poniedziałek, 10 października 2016

W godzinę "katastrofy"

W sześć i pół roku po wydarzeniach kwietniowych przestawiam poprawiony rozdział książki "Zatarty ślad. O 10 kwietnia 2010 roku."



W godzinę "katastrofy"

W Warszawie dochodzi godzina 8:37. Prawe ucho dyżurnego COP jest czerwone od przyciskanej doń od dłuższej już chwili słuchawki. Podpułkownik czuje także wyraźny niesmak. Zdaje już sobie bowiem sprawę z jednego: Biuro Ochrony Rządu nie przygotowało się do lądowania Tutki na żadnym z lotnisk zapasowych141. Wygląda, że położyli na to całkowicie lagę – dochodzi do wniosku. Jak można tak zupełnie olać Kancelarię Prezydenta? Toż to trzeba być… Zresztą, co to za ochrona, która o niczym nie wie, na nic nie jest przygotowana, i nie potrafi nawet właściwie zareagować w kryzysowej sytuacji? Zalewski nie jest w stanie ogarnąć tego swoim ścisłym umysłem. – Tak, najlepiej jest umyć ręce i udawać, że się tu tylko sprząta – podsumowuje, nerwowo wciskając, już po raz któryś z rzędu tego dnia, numer do Centrum Hydrometeorologii Sił Zbrojnych.
–  No i co Heniu? – pyta spokojnie, choć w jego głosie daje się wyczuć napięcie.
No wychodzi na to, że jak już chce tam koniecznie, to powinien lądować w Moskwie… 142.
Skąd niby major Henryk Grzejdak ma wiedzieć, że „chce koniecznie” lądować, skoro ponoć nikt nie ma kontaktu z Tupolewem od chwili gdy ten znalazł się nad Smoleńskiem? Kto mógł mu o tym powiedzieć? I czy żeby „koniecznie chcieć” lądować, „pokład” samolotu wiozącego Delegację nie musiał by się w pierwszej kolejności zorientować, po pierwsze że warunki atmosferyczne uniemożliwiają przyziemianie na XUBS, a następnie przedstawić warszawskiej centrali swoją decyzję co do woli lądowania na ruskiej ziemi?
W końcu, czy nie wydaje się to dziwne, że mimo generalnego ponoć braku kontaktu z samolotem, Grzejdak o godzinie 8:39 ma skierować do jego pilotów „sugestię lądowania w Moskwie”143, a dyżurny COP – Zalewski (po bezpłodnej konsultacji z Centrum Operacyjnym BOR) przyznać się po kolejnych kilkunastu minutach: - Ja tu poleciłem, żeby na Okęcie144?

Czy cała ta sytuacja nie wygląda tak, jak gdyby z Tupolewem pomiędzy godziną 8:22 a 8:39 kontakt jednak był? Jakby ta rozmowa pomiędzy oficerami dyżurnymi, dotyczyła tylko ustalenia możliwego lotniska zastępczego?
Czternaście minut później, o godzinie 8:52 major Grzejdak pyta podpułkownika Jarosława Zalewskiego, czy ten informuje swego przełożonego o zmianach w planie lotu Tupolewa; a ten odpowiada mu, że nie, gdyż i tak na to gdzie samolot poleci nie ma on żadnego wpływu.
Załoga podejmie decyzję. Ja im nic nie mogę sugerować tutaj – mówi.
Czy może tak niefrasobliwie podchodzić do sprawy powiadomienia szefa, człowiek którego głównym zadaniem jest monitoring samolotu, gdyby rzeczywiście nie miał on żadnego pojęcia gdzie ten samolot się znajduje? I czy takie zdanie może formułować ktoś, kto od pół godziny nie ma kontaktu z załogą Tutki? Nie sądzę. Jest to moim zdaniem stwierdzenie osoby, która tylko doskonale zdaje sobie sprawę z tego, iż jej decyzyjność jest bardzo ograniczona. I która wprawdzie poleciła „żeby (w zaistniałej sytuacji lecieli) na Okęcie”, ale nie jest w stanie nic więcej zrobić145.
Właściwie samo w sobie to polecenie jest słuszne. Jeśli BOR nie widzi konieczności zabezpieczenia żadnego z lotnisk zapasowych, to jedyną racjonalną decyzją, jaką może Zalewski zaproponować Tutce jest powrót samolotu do Warszawy. Tyle, że jeśli wola „pokładu”, jest taka, aby kontynuować podróż, to czy decyzja, które lotnisko zostanie wybrane na zapasowe, ma w tym wypadku jakieś znaczenie? Przecież BORu nie ma nie tylko na żadnym z lotnisk zapasowych, ale nawet na samym „Siewiernym”. Sterczy tam tylko kilku naszych dyplomatów. Czym od Smoleńska różniłaby się pod względem bezpieczeństwa przylotu taka Moskwa lub Mińsk? Właściwie niczym. Tam także znajdują się przecież polskie przedstawicielstwa dyplomatyczne, które w razie potrzeby mogą oddelegować do portu lotniczego swojego emisariusza. I przecież Moskwa tak właśnie czyni – wysyła na Wnukowo wiceambasadora Piotra Marciniaka.

Czy to wszystko może zatem oznaczać, że – gdy rozmawiają ze sobą, o godzinie 8:52 oficerowie dyżurni Centrum Operacji Powietrznych i Centrum Hydrometeorologii – Tupolew wciąż jeszcze dokądś leci?
Choć to zabrzmi niewiarygodnie, ale wydaje się, że tak. Trudno jest bowiem uwierzyć, że przez czternaście minut, które minęło od powiadomienia przez porucznika Wosztyla – Dyżurnego Koordynatora Lotów (36 Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego), o zaistnieniu katastrofy (8:38), ten wciąż jeszcze nie przekazał tej wiadomości do Centrum Operacji Powietrznych146 . I nie zweryfikował informacji podanej przez dowódcę Jaka-40/044 z danymi systemu PACARS, które pozwalają mu na bieżąco monitorować lot Tutki147 . No, a poza tym jeśli nawet samo Centrum Operacji Powietrznych rzeczywiście nie ma kontaktu z Tupolewem, to przecież posiada urządzenie monitorujące lot samolotu o statusie HEAD. A Obowiązek śledzenia lotu Tupolewa przez COP wynika bezpośrednio z Instrukcji organizacji lotów statków powietrznych o statusie HEAD 148.

Pomiędzy godziną 8:59, a 9:04, major Henryk Grzejdak oznajmia swojemu przełożonemu, że polski samolot „powinien praktycznie lądować w tej chwili”149. Skąd czerpie on wiedzę, że powinien lądować właśnie wówczas? Czy nie od Jarosława Zalewskiego przypadkiem? I czy nie zastanawiający jest ten czas, o którym mówi oficer CHSZRP w zestawieniu z oficjalną „godziną katastrofy”, którą przez dwa tygodnie po 10 kwietnia 2010 miała być 8:56?

Tego samego dnia, późnym wieczorem, Minister d/s Nadzwyczajnych Federacji Rosyjskiej – Siergiej Szojgu melduje premierowi Włodzimierzowi Putinowi: - Szanowny Władimirze Władimirowiczu. O 8:50 dnia dzisiejszego, na lotnisku „Północny” w Smoleńsku, podczas podejścia do lądowania zniknął z radarów samolot TU-154M, wykonujący lot na trasie Warszawa-Smoleńsk.150
Tu rodzą się kolejne pytania. Dlaczego osoba, która od rana koordynuje działania służb operacyjnych i ratunkowych” raportuje swemu przełożonemu fałszywą (jak ma się wkrótce okazać) godzinę zdarzenia? I skąd można mieć pewność, że podana po kolejnych dwóch tygodniach godzina 8:41 także taką nie jest? Czy czas zdarzenia nie powinien być po prostu rzeczywistym czasem zdarzenia? I właściwie dlaczego miano by go dopiero uzgadniać (i to przez dwa tygodnie)? Dlaczego godziną „K” nie była podawana przez świadków znajdujących się przy płycie lotniska godzina 8:00? Czy dlatego nie mogła nią być, gdyż nie pasowała do „twardych” danych? Na przykład tego, iż Tupolew wyleciał z Warszawy o 7:27, a nie o 7:00 jak pierwotnie planowano (gdyby wyleciał o 7:00 to wówczas godzina 8:00 „katastrofy” byłaby jak najbardziej na miejscu)? Czy jeśli czas „katastrofy” uzgadnia się, żmudnie dopasowując wersje o jednym, dwóch, a nawet czterech podejściach, to czy nie powinno nasunąć się w pierwszej kolejności pytanie o to, czy takie zdarzenie miało w ogóle miejsce?

Wszystko to wydaje się bardzo dziwne, bo przecież kiedy oficer z Centrum Operacji Powietrznych spekuluje jeszcze z oficerem Centrum Hydrometeorologii Sił Zbrojnych, na którym to rosyjskim lotnisku Tupolew powinien w tej chwili lądować - na smoleńskiej polanie gdzie miała mieć miejsce tragedia, są już pracownicy polskiej ambasady z ambasadorem Jerzy Bahrem. Za moment na „Siewiernyj” przybędą z Katynia polscy dziennikarze i zaczną, z pewnego oddalenia (rosyjskie służby specjalne nie dopuszczają nikogo „do wraku”) „relacjonować katastrofę”151. Niemal w tym samym momencie pojawi się przy nich montażysta Sławomir Wiśniewski, który opowie żurnalistom jak to sfilmował „miejsce katastrofy” i jak (po blisko godzinnym przetrzymywaniu go przez FSB152) udało mu się „oszukać ruskich” – podmieniając nagrany przez siebie film. Z relacji opowiedzianej przez niego jasno jednak wynika, że zapis z wrakowiska powstać musiał tuż po godzinie 8:00, gdy tylko usłyszał - podobnie jak inni świadkowie znajdujący się poza lotniskiem - „odgłosy katastrofy”153.

Gdy kilka minut po dziewiątej, kiedy do ppłk. Henryka Grzejdaka zadzwoni jego przełożony komendant Centrum Hydrometeorologii płk. Leszek Kilanowski, ten zapytany, czy wszystko w porządku, zda mu krótko następującą relację:
- Nie… yyy… poleciał do Moskwy. Wyleciał dwadzieścia siedem minut... 154.

***

Czy rzeczywiście w czasie gdy rozmawiają ze sobą oficerowie COP i CHSZRP nasz flagowy, powietrzny statek wciąż jeszcze pokonuje kolejne przestrzenie? Przenika mgławice skondensowanych oparów, wędruje szlakami mlecznych chmur, płynąc ku nieznanym sobie sferom? Ku miastu, nad którym od wieku żarzy się nocą krwawa gwiazda zagłady?
W porannym świetle, na niebie widnieje smuga migotliwych kryształów. Rozmywa się, przekształcając w obłok. Kiedy się mu lepiej przyjrzeć – widać, że to zatarty podniebny ślad…


……………………………………………
141 Biała Księga PiS, str. 99. załącznik nr 47 (http://www.eostroleka. pl/biala-ksiega-pis-pdf,art25233.html) „Kolejną informacją dotyczącą tego lotu był telefon z Centrum Operacji Powietrznych, było to ok. godz. 8.30, może kilka minut później. Oficer, który pełnił tam służbę powiadomił nas o złych warunkach atmosferycznych nad Smoleńskiem i zapytał, czy jest nam coś wiadomo w tej sprawie. Spytał też, czy istnieje możliwość lądowania na lotnisku zapasowym. Dla nas to było zaskakujące (...)”

142 Rozmowa Jarosława Zalewskiego z Henrykiem Grzejdakiem z godziny 8:37: „Ppłk. Jarosław Z: No co, Heniu? Mjr Henryk G: No, wychodzi na to, że powinien, jak już chce koniecznie, to w Moskwie. Z: Ale dlaczego? Ale on ma zapasowe na Witebsk i ten… Witebsk i Mińsk. G.: Witebsk powiedział mi poprzednik, że jest nieczynne. A Mińsk ma taką samą odległość, jak do Moskwy”. [za:] http://www.wprost.pl/ar/215934/Oficerowie-mo- nitorujacy-lot-Tu-154-Witebsk-jest-na-Bialorusi/.

143 „Według naszych informacji na minutę przed katastrofą (8:40 – przyp. RM) mjr Grzejdak prosił dyżurnego meteorologa Okęcia o pilne przekazanie – tym razem pilotom Tu-154 – „sugestii lądowania w Moskwie”. Eksperci, z którymi rozmawialiśmy, podkreślają, że on także „miał techniczne możliwości” by skontaktować się z załogą Tupolewa. Dlaczego tego nie zrobił? Nie wiadomo”. [za:] Wiadomościami TVN (http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/zaloga-jak-a-nie-ostrzegala-przed-fatalna-pogo-da,165205.html).

144 Rozmowa Jarosława Zalewskiego z Henrykiem Grzejdakiem z godziny 8:52: „Z: A no zobaczymy, bo ja póki co rozmawiałem z BOR em. BOR na razie nie ma żadnej informacji. Ja tu poleciłem, żeby Okęcie…” [za:] (http://www.wprost.pl/ar/215934/ Oficerowie-monitorujacy-lot-Tu-154-Witebsk-jest-na-Bialorusi/.

145 „Z: A no zobaczymy, bo ja póki co rozmawiałem z BOR-em. BOR na razie nie ma żadnej informacji. Ja tu poleciłem, żeby Okęcie… G.: Wiesz, jak nie wiem, czy Smoleńsk nie będzie ich tam kierował. Z: Całkiem możliwe. No słuchaj, no przecież to, to jest, to jest nasza głowa państwa. I oni też chyba chcą… chyba chcą, żeby tam był. G.: Dobra. To kogoś informujesz wyżej od nas? Z.: Nie, na razie nie, bo co, co, słuchaj. Ja nie mam tutaj wpływu i zobaczymy. Załoga podejmie decyzję. Ja im nic nie mogę sugerować tutaj”. Tamże.

146 Artur Wosztyl [w:] Anita Gargas „Anatomia Upadku 2” – film dokumentalny]: „Rozmawiałem z DKL-em, do którego zadzwoniłem zaraz po rozmowie z panem pułkownikiem Raczyńskim. Dyżurny kierownik lotów. I on powiedział, że na jego telefonie, w połączeniach, które ze mną miał, było (to – przyp. autora) o godzinie 8:38”.

147 System PACARS – wojskowa (szyfrowana) odmiana cywilnego systemu ACARS bazująca na sieci przekaźników na całym świecie. Informacje z systemu są automatycznie i nieustannie przesyłane do bazy na ziemi, co kilka minut. Informacje przesyłane przez ten system zawierają szczegółowe dane o położeniu maszyny, stanie urządzeń pokładowych, parametrach lotu i decyzjach załogi itp.

148 Radiostacje wojskowe VHF/UHV wykorzystywane są do kontroli ruchu lotniczego, a także do monitorowania częstotliwości ratunkowych, oraz innych aplikacji związanych z łącznością lotniczą (…) zapewniają bezpieczną łączność w trybie ziemia-powietrze, oraz ziemia-ziemia. [za]: https://www.maw.pl/pl/wojska-specjalne-radiostacje-zakresu-hf-vhf-uhf

149 Rozmowa dyżurnego operacyjnego Centrum Hydrometeorologii majora Henryka Grzejdaka Ze Komendantem CH Leszkiem Kilanowskim, z godziny 8:59–9:04: „K.: I on jest teraz w powietrzu, tak? G.: Powinien praktycznie lądować w tej chwili. Być może tam i Smoleńsk ich gdzieś kieruje. Ja powiedziałem operacyjnemu, że najbliżej jest Briańsk na południu i Moskwa”. [za:] (http://www.wprost.pl/ar/215934/ Oficerowie-monitorujacy-lot-Tu-154-Witebsk-jest-na-Bialorusi/.

150 С.К.Шойгу: Уважаемый Владимир Владимирович, в 10:50 сегодняшнего дня в аэропорту «Северный» Смоленска при заходе на посадку пропал с радаров самолет ТУ-154 М, совершавший перелет по маршруту Варшава-Смоленск. (http://web.archive.org/web/20100417032352/http://www.premier.gov.ru/events/news/10179/)

151 Film Jacka Kruczkowskiego „Na własne oczy” (https://youtu. be/V0r2CztEK20).

152 Sławomir Wiśniewski. Montażysta TVP (http://orka.sejm.gov.pl/ ZespolSmolenskMedia.nsf/files/ZSMK-9STJU7/$File/Analiza%20 relacji%20200%20świadków%20ZPa.pdf str. 77): „FSB wypuściło mnie po 40 minutach, do godziny”.

153 Sławomir Wiśniewski zwany Lolkiem, montażysta Telewizji Polskiej, 10 kwietnia 2010 r. ustawił w oknie pokoju nr 201 hotelu Nowyj niedaleko smoleńskiego lotniska „Siewiernyj” prywatną kamerę. Chciał nagrać lądowanie prezydenckiego samolotu we mgle. Ciekawiło go, jak uda się to małemu tupolewowi (...) Około godziny ósmej Lolek musiał wyłączyć sprzęt, bo za jego oknem robotnicy zaczęli remonty. Usłyszał nienaturalny huk, aż ziemia lekko zadrżała, zobaczył 30-metrowy słup ognia, oniemiał, nerwowo zaczął szukać baterii, karty pamięci do aparatu. Pobiec w stronę lotniska czy nie pobiec?” [Za]: tygodnik „Polityka” (http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1671202,1,tajemnica-operatora-ze-smolenska.read)

154 O godz. 8.59 dyżurny Centrum Hydrometeorologii mjr. Henryk Grzejdak odebrał telefon od komendanta CH Leszka Kilanowskiego.
-Kilanowski, cześć-odezwał się pułkownik Leszek Kilanowski, komendant Centrum Hydrometeorologii.
-Witam komendanta.
-Jak tam dzisiaj? Spokój?
-Nie
-Nie?-zdziwił się komendant.
-Nie...yyy...poleciał do Moskwy. wyleciał dwadzieścia siedem minut... Znaczy tak, najpierw Jak poleciał, wylądował - wystrzelił Grzejdak. Mówił tak, że trudno było cokolwiek zrozumieć.
-Czekaj, gdzie?
-Do Smoleńska
-No.
- Natomiast prezydent planowany był na siódmą
[za:] „Smoleńsk. Zapis śmierci” Michał Krzymowski, Marcin Dzierżanowski.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz