poniedziałek, 21 października 2019

Cała prawda o śmierci księdza Jerzego Popiełuszki (dotyczy też sprawy Smoleńska)

Jeszcze nie tak dawno myślałem, że to o czym szeptano w dźwiękoszczelnych pomieszczeniach wywiadu, z dala od kamer i mikrofonów, w pewnym momencie eksploduje i zatrzęsie posadami Rzeczpospolitej. A wszystkie żelbetonowe sowieckie kolumny, potiomkinowskie atrapy runą ostatecznie w gruzy za sprawą prawdy o śmierci Jerzego Popiełuszki -  okrzykniętej „kamieniem węgielnym III RP”- która się objawi.
Domagałem się pełnej informacji o zbrodni dokonanej na księdzu Jerzym, rozliczenia wszystkich winnych jego śmierci. Pisałem, że w pewnych sprawach nie ma kompromisów i że świadectwo prawdzie należy dawać nawet za cenę własnego życia.

Nie zmieniłem zdania.

Ksiądz Jerzy przechadza się po niebieskich łąkach, schodzi w parowy rajskiej rzeki z ciepłym uśmiechem na ustach. Gdyby chciał, aby prawda wypłynęła na powierzchnię jak nuklearna torpeda i rozwaliła cały postkomunistyczny śmietnik, to czy nie sprawiłby tego?

Nie zmieniłem zdania o wadze prawdy. Zmieniłem o jej istocie. 

Sądzę, że prawda nie potrzebuje trubadurów. Nie przychodzi zapowiadana rykiem trąb, ani wielkimi fajerwerkami, kosztownymi trailerami, akcjami reklamowymi i feerią świateł na bilbordzie nieba. Gdybym miał ją do czegoś porównać to do przebiśniegu. 

Wykluwa się powoli. Najpierw jest maleńką zieloną kropką na zimnej bieli, potem przecinkiem, a w końcu łodygą liściem i pąkiem. Nie eksploduje jak przeciwpiechotny granat. Rozwija się.



Oglądałem w niedzielę kilka programów o Błogosławionym. Z wszystkich wynikało, że ta oficjalna, kiszczakowa prawda którą znamy o jego śmierci jest zwykłym fejklem. Mówiono, że nie znamy rzeczywistej daty zgonu, ani nie wiemy dokładnie co zdarzyło się po uprowadzeniu. Podawano jakie obrażenia doznało ciało księdza. Dla każdego, kto tylko myśli i wyciąga wnioski stało się jasne, że jest niemożliwym, aby tak wymyślnych i okrutnych tortur mogło dokonać trzech (choćby i wynaturzonych) funkcjonariuszy, podczas podróży samochodem. Nawet jeśli księdza wieziono przez kilka godzin spętanego w bagażniku i okładano pałką.

Prowadzący program o księżach niezłomnych w TV Trwam zapytał gości - prokuratora Andrzeja Witkowskiego, prof. Wojciecha Polaka z IPN, oraz prof. Waldemara Rozynkowskiego, czy to jak zginął ksiądz Jerzy zmienia coś w postrzeganiu przez nas jego świętości i męczeństwa?


Prawda powoli wyłania się na naszych oczach. Nie krzyczy, nie puszy się, nie strzela drzwiami. Jest prawdą.

niedziela, 20 października 2019

Wróg chce wywołać w nas poczucie permanentnego lęku

W piątek wpadł do mnie po południu Janek, emeryt. Nie wiedziałem go już od kilku miesięcy. Wyraźnie było po nim widać, że jest czymś bardzo zaniepokojony. - Jak myślisz czy wybory mogły zostać sfałszowane? - zagadnął, niemal zaraz po powitaniu. Popatrzyłem w jego oczy i zobaczyłem w ich kącikach niepokój. - A jak myślisz - odpowiedziałem mu pytaniem na pytanie - skoro wynik generalnie pokrywa się z badaniami różnych sondażowni, z lewej i z prawej , ze środka i jeszcze z zewnątrz, to w jakim stopniu mogą być sfałszowane? Do czego Janku zmierzasz? 
- Obawiam się - westchnął ciężko, a ja w tym momencie poczułem,  że te słowa  autentycznie płyną mu z serca - że teraz PiS, mając taką władzę może nas wziąć za pysk.
- Co to znaczy „taką władzę” - uśmiechnąłem się. - Mają w Sejmie dokładnie tylu posłów ilu mieli w poprzedniej kadencji, a w Senacie nawet mniej. Realnie można więc powiedzieć, że mają znacznie mniej władzy. Co ty Janku oglądasz za programy w telewizji? Skoro przez cztery, lata będąc teoretycznie silniejsi niż teraz, nie zrobili nic złego, a wręcz - powiedziałbym - starali się zrobić tyle dobrego ile mogli, to dlaczego akurat teraz mieliby chcieć „wziąć nas za pysk”?

Pewnie bym o tym zdarzeniu zapomniał i złożył je na karb powyborczego pobudzenia Janka, gdyby nie to, że następnego dnia odwiedziłem kilka saloników prasowych. Co rzuciło mi się w oczy? W każdym z tych miejsc, od wejścia nieodmiennie przykuwała moją uwagę okładka „Nesweeka”. Czarna plama obwoluty, a z jej mroku wynurza się, nieco diabolicznie, twarz Jarosława Kaczyńskiego. Pod nią czerwony napis „Pójdzie na całość?” 

Można wzruszyć ramionami, albo skrzywić się na to z niesmakiem. Ale, moim zdaniem, była by to niewłaściwa reakcja. Bo ta okładka to nie jest subiektywny osąd jakiegoś redaktora, czy nawet wyraz frustracji całej redakcji tygodnika. Ja widzę w tym z premedytacją realizowany program. Jest nim wywoływanie społecznego lęku. To zresztą tylko jedno z takich działań. Wystarczy - tylko przykładowo - pooglądać TVN, poczytać Onetu, posłuchać kilku polityków opozycji. Ten motyw nastawiony na wywoływanie lęku przewija się tam - moim zdaniem - nieustannie.