w punkcie 7. Nie mogły być także informacjami podanymi ani przez pierwszego, ani przez drugiego pilota Jaka-40/44, z racji tego, że podczas ich lądowania warunki atmosferyczne były w normie. Mgła pojawiła się dopiero o godzinie 8:00, za czym przemawiają relacje licznych świadków. Ich sprawozdania znajdują się poniżej,w punkcie 5.- RM)




4. Godzina 7:55 – Drugie podejście Iła – 76 (warunki atmosferyczne są w dalszym ciągu podobne jak przy lądowaniu Jaka-40 / 044 - brak mgły, widoczność minimum 1 km)


Artur Wosztyl: Po wylądowaniu około godz. 7.20 (o 7:25 – patrz wyżej, punkt 1 – RM) warunki atmosferyczne panujące na lotnisku utrzymywały się przez jakiś czas, myślę, że przez około 30 minut na podobnym poziomie, jak przy moim lądowaniu. Mam na myśli tylko widoczność. 
Artur Wosztyl: Drugie zajście Iła-76 widziałem stojąc już na zewnątrz Jaka-40. Widzieliśmy, że ludzie z wieży wyszli, a śp. chorąży Remigiusz Muś włączył radiostację i stwierdził: „słuchajcie jeszcze raz podchodzi”. Obserwowałem ten samolot. Było go widać z kilometra, albo i więcej. 

Remigiusz Muś: Próby lądowania tego Iła miały miejsce około po 15 i 30 minutach od naszego wylądowania.  




5. Godzina 8:00 –pojawia się mgła.  Nadciąga falami  od wschodu, i przesuwa się w  kierunku  wschodniego progu  lotniska „Siewiernyj”


Artur WosztylPo wylądowaniu te warunki jakiś czas jeszcze się utrzymywały. Ił-76 dwa razy podchodził po nas w podobnych warunkach. One zaczęły się pogarszać jakieś 40 min. po naszym lądowaniu.


Nikołaj Krasnokutski (pułkownik, dowódca 610 centrum ds, zadań bojowych i szkolenia lotniczego – zapis w stenogramach z wieży): No skąd mgła o godzinie 10:00 (ósmej czasu polskiego - RM) kurwa, to jakieś wariatkowo.


Robert Grzywna (Drugi Pilot Tu-154M – zapis w stenogramach z kokpitu): Ale dziesiąta (8:00 -RM) i mgła?


Siergiejew Nikołaj (świadek nr 196 Zespołu Parlamentarnego Antoniego Macierewicza – Biała Księga): Mgła pojawiła się rano, zobaczyłem ją o godzinie 10:00 (8:00 czasu polskiego – RM)


Isd dacza (zapis na smoleńskim blogu z 10 kwietnia 2010 z godziny 10:57): A ja, kiedy się tłukłem o ósmej rano (6:00 - RM), nie było mgły, tłukłem się z powrotem o 10:00 (8:00 -RM) - już się tworzyła. A teraz wszystko we mgle.


Nasz Dziennik (relacja ze Smoleńska nauczycielki, polskiego pochodzenia, przytoczona w grudniu 2010 r. przez „NDz”): Jak relacjonuje kobieta, 10 kwietnia już o 7.00 rano była w pracy. Była wtedy słoneczna pogoda, nie było żadnej mgły. Pojawiła się dopiero po godzinie, więc ok. godziny 8.00 rano czasu polskiego (...). Jak tłumaczy, w pewnym momencie zaczęła gwałtownie gęstnieć, jakby "wychodziła z ziemi". Kładła się gęstymi płatami wyraźnie od strony jaru, który od szosy dzieli odległość około jednego kilometra. Z opisu nauczycielki wynika, że mgła wypełzła z jaru i przemieściła się w kierunku szosy w stronę lotniska Siewiernyj.


Nikołaj Jakowlewicz BodinNikołaj Bodin, lekarz pogotowia ratunkowego, ma działkę obok garaży przylegających do lotniska Siewiernyj. (…) Około 10.00 (8:00 czasu polskiego – RM) zebrał się, by wracać do domu. (…) – Panowała gęsta mgła, a widoczność wynosiła w linii prostej około 30 m, zauważyłem, że korony drzew znajdowały się we mgle – zeznał Bodin. Miał właśnie usiąść w samochodzie, gdy usłyszał w górze szum lecącego samolotu. Jak można przeczytać w zeznaniach, Bodin zobaczył nisko lecący samolot, w linii równoległej do ziemi (…) Potem pobiegłem za nim (samolotem - przyp. PM), widzę leży skrzydło, to niedaleko od tego miejsca. Potem pobiegłem dalej, a on już leżał w błocie.
(Działka Bodina znajduje się kilkaset metrów od lotniska. Mniej więcej w połowie drogi pomiędzy wschodnim progiem pasa lotniska Siewiernyj, a jarem z którego "wyjść" miała mgła. Ponieważ nad lotnisko fala zamglenia nadciągnęła około ósmej, więc działkę Bodina musiała przykryć jeszcze przed ósmą. Przelatujący o 7:55 samolot, którego widzi Bodin to w takim razie Ił-76 Frołowa)


Dmitrij Tutkuszbajew (ratownik pierwszej klasy, kierownik zmiany dyżurnej nr 4):  Kiedy przychodził mniej więcej wolny czas, wszyscy – i ratownicy, i piloci helikopterów, i śledczy – dyskutowaliśmy oczywiście nad tym co się zdarzyło. Wtedy się dowiedzieliśmy się, że w dniu tragedii o 9:00 rano pogoda była przepiękna, a już o 10:00 (ósmej czasu polskiego -RM) lotnisko przykryła mgła; w ciągu pół godziny po katastrofie całkiem się rozeszła.




6. Godzina 7:55 – ASKIL przechodzi „pierwszy Polak”


Edmund Klich (przewodniczący KBWLLP w książce "Moja czarna skrzynka. Dokumenty", str. 11): Po odlocie samolotu Ił – 76, z KL (Kierownikiem Lotów – RM) nawiązała łączność załoga jakiegoś samolotu, który chciał lądować na lotnisku w Smoleńsku i KL nie wydał zgody na lądowanie.
Dariusz Górczyński (urzędnik MSZ oczekujący na Siewiernym): Około godziny 10:00 (czasu moskiewskiego – red., czyli 8:00 polskiego - RM) Paweł Kozłow, który był chyba cały czas w kontakcie ze służbami kontrolnymi lotniska, stwierdził, że jest coraz gorsza pogoda i samolot (polski samolot - RM) będzie robił próbne podejście, ale prawdopodobnie zostanie skierowany do Moskwy na lotnisko Wnukowo.
Anatolij Murawiew (Dyspozytor XUBS w stenogramach z wieży): Pale Waleriewiczu, w pięćdziesiątej piątej minucie ASKIL będzie przechodził pierwszy Polak. (mając na uwadze to, co za półtorej minuty powie meteo – główny synoptyk lotniska –patrz cytat poniżej – jest godzina za pięć ósma czasu polskiego - RM)
(…)
Michał Radgowski (Meteo – synoptyk na Siewiernym w stenogramach z wieży): O godzinie 10:00 (8:00 - RM) odnotowujemy, trzy punkty/stopnie górnej. (A po kolejnych siedmiu minutach...)
(…)
AA: No w dwa, na …. wiecie o tym?
AA: Tak, pojawią się dwa samoloty.(„будет вылет двух бортов.” Co oznacza słówko "вылет" /wylot/? Czy nie można go użyć w tym samym znaczeniu co „выход” /wychodzenie/? Otóż według tłumaczy z Instytutu Ekspertyz Sądowych - str. 242 -zwrot „он уже должен выходить”można tłumaczyć jako:on w zasadzie powinien się pojawić”.A więc „выход” oraz "вылет" oznaczałyby tu pojawienie się” - RM) Ilu ich tam? Niech się od razu na swoich ustawią.
AA: U nas ten, gdyby coś...
Ryżenko: Jego trzeba zawracać.
Pliusnin: A on przecież według "Jużnego".
AA: (niezrozumiale)
AA: Tak, według "Jużnego"
AA: (niezrozumiale). Zawracać.
AA: (niezrozumiale)
Piusnin: Dawaj, wyjeżdżaj prędko, tylko żeby za zezwoleniem.
AA: Ja ich zaalarmowałam wszystkich.
Pliusnin: Zatem biegiem.
AA: Aleksiej szybko ustaw im reflektor w trybie dziennym (kolejna przesłanka za tym, że rozmowa toczy się około godziny 8:00; wnioskuję to mianowicie z tego, że ktoś z BSKL zleca ustawienie reflektorów „w trybie dziennym” - a więc APM-ów - z uwagi na pojawiającą się właśnie mgłę)
AA: Dwa (niezrozumiale).
Pliusnin: Odpowiedział
Murawiew: O której Polak wejdzie na schemat (najprawdopodobniej chodzi tu o podejście na ścieżkę lądowania - RM), komendant się pyta?
AA: Tak, tak, mówi się. Pierwsze centrum, tu piąte.
AA: ...o której się pojawią? (во сколько будет вылет)
AA:… wychodzić teraz pierwszy pojawi się już za siedemnaście, piętnaście, drugi … dawajcie wszystko ...




7. Godzina 8:10 - TU-154M ("drugi Polak") przechodzi punkt ASKIL na granicy białorusko - rosyjskiej 

Paweł Pliusnin (Kontroler Lotów Smoleńsk): Około godziny 10:10 (8:10 – RM) dostałem informację od dyspozytora, iż polski samolot TU-154 „Polskij Falstrot” (jego sygnał wywoławczy) powinien przekraczać „ASKIL” jeden z punktów wyjścia z kierunku zachodniego. Około godziny 10:15 samolot Tu-154 nawiązał kontakt ze mną.

Remigiusz Muś: Widziałem tego Iła, który po drugiej nieudanej próbie lądowania odleciał. Po kolejnych około 20 minutach z głośników naszej radiostacji usłyszeliśmy załogę naszego tupolewa zbliżającego się do rejonu lotniska. Pamiętam, że załoga prowadziła korespondencję z wieżą kontrolną, która kierowała ich aby znaleźli się na kursie odwrotnym do lądowania w celu wykonania zejścia do lądowania. (z zeznań Musia wynika zatem, że była to godzina 7:25+30+20 = 8:15, co potwierdza zeznanie Pliusnina - RM)




8. Godzina 8:15lądowanie „pierwszego Polaka” na lotnisku Siewiernyj  (z uwagi na bezpieczeństwo Głowy Państwa i utajnienie szczegółów wylotu nie wszystkim było wiadomo, którym z pary samolotów – pierwszym (Jakiem-40/047), czy drugim (Tu-154M) - leci Prezydent Lech Kaczyński)


Jarosław Kaczyński: Pamiętam, że pytałem go nawet, jakim samolotem polecą do Smoleńska. Przez pewien czas byłem przekonany, że będzie to JAK, a nie tupolew.


Smolanin (komentarz do artykułu „Czy my znów skrywamy prawdę?zapisany w dniu 11.04.2010 g. 03:05): Na ~15-30 minut przed Tupolewem, wylądował Jak-40, także polski, także z delegacją. 
 
Nikołaj Krasnokutski (w stenogramach z wieży): Znaczy, wg planu właśnie wylądował Jak-40 z tą delegacją i dziennikarzami.
(…)
Siergiej Sypko (szef bazy lotniczej w Twerze – podczas tej samej rozmowy): A co ty mówisz, że mgła wyszła? (Mgła –jak wiemy -wyszła dopiero o godzinie 8:00, a Jak pod dowództwem Wosztyla miał mieć na pokładzie wyłącznie dziennikarzy, więc nie może tu chodzić o Jaka-40/044 – RM) 
Gerard Kwaśniewski (BOR, kierowca i ochroniarz Ambasadora Jerzego Bahra): Wtedy właśnie dowiedziałem się, że choć na liście nie figurowała, na pokładzie była żona mojego dobrego kolegi, Agnieszka Węcławek (funkcjonariuszka BOR – RM). Miała lecieć jakiem (dziennikarzom, ani starszemu referentowi Biura Prasowego Kancelarii Prezydenta ochrona BOR nie przysługiwała, więc jeśli „miała lecieć Jakiem” to na pewno nie „Jakiem Wosztyla” - RM), ale zamieniły się z koleżanką na Okęciu.
 

Generał Lech Majewski (przed sejmową Komisją Obrony Narodowej): Tuż po lądowaniu polskiego Jaka-40 w Smoleńsku 10 kwietnia kontroler wieży na lotnisku Siewiernyj zadzwonił do dyżurnego meteorologa na Okęciu i przekazał mu informacje na temat pogody.  Zameldował też, że załoga naszego samolotu wykonała manewr bez zgody wieży przy podstawie chmur 60 metrów i widzialności poniżej kilometra! (nie mógł być to Jak-40/044 który lądował w zwykłych warunkach -RM)Mało tego. Taki telefon na Okęcie z telefonu komórkowego miał wykonać także pilot Jaka-40. 
Henryk Grzejdak (oficer CH SZ RP):  Informację (o warunkach atmosferycznych – RM) telefonicznie od pilota JAKa-40 uzyskano około godziny 8:20 poprzez służbę meteo na Okęciu.


Paweł Prus (dziennikarz TVP info): Z depesz Polskiego Radia wiemy, że prezydencki samolot wylądował w Smoleńsku kilka minut temu. Ktoś inny, mówi, że słyszał od oficerów BOR-u, że kolumna samochodów wioząca prezydenta i gości jest już w drodze i za chwilę ma się pojawić na cmentarzu. 


Wojciech Cegielski (dziennikarz Polskie Radio IAR): Dwie minuty wcześniej bodajże, ja sam otrzymałem informację, że prezydent już wylądował, że już jedzie. Tak, zresztą już nie pamiętam, natłok tych wydarzeń sprawił, że trudno mi sobie przypomnieć godzinę, ale pamiętam jeszcze nawet serwis z TVP info, kiedy ja z tamtego miejsca też mówiłem, że kolumna prezydencka prawdopodobnie za chwilę wyjedzie z lotniska w Smoleńsku. I dotrze do Katynia. 


9. Godzina 8:25 –Niepokojące wydarzenia wokół samolotu („pierwszego Polaka”), który wylądował na lotnisku „Siewiernyj” 


Paweł Prus  (dziennikarz TVP info): Podobno wylądował, ale nie wyhamował i wypadł z pasa. To polski Jak 40 (…)


Radosław Sikorski (Minister Spraw Zagranicznych - TVP INFO godz. 20:01): Samolot się rozbił, ale nie było wybuchu. Więc była nadzieja, że lądowali i koło się urwało.


Jacek Sasin  (zastępca Szefa Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego przed Zespołem Parlamentarnym Antoniego Macierewicza): Miałem taki obraz, że być może się koło, koła nie otworzyły, prawda, czy coś takiego.


RR Bars  (wpis na forum smoleńskim – smolensk-auto.ru z godziny 8:25): Co się stało z polskim samolotem na naszym lotnisku... stoi bez kół cała straż pożarna miasta tam jest. (nie potwierdzone dane bliskie oficjalnym).


Jarosław Kaczyński:  Pamiętam, że użył słów: "bo się rozpadniesz". W tym momencie przerwało rozmowę. 


Stenogramy z wieży (c.d rozmowy Krasnokutski - Sypko, tuż po pojawieniu się mgły i wylądowaniu Jaka-40) 
Władimir Sypko: A czy ten Jak, to nasz czy Polacy?
Nikołaj Krasnokutskij:  Nie. Polacy.    
Władimir Sypko: Mam jeszcze takie pytanie - z trapami sobie poradzą (niezrozumiale)? (Czyżby Sypko nie wiedział że Jak-40, produkcji radzieckiej posiada własny trap? - RM)  
Nikołaj Krasnokutskij: Nie zrozumiałeś?
Władimir Sypko: Z trapami, z trapami ... (niezrozumiale)
Nikołaj Krasnokutskij: Nie, nie. Jeden zostawili, a drugi jest mój, czyli są dwa trapy, one są dla (samolotu - RM) oznaczonego literą „A” wszystko tu będzie w porządku (Krasnokutskij wyjaśnia Sypko, że trapy przeznaczone są dla TU-154, którym leci Prezydent RP, i że nie ma Go w samolocie który wylądował właśnie, czyli Jaku-40. Oznaczonym literą "A", czyli przewożącym Głowę Państwa jest Tupolew - RM)


Norbert Nowotnik (dziennikarz PAP): Po godzinie 10-tej (8:00RM) gdy ustalaliśmy z moim redakcyjnym kolegą te ostatnie szczegóły dotyczące uroczystości nagle pojawiła się ta informacja. Ona przyszła, nie wiem, ktoś z obsługi sejmu bądź senatu, być może jakiś dziennikarz podał informację, że coś się dzieje. Zaczął panować pewien chaos informacyjny. To było bardzo trudne doświadczenie, dlatego że część osób twierdziła, że to tylko awaria samolotu, że jakiś pożar, że ludzie.


Edward Siarka (poseł): Telefony wszystkich dzwonią – samolot Prezydenta płonie.


Piotr Paszkowski : Na lotnisku w Smoleńsku doszło do katastrofy samolotu rządowego JAK40 - taka informację przekazał rzecznik MSZ Piotr Paszkowski. Na pokładzie jest prezydent Polski Lech Kaczyński. 
() Rzecznik MSZ dodaje jeszcze, że samolot się zapalił, ale został ugaszony.


Andrzej Ćwierz  (poseł): Rozmawiałem z dziennikarzami, którzy byli na lotnisku, między innymi jeden z nich widział, co się działo z samolotem, przynajmniej sugerował, że tam się działy rzeczy takie nienormalne, w sensie takim, że według niego mogły to być wybuchy na skrzydłach samolotu.  
 


10. Godzina 8:25 –trzecie podejście Iła-76 (Frołowa) tyle, że... od zachodu. Przelatuje nad płytą lotniska, ale i tym razem nie ląduje - podrywa się znad pasa (wchodzi na zakres startowy) i odchodzi na wschód w kierunku z którego ma nadlecieć Tupolew. Dzieje się to w momencie w którym wszyscy oczekują podejścia PLF-101. Jak pamiętamy polski samolot miał planowo przylecieć około 8:30
 

Artur Wosztyl: Czas: 8.56, który funkcjonował przez dłuższy czas. Moja pierwsza rozmowa po usłyszeniu tych niepokojących dźwięków, których wcześniej nigdy nie słyszałem i mam nadzieję nigdy nie usłyszę – rozmowa z DKL-em odbyła się o godz. 8.38 czasu polskiego. I to też nie od razu było, że... Po prostu to też, po prostu, niedowierzanie, nie wiadomo, co się dzieje. Po prostu tutaj samolot powinniśmy byli słyszeć – nie słyszymy. Te dźwięki wcześniej... (...) I dopiero wykonałem telefon do DKL-a – godzina 8.38. (...) Dlaczego 8.41? Nie wiem.

Lucja Swiatkowski Cannon (The Washingotn Times): Mniej więcej w czasie gdy miał podchodzić  (polski statek powietrzny - RM), samolot należący do rosyjskiego KGB wynurzył się z mgły, latał bardzo nisko nad lotniskiem, pozorując próbę lądowania, ale przerwał swoje podejście i odleciał. To wydarzenie nie zostało wyjaśnione przez władze rosyjskie, a powód dla którego Ił tam się znalazł nie jest znany. Gdyby faktycznie polski samolot wówczas lądował, mógłby się z nim zderzyć.

Gazeta Wyborcza: Źródła wojskowe podają, że 15 min przed lądowaniem prezydenta służby kontrolne lotniska zabroniły lądować wojskowemu Ił-76 ze względu na złe warunki. 

Program Pierwszy rosyjskiej TV  (z 10 kwietnia 2010): Według informacji podanych przez program pierwszy, 10 minut przed tragedią rosyjski samolot transportu wojskowego, który miał wylądować na tym lotnisku, odszedł na lotnisko zapasowe. 

Relacja TVP z 10 kwietnia - spiker (fragment filmu "Pył na wietrze"): Dziennikarze z Polski, którzy godzinę wcześniej wylądowali na tym samym lotnisku, potwierdzają, że kwadrans przed katastrofą Tupolewa, do lądowania we mgle szykował się wojskowy Ił.
 
WSieci” (fragment zeznania rosyjskiego milicjanta z artykułu Marka Pyzy „Awaria za awarią (…) ujawniamy nowe fakty (...)”): Kiedy obejmowałem służbę przy ochronie obiektu, była jasna słoneczna pogoda, mgły nie było. (...) O godz. 10.30 (8:30 -RM) na lotnisku Siewiernyj próbował wylądować samolot transportowy (z powodu mgły dokładnie nie widziałem modelu i koloru), niniejszy samolot po próbie lądowania zaczął unosić się i skrył się w nieznanym kierunku.

Jerzy Bahr (Ambasador RP w Rosji – transkrypcja rozmowy telefonicznej z 10 kwietnia 2010 r.): Myśmy słyszeli tylko jak przelatywał nad lotniskiem nisko, potem wszystkie samochody zaczęły jechać w tamtym kierunku. (Nie mógł to być Tupolew, gdyż te "wszystkie samoloty" pojechały na wschód, a więc w kierunku z którego miał on nadlecieć.)

Marcin Wierzchowski: (…) usłyszałem świst silników tupolewa. Poznałem, bo leciałem nim wiele razy przy okazji różnych wizyt. (Ił-76 ma takie same silniki jak Tupolew – RM) Zapamiętałem, że potem była cisza. Pierwsze, co mi przyszło do głowy, to: „kurczę, wylądowali”. Powiedziałem do ambasadora Bahra: „panie ambasadorze, jedziemy, chyba wylądowali” Pamiętam tylko ciąg silników, bo dzieliła nas spora odległość, mogło być około 800 m. (...) … on po prostu dodał ciągu.

Remigiusz Muś: Po kilku minutach usłyszeliśmy charakterystyczne gwiżdżące brzmienie silników tupolewa, typowe dla zmniejszanych obrotów przy zniżaniu. Nagle obroty wzrosły do maksymalnych, po dwóch sekundach uderzenie i trzy wybuchy i krótko trwający dźwięk zatrzymującego się jednego silnika a potem już cisza.


Rafał Kowaleczko: Początkowo odgłos był całkowicie normalny, silnik pracował spokojnie. W pewnej chwili jednak dobiegł nas huk silnika, taki jak przy starcie, więc wiedzieliśmy od razu, że dzieje się coś złego. Po chwili usłyszeliśmy odgłos dwóch eksplozji, po nich jakieś głuche trzaski. I zapadła cisza. 
 

Wiktor Bater (dziennikarz): Mówiła jedna z kobiet o tym, że 3 razy samolot próbował podchodzić do lądowania i robił trzykrotny obrót nad lotniskiem,


Rafał Klimuszko: (dziennikarz) informacja od świadków obecnych wówczas na płycie lotniska, którzy próbowali rozmawiać z owym kontrolerem lotów, który z objawami rozpaczy biegał tam i z powrotem. Otóż ten starszy człowiek był przekonany, że rozbił się rosyjski samolot, a polski prezydent kilka minut wcześniej odleciał! Zupełnie tak, jakby to załoga Ił-76 symulowała, że jest prezydenckim samolotem! 


Raport pracy Podkomisji do Ponownego Zbadania Katastrofy Smoleńskiej (prezentacja 10.04.2017): Z całego systemu komend i zachowania zarówno samego Frołowa jak i nawigatorów wynika bowiem, że pilot nie miał lądować (...)




11. Godzina 8:40 TU-154M  po - prawdopodobnie kilkuminutowym - oczekiwaniu (z uwagi na  trzecie  podejście Iła) na holdingu próbuje podejść do lądowania, ale APM-y są wyłączone i samolot nie ma żadnej łączności z BSKL

WSieci” (fragment zeznania rosyjskiego milicjanta z art. M. Pyzy – patrz wyżej): Około godz. 10.40 (8:40 – RM) widzialność w okolicy terenu obiektu chronionego gwałtownie pogorszyła się z powodu gęstej mgły. Mniej więcej w tym samym czasie słyszałem dźwięk silników samolotu w bezpośredniej bliskości od pasa startowego, następnie było słychać dźwięk silników samolotu oddalającego się od pasa startowego. Samolotu nie widziałem. Więcej nie słyszałem dźwięków samolotu zbliżającego się i oddalającego. (...) wszyscy milicjanci zeznają też, (…) że nie widzieli natomiast tupolewa w powietrzu, mimo że znajdowali się bardzo blisko miejsca zdarzenia – nawet kilkadziesiąt metrów od pasa startowego (…).  



Siergiej Antufiew , gubernator obłasti smoleńskiej (w filmie „Anatomia upadku - 2”):  A potem dyspozytor mówi: "Łączność się zerwała", kiedy samolot podchodził do lądowania. 


Marek Pasionek (wiceprokurator generalny): Prokuratorzy ustalili, że na kilka minut przed katastrofą w wieży kontrolnej w Smoleńsku doszło do awarii radiolokacyjnego systemu lądowania. Na monitorach, przed którymi siedzieli kontrolerzy, zanikał punkt oznaczający pozycję samolotu. Kontrolerzy nie znali więc położenia tupolewa,


Raport pracy Podkomisji do Ponownego Zbadania Katastrofy Smoleńskiej (10.04.2017): Gdy Tu-154M znalazł się na wysokości 100m nawigatorzy milczeli i żaden z nich: Ryżenko, Pliusnin czy Krasnokutski nie wydał wymaganej komendy odejścia na drugi krąg. (…) Z relacji świadków wynika, że lampa kodowa znajdująca się przy bliższej radiolatarni nie działała tylko podczas zajścia Tupolewa. 

Raport Nowaczyka: Według Rosyjskiego raportu końcowego (MaK) brakuje zapisów wideo z ekranu radaru w wieży kontrolnej podczas lądowania polskiego air Force One w dniu 10 kwietnia 2010 roku. (...) Jednakże raport rosyjski w rzeczywistości zawiera informacje o lokalizacji znaczników samolotu uwidaczniających ścieżkę schodzenia i mogących pochodzić wyłącznie z zapisu wideoradaru.
 


12. Godzina 8:35 – 8:40 - Odlot Tupolewa na lotnisko zapasowe

Jerzy Miller (Minister SWiA na 83 posiedzeniu Sejmu RP): Wracając do wątku rejestratora. Wczoraj mieli państwo okazję wysłuchać części rozmowy w kokpicie. Zwracam uwagę na dwukrotnie wypowiedziane to samo słowo: odchodzimy. W wersji rosyjskiej występuje ono raz. To nie ta sama osoba powtórzyła, powiedziała drugi raz: odchodzimy. W wersji rosyjskiej to słowo wypowiedział drugi pilot. W wersji polskiej wypowiedział je dowódca załogi i potwierdził drugi pilot. 

 
Raport pracy Podkomisji do Ponownego Zbadania Katastrofy Smoleńskiej (10.04.2017): O godzinie 8:40:54 Protasiukowi udało się ostatecznie zerwać wolantem autopilota i Tu-154M zaczął odchodzić na drugi krąg. Samolot nabierał wysokości tuż za bliższą radiolatarnią, nad którą przeleciał według rosyjskich świadków z obsługi radiolatarni na wysokości około 10 metrów i wciąż się wznosił.


J. U.  (funkcjonariusz BOR - relacja z "Białej Księgi" Zespołu Parlamentarnego) :
W dniu 10 kwietnia 2010 r. objąłem służbę zastępcy oficera operacyjnego BOR w centrum kierowania BOR. (...) Oficer, który pełnił tam służbę powiadomił nas o złych warunkach atmosferycznych nad Smoleńskiem i zapytał, czy jest nam coś wiadomo w tej sprawie. Spytał też, czy istnieje możliwość lądowania na lotnisku zapasowym. (...) Próbowaliśmy ustalić szczegóły dzwoniąc do dyżurnego BOR w porcie lotniczym z poleceniem zebrania informacji ws. lotniska, ws. ewentualnego lądowania samolotu prezydenckiego na innym lotnisku. Przekazał nam, że maszynę przejął nadzór rosyjski i nasza kontrola lotów nie ma z nią łączności.


Jerzy Bahr: Z polskiej strony była pod tym względem wielka nieufność, tzn. nie wierzono w dobrą wolę gospodarzy. Uważano, że Rosjanie chcą wymusić lądowanie gdzie indziej, żeby połamać nam ten rytm, który był przewidziany. I to jednoznacznie było powiedziane: Rosjanie będą robić wszystko, żebyśmy tam "nie siedli". 


Remigiusz Muś: Na zadane pytanie zeznaję: słyszałem korespondencję prowadzoną pomiędzy TU-154M, a wieżą, ale było to na około 12 minut przed katastrofą. Kontroler pytał się TU-154M jakie są jego zapasowe lotniska. Ktoś z załogi odpowiedział, że Witebsk i Moskwa. 


Wojciech Cegielski: Najpierw był chaos, potem było bardzo wiele różnych informacji. A to że samolot zahaczył o drzewa, ale wylądował i nikomu nic się nie stało (Jak-40 z godziny 8:15- RM).  A to, że musiał zawrócić. I poleciał gdzie indziej (Tu-154M - RM).


Jacek Sasin (za książką „Mgła” Anity Gargas, str. 41): (…) może być jakiś problem z lądowaniem, bo ponoć na lotnisku jest mgła i nie wiadomo, czy samolot wyląduje, być może będzie musiał lecieć na jakieś inne lotnisko. Najprawdopodobniej do Moskwy i z Moskwy trzeba będzie delegację przerzucać tutaj.


Gazeta Wyborcza (27.01.2011, z godziny 7:24):- Jeszcze kilkanaście minut przed katastrofą było ustalone, że z powodu złej pogody prezydencki samolot leci do Moskwy i tam przeczekuje mgłę. Nie wiem, co wpłynęło na zmianę tych planów - mówi "GW" jeden z dyplomatów.

 
Gazeta Wyborcza (artykuł z 08.04.2016): Lotnisko w Witebsku czynne było tylko w dni robocze (10 kwietnia była sobota). Drugim lotniskiem zapasowym był port lotniczy w Moskwie i to tam powinni skierować samolot piloci.
 

Artur Wosztyl (w stenogramach z kokpitu): Jeżeli wam się nie uda za drugim razem, to proponuję wam lecieć yy na przykład do Moskwy.

Leszek Kilanowski (komendant Centrum Hydrometeorologii Sił Zbrojnych RP – fragment książki „Smoleńsk. Zapis śmierci” Michała Krzymowskiego i Marcina Dzierżanowskiego) :Jak tam dzisiaj? Spokój?
Henryk Grzejdak: Nie
- Nie?-zdziwił się komendant.
- Nie...yyy...poleciał do Moskwy. wyleciał dwadzieścia siedem minut... Znaczy tak, najpierw Jak poleciał, wylądował - wystrzelił Grzejdak. Mówił tak, że trudno było cokolwiek zrozumieć.
-Czekaj, gdzie?
-Do Smoleńska.

Piotr Jakucki (dziennikarz): Podobnie jak m.in. znany niemiecki ekspert od terroryzmu Gerhard Wisniewski, dostrzegamy duże analogie do prowadzonej pod tzw. fałszywą flagą operacji Northwoods z lat 60., która prawdopodobnie została także wykorzystana w 2001 r. w Shanksville. Mówiąc w największym skrócie chodzi o to, że uwagę opinii publicznej skupiono na polance smoleńskiego lotniska jako na „miejscu katastrofy”, a być może polską delegację zlikwidowano w innym miejscu. Wiele poszlak na to wskazuje.