piątek, 7 czerwca 2019

Bajki o dyktaturze, oraz dlaczego animki się boją większości konstytucyjnej

Co by było, gdyby PiS wbrew obowiązującemu prawu przeprowadził reformę sądownictwa? Taką jak zamierzał na początku - likwidującą sądowe mafie, oraz cały wymiar niesprawiedliwości i korupcji? Byłaby wielka awantura na skalę światową, okrzyknięto by Jarosława Kaczyńskiego dyktatorem, a Zbigniewa Ziobrę faszystą i wszystkie “cywilizowane kraje” (czytaj: Niemcy i ci członkowie UE, którzy daliby się do akcji zwerbować) zerwałyby relacje z Polską. Mielibyśmy blokadę gospodarczą, bojkot polityczny (w najlepszym razie) i „totalitarny reżim PiS” upadłby w ciągu dwóch tygodni. A stary system sądownictwa, na wiele, wiele lat, zostałby zakonserwowany. To jest tylko jeden z przykładów wyjaśniających dlaczego działania rządu wydają się być - według niektórych - „mało zdecydowane i asekuracyjne”.
Konfederaci określają te ostrożne (ja tak je nazywam, nie oni) posunięcia rządzących, zdradą narodową, a „skończona opozycja” zdradą stanu. Ciekawa analogia, która świadczy nie tylko o dewaluacji słów, ale i o rosnącym ryzyku zastąpienia ich inną, mocniejszą walutą.

Mnie zaś wcale nie dziwi ta powściągliwość rządzących w swoich posunięciach, ponieważ pamiętam rok 2007, kiedy to gorzkie łzy jednej tylko pani polityk– hochsztaplerki, przechyliły szalę zwycięstwa wyborczego, na stronę „platformy miłości”, gdyż społeczeństwo dało się ponieść emocjom i wzięło stronę „biednej pokrzywdzonej”. Okazało się, że również i wymiar sprawiedliwości nie ruszył babki, choć brała ona w łapę i były na to oczywiste dowody.
Dobra, mogą być takie pojedyncze przypadki. Ale co myśleć, o całej tej sytuacji, kiedy mniej więcej w tym samym czasie, sprzedajny polityk zostaje złapany niemal za rękę na tym, jak uprzedza szemranego biznesmena o akcji CBA? Są na to kwity, filmy, oraz zeznają przeciwko niemu świadkowie. A jednak „wymiar” każe go wypuścić, sugerując, że akcja ta jest aktem politycznym, przeprowadzonym przez ugrupowanie, z którym kaście nie jest po drodze. Moim zdaniem – wygląda to jak Cosa Nostra.
PiS nie był w 2007 roku, w stanie nikogo rozliczyć, bo jako jedyna partia poddał się wewnętrznej lustracji, czego niektóre środowiska bały się jak zarazy i wolały nie ryzykować wsparcia dla ugrupowania, które mogłoby od nich zażądać tego samego. Ta sytuacja trwa do dziś. PiS może sobie składać wnioski o skazanie za poważne przestępstwa przeciw państwu i gospodarce, ale niekoniecznie powinien liczyć na sprawiedliwy wyrok wydany przez system, jeśli ten akurat uzna, że oskarżonym został „ktoś z naszych”. 

To pokazuje także, po jak bardzo kruchym lodzie stąpa rząd. Jak ostrożnie musi działać, aby nie zanurkować jak plasterek cytryny pomiędzy kostki lodu. Właściwie nie ma pewnego - tu na Ziemi - oparcia w niczym, ani nikim. Ani w Unii, ani w USA, ani, jak to pokazuje przywołany przykład pani – oszustki, w narodzie, niestety.
Komu zależy na destabilizacji i osłabianiu Polski i wzmacnianiu istniejącego systemu? Temu, komu się to opłaca. Niemcom i Rosji – oczywiście – bo po co im mocny bufor pomiędzy sobą, Żydom – jak najbardziej – im słabszy rząd, tym miększy. Nawet Amerykanom jak widać się to kalkuluje, bo jak ktoś się wewnętrznie szarpie, to się z nim przecież łatwiej negocjuje.

Albo spójrzmy na inną kwestię: reformy mediów. Jakie mocne państwo pozwoliłoby sobie na to, aby obca nacja miała większościowy pakiet w krajowej prasie i telewizji? Gdzie jest druga taka ziemia, w której agentura wpływu modeluje opinię społeczną w takim stopniu jak ma to miejsce w Polsce? Gdzie już sama tylko zapowiedź nowej ustawy medialnej, zmieniającej te chore antypolskie proporcje, wywołuje podziemne wstrząsy rozchodzące się po całej Europie. Jak to! - krzyczą farbowane lisy i inne obleśne stwory rodem z „Folwarku zwierzęcego”. - Nie dość, że śmieli podnieść rękę na trzecią, to i z czwartą władzą, opartą na „lojalnych, oportunistycznych pismakach” chcą zrobić porządek? Bezprawie, łamanie Konstytucji, faszyzm!

Wy, którzy się ciskacie, że rząd nie mówi prawdy, że ulega wszystkim dookoła, że nie potrafi negocjować, że uprawia rozdawnictwo, że jest przeciw narodowi, że nie uchwalił ustawy antyaborcyjnej, że rozkłada instytucje, że to, tamto i siamto …
- Dostali od nas waleta – wołają Konfederaci – czego nie walą na odlew asem?!
- Są zbyt mocni. Rozwalają sądy i wprowadzą dyktaturę, albo rozniecą wojnę. Trzeba wezwać na pomoc Niemców, żeby zrobili z nimi porządek! - majaczy gorączkowo były przywódca.
Kto im tak poprzestawiał we łbie?!

Nie, tych którzy krzyczą, nie proszę o zastanowienie. Bardzo natomiast namawiam do tego tych, którzy słuchają tego ich bredzenia: nie dajcie się zainfekować, spójrzcie chłodnym okiem, tylko na te dwa obszary – sprawiedliwości i mediów.
Przemeblowanie tych dwóch sfer jest przecież w interesie rządzących. Rzekłbym nawet – jest dla nich priorytetem, podstawą do skutecznego rządzenia. Dlaczego nie zrobili w nich porządku, twardo i szybko „jak marszałek Śmigły-Rydz”? Czy dlatego, że są słabi, przekupieni, niezdecydowani, niemoralni? Nie. Dlatego, że nie mają wystarczająco mocnego mandatu i wsparcia. Myślę, że gdyby próbowali teraz zagrać zbyt mocno, to przegraliby nie tylko „wszystko co nasze”, lecz i swoją ostatnią szansę. Z prędkością świeżo wyremontowanego „Pendolino” wróciłaby do władzy partia zdemoralizowanych i rozhisteryzowanych bab, oraz skorumpowanych konowałów, poparta głosami zagranicznych, jodłujących lewaków, po to, aby rozłożyć ten kraj już na amen.

Sępy cały czas siedzą na skałach. Czekają. Na jeden nieostrożny ruch. Jeśli ktoś myśli, że PiS ma pełnię władzy i może sobie skakać jak kozica ze szczytu na szczyt, to się myli.
I bynajmniej nie jest też moim zamiarem straszyć kogokolwiek złym Donaldem i Shrekiem, którzy w bajkowej krainie zrobią kęsim. Te postaci są na tyle groteskowe, że nie wzbudzają chyba w nikim lęku. Jeśli ktoś jest niebezpieczny, to twórcy tych animków. A w sumie nawet i nie oni, tylko producenci całej tej koszmarnej kreskówki.

Moim zdaniem, chodzi głównie o to, aby spokojne spojrzeć na to, co rząd w Polsce zrobić może, czego nie może, i jakie konkretne działanie rządzących, może nieść ze sobą konsekwencje. Absolutnie nie zachęcam aby aprobować ślepo wszystkiego, co rząd ten robi i jak robi. Ja na przykład bardzo jestem zdegustowany polityką informacyjną. Bo jeśli nie odpowiada się na wszystkie pytania, tylko na te, na które samemu chce się odpowiedzieć, to nie sprzyja to wzrostowi społecznego zaufania. A na pewno nie takiemu, jakie by mogło być. Nie chodzi mi o jakieś wstrząsające wyznania, ale proste wypowiedzi, nawet w rodzaju: „z uwagi na bezpieczeństwo państwa odpowiedź nie może być udzielona”. Niby drobiazg, niby nic, a jak bardzo wzmacnia poczucie, że władza traktuje nas serio, a nie jak dzieci, które jeszcze nie dojrzały. Może się czasem okazać, że wcale nie trzeba rozdawać tylu cukierków, że wystarczy potraktować kogoś poważnie, aby zyskać u niego większy szacunek. Jako ojciec zauważyłem, że tak to działa – im dłużej traktujesz kogoś jak dziecko – tym dłużej masz z do czynienia z gówniarzem.

Jednak pomimo tego, że mi się kilka rzeczy nie podoba, to i tak chciałbym, aby Prawo i Sprawiedliwość zdobyło w tym przyszłym Sejmie większość konstytucyjną. Żeby ułożyło sobie prawo w Polsce według swoich planów i zrobiło porządek po swojemu. Gdyby to ode mnie zależało, dałbym im całkowicie wolną rękę, aby pokazali co potrafią, czego chcą naprawdę, a czego nie. Intuicja podpowiada mi, że trzeba zaryzykować. Przecież stan zawieszenia w jakim się znajdujemy to najgorszy stan - destrukcyjny i wykańczający. A tak, będziemy mieć od razu pełną jasność. Albo udowodnią, że mają wizję sprawiedliwego i bezpiecznego państwa, albo pokażą, że jej nie mają. Wtedy będą musieli odejść.
 
A zagrożenie dyktaturą?
Bez żartów. Przy takiej ilości wrogów wewnętrznych i zewnętrznych jakich ma PiS, dyktatura to rojenia chorego umysłu, zainfekowanego ciężkim poczuciem winy i lękiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz